Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
poniedziałek, 11 stycznia 2016

Polityka, obok literatury, była niegdyś moją pasją. Do tego stopnia, że podjęłam nawet równoległe studia politologiczne, których - chyba na szczęście - nie skończyłam obroną pracy mgr, choć miałam ją już prawie gotową.

Zmieniono mi bowiem promotora, a ten był kompletnym przeciwnikiem mojego ulubionego profesora Z. Mój ulubieniec zapadł nagle w ciężką chorobę, jego następca miał zupełnie inną wizję mojej pracy (a pisałam o wizji ról i postaw społecznych w naukach Konfucjusza - tak, tak, to nie pomyłka).

Z okresu tych studiów pozostała mi jednak pewna prawda: polityka daje się opisać w postaci reguł i definicji ze szczególnym uwzględnieniem powtarzalności zjawisk.

Mówiąc prościej: historia lubi się powtarzać.

A żeby nie odchodzić daleko od mojej podstawowej dziedziny i pasji, jaką jest literatura, przypomnę jeden z najkrótszych i moim skromnym zdaniem, najmądrzejszych wierszy Adama Mickiewicza:

Gęby za lud krzyczące sam lud kiedyś znudzą,

I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.

Ręce za lud walczące sam lud poobcina,

Imion miłych ludowi lud pozapomina.

Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie

Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.

Ileż to razy już tak było, iluż satrapów, tyranów i władców, ale i wodzów uwielbianych i noszonych na rekach, znudziło się ludowi, ile głów spadło również w dosłownym sensie.

Wszystko przejdzie... Zostaną stale aktualne mądre słowa wielkiego chińskiego mędrca:

"Człowiek nie potyka się o góry, lecz o kretowiska"

"Człowiek szlachetny kieruje się sprawiedliwością. Człowiek mały - korzyścią"

"Gdy władca na urzędy wynosi prawych, a oddala od siebie nieprawych, wówczas lud staje się  uległy. Gdy zaś wynosi na urzędy nieprawych, a prawych oddala od siebie, wówczas lud uległym nie będzie".

"Kto się nie waha wielkich czynić obietnic, temu trudno przyjdzie się z nich wywiązać"

I na koniec jeszcze jedna myśl konfucjańska:

"Mów otwarcie i otwarcie działaj, gdy w kraju panują dobre rządy. Otwarcie działaj, lecz mów ostrożnie, gdy rządy są złe"

Wszystko przejdzie... Dlatego nie politykuję, ale z zainteresowaniem śledzę dyskusje, jakie toczą się na blogach i mam wrażenie, że Konfucjusz mógłby i dziś zasiąść z nami i klikać swoje mądre maksymy.

środa, 06 stycznia 2016

Zapewne każdy zna stary dowcip o tym, skąd się wziął aniołek na czubku choinki. A jeśli ktoś nie zna, to służę uprzejmie:

Święty Mikołaj miał wyjątkowo zapracowany miesiąc i wyjątkowego pecha. A to elfy się zbiesiły i pracowały wolniej, a to reniferzyce spodziewały się młodych i nie chciały ciągnąć sań, a to hurtownia nie miała na tyle zabawek, a jak już miała, to w saniach złamały się płozy i zabawki wpadły w błoto.

Wkurzony święty wpadł do swojej chałupki i postanowił golnąć kielicha. Ale złośliwe elfy gdzieś schowały cały zapas nalewki. Chciał sobie zrobić kawy, to rozbił dzbanek z gotowym już napojem. Chciał posprzątać szkło, to nie mógł znaleźć mopa. I gdy na kolanach ścierą zbierał kawę i szkło, usłyszał dzwonek do drzwi.

Za drzwiami stał uśmiechnięty aniołek trzymający w rękach piękną choinkę: "Popatrz Mikołaju, jaką piękną choinkę zdobyłem, jaka gęsta, zielona i pachnąca. Powiedz tylko, gdzie mam ją wsadzić..." I teraz już wiecie, skąd wziął się aniołek na czubku choinki.

W naszym domu długo obowiązywał tzw. szklany szpic. Niewierny na czubku choinki chciał mieć tylko szklany szpic, który z kolei na mnie działał jak płachta na byka, bo nie wiem dlaczego, ale przypominał mi pruskie pikielhauby. Pewnego dnia niewierny tak pechowo nabijał szpic na czubek choinki, że ten pękł mu w rękach. A sklepy już były nieczynne :) I od tej pory na naszych choinkach goszczą serwetkowe aniołki.

Na przykład takie:

1.Aniołek bez twarzy - ofiarodawczyni twierdzi, że wyobrażenia aniołów nie powinny mieć twarzy, ale nie potrafi tego uzasadnić. Ten jednakże był piękny i bez twarzy, z kilku warstw serwetek, bibuł, usztywnianych wstążek, z dzwonkiem w rączkach

                            aniołek Jagody

2. Aniołek kolorowy - wykonany z kolorowych okrągłych serwetek stołowych i podkładek pod tort. Ile ja się tych aniołków naskładałam, to jedynie mój Anioł Stróż wie. Ale na choince trwał wiernie.

                   aniołek serwetkowy

 

3. Aniołki z serwetek pod tort - te akurat ozdobiły choinkę w przedszkolu (razem z 20 innymi - od tego czasu unikam składania i klejenia aniołków serwetkowych)

                             aniołek serwetkowy2

4. Nasz tegoroczny anioł z bibułki - tzw. anioł awaryjny, okazało się, że podczas jesiennego zalania piwnicy zamokły mi pudła z ozdobami i poprzednie anioły poszły w diabły. Aniołek wykonany z tego, co było pod ręką czyli bibułki w złote gwiazdki okazyjnie nabytej w Tesco, rurki po ręcznikach papierowych i styropianowej kulki:) 

                             aniołek bibulkowy

Zdjęcie wykonałam przed końcem roku, natomiast wczoraj dorobiłam aniołkowi rączki:) 

17:12, atojaxxl
Link Komentarze (6) »
piątek, 01 stycznia 2016

W zalewie złych wiadomości, pospolitości i powszechnego schamienia zdarzają się chwile jak błysk brylantu: ulotne i niezapomniane. Dla mnie taką chwilą było spotkanie z autorami książki niezwykłej i niezwykle cennej: "Nowosielski w Małopolsce. Sztuka sakralna". 

                             Nowosielski

Przepięknie wydany tom w nakładzie 1660 egzemplarzy do rąk czytelników trafił - co niespotykane w tych czasach - bezpłatnie. A wg prowizorycznych obliczeń powinien kosztować ok. 150 zł. Dotowany był przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz władze Województwa Małopolskiego, więc nie mógł znaleźć się w obiegu handlowym. Otrzymywali go bezpłatnie właśnie uczestnicy spotkań z autorami.

A są nimi: pani Krystyna Czerni i Marian Curzydło. Pani Krystyna jest wybitną znawczynią sztuki Jerzego Nowosielskiego, autorką licznych opracowań i książek poświęconych temu wielkiemu malarzowi, którego nazywa "mnichem w środku Krakowa". Marian Curzydło wykonał z kolei niezwykłe fotografie dzieł Nowosielskiego, a niekiedy dokonywał cudów wykorzystując możliwości współczesnej techniki komputerowej, by pokazać czytelnikowi dzieło malarza w pełnym blasku.

Mam to szczęście, że otrzymałam ten album i w dodatku z autografem autorki.

                 Autograf

Ciężka, potężna książka, pełna wspaniałych reprodukcji, pokazująca sakralne dziełaNowosielskiego w licznych świątyniach, dzieła nie zawsze dobrze odbierane, przemalowywane, a nawet świadomie niszczone przez niektórych gospodarzy obiektów kościelnych. Z bólem serca czytałam, że niezwykle szanowany przeze mnie śp. arcybiskup Ablewicz zalecił zamalowanie obrazów Nowosielskiego w kościele w Zbylitowskiej Górze, bo jak mówił "co ma styl bizantyjski w Zbylitowskiej Górze do szukania"... Uratowano obrazy mistrza Jerzego w tym kościele akurat, ale w innych miały mniej szczęścia. 

Popatrzmy na niektóre dzieła opisane w książce:

                   Nowosielski2

Powyżej: ikonostas do cerkwi prawosławnej pw. Wniebowstąpienia Pańskiego w Orzeszkowie ( nie został umieszczony w świątyni, ponieważ parafianie uznali go za ...zbyt katolicki)

                   Nowosielki3

Powyżej: niezwykły kielich eucharystyczny wykonany z drewna wyłożonego wewnątrz złotą blachą, a zewnątrz malowany przez Nowosielskiego farbą olejną, przedstawia m.in. Wniebowstąpienie, Melchizedeka, Ukrzyżowanie, Anastasis (zejście do otchłani), Adama i Ewę, Spotkanie w Emaus.

                   Nowosielski4

Powyżej: "Święta Paraskewia ze scenami z życia" i "Święty Mikołaj". 

To tylko przykłady. Z kart książki patrzą na czytelnika liczne Bogurodzice z Dzieciątkiem, Pankratory, Matki Boże Orantki, twarze Chrystusa z Mandylionów, możemy podziwiać sceny z życia świętych, liczne i co ciekawe: dwustronne krzyże ołtarzowe.

Przejmuje chyba każdego czytelnika niechlubna historia likwidacji jednego z najważniejszych dzieł Nowosielskiego, kaplicy pw. św.św. Borysa i Gleba Fundacji św. Włodzimierza w Krakowie. Swego czasu przed ikonami Nowosielskiego w tej kaplicy modlił się papież Jan Paweł II. Teraz ją zlikwidowano, bo salka (naprawdę niewielka) jest podobno niezbędna na biuro Światowych Dni Młodzieży...

Może i dobrze, że artysta nie dożył tej chwili...

                 Nowosielski5

 Lektura albumu "Nowosielski w Małopolsce. Sztuka sakralna" jest wielkim przeżyciem dla każdego, komu bliskie są ideały zgody, szacunku i najprostszej miłości dla sztuki. I dla bliźniego. Cieszę się, że mogłam być na spotkaniu i że mam ten album:)

Takich właśnie drobnych, ulotnych radości życzę wszystkim w Nowym Roku. Te drobiazgi najbardziej zapadną nam w pamięć. Wszystkiego dobrego

czwartek, 24 grudnia 2015

Moi Kochani, ten rok nie był dla mnie ani dobry ani zły do końca. Wiadomo zawirowania rodzinne, choroby - norma. Ale to, co dziś się wyprawia, wróży mi ... no właśnie. Najpierw zaspałam, a planowałam wstać o 6.00, żeby pobiec po chleb. Ale od czego mam kochanego zięcia? Kupił, a nawet mi już dostarczyli chleb, weki, graham i chałkę:)

Zaraz po wstaniu z łoża strąciłam budzik, spadł i już nie ruszył. Stoi, 7.45.. pewnie jakaś niedobra wróżba, ale co tam, budzik w spadku po niewiernym, więc niech spada w kosz.

Potem ni stąd ni zowąd spadła mi odchylana klapa od barku, nie wiem dlaczego ale opadła w dół i strąciła szklaną choinkę złożoną z 33 złotych bombek. Z bombek pozostał zloty kurz i metalowy pręt, na którym były osadzone:( No cóż, bombki - też pamiątka po niewiernym, przed 35 laty razem kupowaliśmy. Czyżby dokonywał mi się jakiś remanent w pamiątkach?

A potem to już poszło. Z lodówki wypadła na podłogę śmietana - podłoga oczywiście do mycia, śmietana do kupienia. Po chwili wywrócił się pojemnik ze śmietanką do ubicia - zalała całą stolnicę. Stolnica do mycia - śmietanka do kupienia.

Córka i syn pojechali na cmentarz ze stroikami i zniczami. Syn nie mógł potem dostać się do domu - zepsuł się domofon, jakiś debil zdeformował nasz przycisk a G. nie miał klucza. Prawie płakał...

Teraz widzę, że chyba zabraknie mi tartej bułki, która dzielnie sama zrobiłam. Ba, gdzieś diabeł przykrył mi ogonem rodzynki do sernika, i morele:)

A dopiero jest 11.20. Wszystko przede mną...

Żeby więc bardziej nie zapeszać:

życzę wszystkim - i sobie też - świętego spokoju, świątecznego nastroju i wszelkiego błogosławieństwa Bożego tudzież dobra wszelkiego.                                                                                   Bombka !   

                                   Bożena z synem.

11:41, atojaxxl
Link Komentarze (8) »
piątek, 18 grudnia 2015

Niektórzy być może pamiętają mój wpis z dnia 13. kwietnia br o tym, jak dostałam tzw. fasolkę eucharystyczną do posadzenia. Wahałam się, ale w końcu posadziłam - nie na działce a na balkonie. Miałam tylko jedno ziarenko, nie chciałam ryzykować, że mi roślinkę ślimaki zjedzą.

Najpierw wyglądała tak:

fasolka euch.

Rosła szybko:

fasolka euch.

Coraz szybciej, wiatr porwał oznaczenie:

fasolka euch.

Balkon jej służył:

fasolka euch.3

Potem nastąpiły moje perturbacje ze zdrowiem i nie miałam głowy do robienia zdjęć. W każdym razie fasolka wyrosła aż pod sufit balkonu, wypuściła kilka pędów, przetrwała dzielnie straszliwe upały i prezentowała się tak:

fasolka euch.

Nie wszystkie strączki dotrwały do wieku dorosłego, upały były zabójcze, ale w końcu przyszedł czas żniwa, otwarłam ocalałe i wysuszone strąki i zobaczyłam ziarna. Ku mojemu zdumieniu nie było na nich monstrancji, tylko coś skrzydlatego. Anioły???

fasolka euch.6

Ziarenka starannie przechowuję i na wiosnę będę dalej eksperymentować. Pocieszam się, że jednak mi coś wyrosło i nie jest ze mną tak źle, mam na myśli poziom mojej grzeszności mierzony fasolkowym urodzajem. Może te anioły mnie tak pilnują?

Tagi: takie tam
21:00, atojaxxl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 grudnia 2015

Jestem, żyję, mam się dobrze, choć pracy mam teraz za dwoje. Wiadomo, co się dzieliło dawniej na dwie osoby, teraz musi zrobić jedna. Moonfairy, tak, zlikwidowałam ten nieszczęsny wpis. Nie ze strachu, ale na prośbę osoby jakoś tam zaangażowanej w pomoc uchodźcom (cokolwiek to znaczy...)

Oprócz typowo przedświątecznych prac domowych wypełniałam sobie jesienne wieczory tworzeniem zimowych krajobrazów w przezroczystych kulach. Inaczej mówiąc wykonywałam bombki krajobrazowe.

bombka krajobrazowa

Najpierw uczestniczyłam w warsztatach, gdzie poznałam wszystkie sztuczki techniczne. Potem zgromadziłam materiał: kule przezroczyste, kule styropianowe, domki pracowicie wycięte i sklejone z włoskiego kartonu, pasta śniegowa powertex, rozmaite suszone owoce i roślinki, kleje, sztuczny śnieg itp - patrz niżej

Bombki krajobrazowe 2

Potem odcięłam potrzebną część kuli styropianowej i na części wypukłej posmarowałam ją pastą śniegową, odstawiłam do wysuszenia. Suchą pokryłam tą samą pastą po stronie płaskiej na mokrej paście ustawiłam kompozycję z suszek, kory, figurek, kamyczków, domków i znowu odstawiłam do wyschnięcia na dwie doby.

Bombki krajobrazowe 3

Na powyższym zdjęciu jest tylko pokazowa przymiarka. Na tych poniżej już gotowe kompozycje. Wysuszoną dobrze kompozycję wstawia się do jednej części kuli przezroczystej, dopasowuje i przykleja dużą kroplą kleju na gorąco. Całość zamyka się drugą częścią kuli, sprawdza całość i ewentualnie ozdabia z wierzchu wstążką, maleńkimi bombkami, gwiazdeczkami itp 

Ja zrobiłam kilka szopek:

Bombka krajobrazowa 4

 

Bombka krajobrazowa 5

 Jak widać, św. Józef musiał znaleźć się poza osłoną wykonaną z kory, ponieważ mimo swoich maleńkich rozmiarów i tak się nie mieścił obok żłóbka. No to sobie stoi z boku i przyświeca latarnią:)

Bombka krajobrazowa 6

 A tu wyżej jest malutki kościółek z dzwonnicą(źle niestety oświetlona), w kuli mniejszej od poprzednich. 

Teraz widzę jak fatalnie sfotografowałam te moje prace, w rzeczywistości są dużo ładniejsze i widać precyzję tych miniaturek

20:41, atojaxxl
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 02 listopada 2015

Kilkanaście lat temu dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki spędziłam w szpitalu. Znalazłam się tam kilka dni wcześniej z powodu powikłań po szczepieniu przeciw grypie. Było mi bardzo przykro, że nie mogę iść na grób synka i innych krewnych. Przez kilka pierwszych dni byłam w sali sama, nawet rozmawiałam o tym z pielęgniarką, która mnie "pocieszyła", że jeszcze chwila a cały oddział będzie pękał w szwach i będzie przypominał oddział geriatryczny. I miała rację - dzień przed Wszystkimi Świętymi( a miał być tzw. długi weekend) na kolejnych łóżkach pojawiali się starzy, bardzo starzy ludzie, których stan dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie się pogorszył i rodziny uznały, że koniecznie ale to koniecznie muszą być hospitalizowani. Awantury z lekarzami, którzy mieli odmienne zdanie były na porządku dziennym.

W sąsiedniej sali leżał otyły mężczyzna, podłączony do najrozmaitszych aparatów, bez przerwy płakał, krzyczał i wzywał rozpaczliwie "Jezuuuuuusie", "Maryyyyyyyjo", nie pomagały już żadne środki uśmierzające. Chorzy narzekali, rodzina domagała się "Zróbcie coś", pielęgniarki stale zmieniały pościel, odgrodziły łóżko parawanem. W Dzień Zaduszny, o 4 rano krzyk ustał, chory zmarł, samotnie, bez rodziny,na szpitalnym łóżku, za parawanem. Po stwierdzeniu zgonu, owinięto ciało w zielone płótno, położono na szpitalnym wózku do przewożenia zwłok i ustawiono chwilowo... na korytarzu, obok wejścia do świetlicy. Pacjenci przechodzili obok do łazienki czy toalety.

Spod zielonej otuliny wystawał palec lewej nogi. Po zmianie obsady przystąpiono do wywiezienia ciała. Dwie drobne salowe nie były w stanie dźwignąć to potężne ciało, więc jedna weszła na wózek i z komentarzem "Aleś cholera ciężki, tylko mi tu nie zleć"przetoczyły zmarłego do białej plastikowej trumny prosektoryjnej. Ciało wpadło twarzą do dołu, ale to nie miało znaczenia, próbowały je odwrócić, udało im się tylko  połowicznie - "W kostnicy cię przełożą, to se będziesz leżał wygodnie". Pracownik zabrał trumnę windą towarową, a obok świetlicy został wózek... Po chwili ktoś zostawił na nim talerz z niedojedzoną kromką chleba. Nasunęło mi się wtedy skojarzenie z prasłowiańską ofiarą dla zmarłych...

Dałam sobie wtedy słowo, że nie pozwolę, bo ktoś z moich bliskich tak umierał. Wśród kabli, otoczony obojętnością, zniecierpliwieniem, traktowany jak przedmiot... Wygnaliśmy śmierć z naszej codzienności, z naszych domów i mieszkań, oddaliśmy ją w ręce obcych. Może dlatego tak nas zaskakuje, gdy jednak przychodzi?

Tagi: ludzie
10:01, atojaxxl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 października 2015

Bardzo rzadko piszę tu o książkach, choć jest to przecież moja największa chyba pasja. Starannie oddzielam jednak to, co czytam dla poszerzenia swoich horyzontów od tego, co czyta się dla przyjemności (choć jedno nie wyklucza drugiego). Bardzo lubię kryminały, Agatha Christie to dla mnie niedościgniony wzór autora powieści kryminalnych nieco trącących dziś myszką. No kocham tę starszą panią i koniec.

Ostatnio trafiłam przypadkowo na powieść kryminalną amerykańskiej pisarki Joanne Fluke "Śmierć za cukiernią. Współczesny sensacyjny kryminał ze słodyczami w tle"(Bellona, Warszawa 2012). Zgodnie z amerykańskimi standardami powieść opatrzona jest informacją, iż była bestsellerem "New York Timesa", czego potwierdzeniem są fragmenty pełnych zachwytu recenzji. Główna bohaterka, młoda właścicielka cukierni "Ciasteczkowa Dolina" nie tylko piecze cudowne ciasteczka, ale amatorsko i z sukcesami zajmuje się rozwiązywaniem rozmaitych problemów kryminalnych, pomagając przy tym swojemu szwagrowi - detektywowi miejscowej policji.

Powiedzmy szczerze, warstwa kryminalna i detektywistyczna w tej książce jest marna, znawca tego typu gatunku nie dotknąłby jej nawet kijem. Matko kochana, dziewczyna przesłuchuje mieszkańców miasteczka jak zawodowa policjantka w przerwie między jednym wypiekiem a drugim i przesłuchiwani jakoś na to się godzą, nikt nie protestuje. Wynosi dokumenty z miejsca przestępstwa, włamuje się do podejrzanych pomieszczeń, o których policja dziwnie zapomniała... Masakra jakaś.

Co więc tak naprawdę zachwyca w tej niedobrej powieści? Posłuchajcie sami: "Chrupiące Czekoladowe Pieguski", "Wiśniowe Pyszności w Czekoladzie", "Czarno-Białe Ciasteczka", "Cukrowe Laseczki" (takie ozdoby na choinkę, a nie żadne słodkie laski do podrywania), Czekoladowo - Pekanowe Krążki"... i wiele, wiele innych.

Przepisy na ciasteczka z "Ciasteczkowej Doliny". Ale jakie przepisy!!! Najbardziej dwuleworęczna osoba przygotuje ciasto, upiecze i udekoruje bez obawy otrucia otoczenia. Przepisy najbardziej chyba lubiane typu wymieszaj, nie przesiewaj, połącz, zagnieć, nie przejmuj się. Podstawową miarą wszystkiego jest szklanka.

Dwa z nich wypróbowałam i własną głową ręczę, że się wypieki udały. Nie masz pekanowych orzechów ? To zastąp je czymś innym. Nie masz wiórków czekoladowych? to zetrzyj tabliczkę czekolady. W przepisie jest dżem truskawkowy, a Ty masz wiśniowy albo morelowy? No to lu, dawaj taki jaki masz. Jest nawet przepis na własnoręczne wykonanie brązowego cukru..

Na polskim rynku księgarskim pojawiły się jeszcze dwie inne powieści kryminalne Fluke z ciastami w tle. Jestem na tropie jednej z nich. Podzielę się uwagami. 

Tagi: książki
20:59, atojaxxl
Link Komentarze (6) »
czwartek, 24 września 2015

"Weź dwie dziewki silne i niech kuchenna wyda im śniadanie obfite, iżby mogły starannie i długo pracować. Zatem wydaj jajców kop trzy, samych żółtków, przydaj cukru funtów trzy i niech ucierają tak, aż w misie biała, puszysta masa się podniesie po trzykroć. Bacz, iżby dziewki paliców w masę nie wsadzały i nie oblizywały ich..." - Tak to drzewiej zaczynały się przepisy na baby parzone, welinowe i muślinowe, drożdżowe tudzież piaskowe.

Bożenko, reprezentowana poprzez swoją sekretarkę.

Podnieś szacowną swoją postać z podłogi i posłuchaj opowieści o powstawaniu muffinek, najprostszych na świecie wyrobów piekarniczych (tak, tak, wczoraj oglądając Food Factory usłyszałam, że muffinki to nie ciastka, tylko takie same wytwory jak bułka, chleb czy chałka.) A proste są m.in. dlatego, że używa się do ich powstania proszku do pieczenia.

Przygotuj zatem produkty, dwie miski, foremki, papilotki, przybory typu łyżka, mały rondelek do stopienia masła i powiedz sobie, że nie ma ludzkiej siły, żeby się muffinki nie udały. Bo zawsze i każdemu się udają, nie jesteś żadnym wyjątkiem.

Nie wiem, jaki masz piekarnik, ja mam stary, gazowy, właśnie kończy wiek chrystusowy czyli 33 lata i czas go wymienić. Ale nagrzej sobie piekarnik do 160 stopni na początek.

Teraz składniki - umówmy się, że dziś pieczemy muffinki jasne.

Suche - 2 szklanki (takie na 250 ml) przesianej mąki np tortowej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, pół tabliczki posiekanej białej czekolady, pół szklanki cukru (ja używam cukru - pudru), torebka cukru wanilinowego

Mokre - 1 szklanka mleka, 1 duże jajko, 100 gramów stopionego letniego masła, trochę owoców wg upodobania, mogą być jagody, kawałki śliwek, maliny, malutkie truskawki.

Do dekoracji: tabliczka gorzkiej czekolady, posypki, owoce

Teraz robimy ciasto:

w jednej misce wymieszaj składniki suche i kawałeczki białej czekolady, w drugiej roztrzep składniki mokre (bez owoców), wlej je do suchych i wymieszaj, możesz użyć miksera ale wystarczy dobrze wymieszać łyżką,

Dodaj owoce (2 -3 na foremkę) - ja robię tak, że najpierw wlewam ciasto do foremek/papilotek a potem wciskam 2 -3 np. jagody, żeby ciasto je zakryło.

Podnieś temperaturę piekarnika do 180 stopni.

Teraz weź foremkę wyłożoną papilotkami i przy pomocy łyżeczki i własnego palca nałóż ciasta do każdej tak do 2/3 wysokości. Jak Ci kapnie gdzieś na boki to się nie przejmuj tylko zetrzyj palcem :)

Wstaw formę z papilotkami do piekarnika i niech się pieką 15 - 20 minut, sprawdź po tym czasie patyczkiem wetkniętym w jedną muffinkę, musi wyjść suchy :) I gotowe :)

Teraz weź sobie tabliczkę czekolady (ja używam gorzkiej), rozpuść ją w garnuszku wstawionym do wrzącej wody, weź jakiś pędzelek Karolka i pomaluj szybko każdą przestudzoną muffinkę, dziecię niech posypuje czym chata bogata a na czubku usadź owoc częściowo zanurzony w czekoladzie. No i poczekajcie, niech to wszystko zastygnie :)

I gotowe :) To pisałam ja, Bożena bez sekretarki :)

PS. Nie dziękuj :) żeby nie zapeszyć :)

A gdy chcesz muffinki czekoladowe, to zamień 2 łyżki mąki na dwie łyżki kakao a czekoladę białą na ciemną.

A gdy chcesz muffinki korzenne, to do masy dodaj łyżkę przyprawy do piernika :)

A potem już sama będziesz kombinować własne dodatki.

A Twój komentarz pod moim wpisem o pieczeniu muffinek ma numer 666 :)

Tagi: wypieki
21:00, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
środa, 23 września 2015

Długo, długo nie mogłam się przekonać do muffinek. Wydawało mi się, że to takie ciastka dla zdolnych cukierniczo inaczej. No bo jak to: wymieszać osobno suche, wymieszać osobno mokre, połączyć byle jak (cytuję autentyczny frg. przepisu z bloga kulinarnego), wlać do foremek, piec 20 minut i gotowe ???

Moja wnuczka jest jednak w stanie namówić mnie do wszystkiego i od czasu do czasu muffinki pieczemy wspólnie :) Jest przy tym sporo śmiechu, zwłaszcza, że Mała Zu jest chętna do pomocy a szczególnie do wylizywania miseczki po czekoladzie:

Muffinki

W każdym razie po wstępnym wymieszaniu i upieczeniu muffinki-zuzinki prezentowały się tak:

Muffinki2

To to takie wyciekające to jagody. Teraz należało muffinki udekorować: czekoladą, posypkami i czereśnią zanurzoną w czekoladzie, żeby się lepiej trzymałaMuffinki3

Teraz należało przeprowadzić kolejna próbę organoleptyczną. Eksperymentatorka przystąpiła więc ochoczo do badań:

Muffinki4

Hmmm... to co pozostało po badaniach zapakowałyśmy do pudełka, żeby i rodzice Małej Zu mogli zbadać nasze dzieło:

Muffinki5

Niebawem będziemy piekły muffinki w papilotkach o kształcie łódki :) Pomyślimy nad żaglem z białej czekolady :)

17:39, atojaxxl
Link Komentarze (8) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32