Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
wtorek, 13 marca 2012

Na tym przystanku wysiadam wracając do domu.

Zawsze tu pełno młodzieży, która obsiadła schody prowadzące do kościoła. Albowiem przystanek usytuowany jest tuz przy kościele, choć i tak jego lokalizacja została przeniesiona o kilkanaście metrów. Dawniej stał na wprost głównego wejścia, z widokiem na Najświętszy Sakrament. Takie sąsiedztwo nie służyło obydwu stronom - pasażerowie wysiadający w tym miejscu czasem "zanurzali się" w tłumie opuszczającym świątynię, a z kolei czekający na autobus nie zawsze umieli uszanować miejsce kultu, zdarzały się scysje o palenie papierosów, niecenzuralne słowa w głośnych rozmowach a nawet były przypadki załatwiania potrzeb fizjologicznych w zejściach do kaplicy podziemnej.. Ot, katolicki kraj, barbarzyńskie obyczaje....

Po przesunięciu przystanku niewiele się zmieniło w zachowaniu oczekujących, ale przynajmniej uczestnicy obrzędów nie są narażeni na ich zakłócanie.

Dziś przystanek i schody obsiedli uczestnicy rekolekcji wielkopostnych dla gimnazjów i szkół średnich w tutejszej parafii. Jakoś nie przejawiali większego zainteresowania naukami głoszonymi w świątyni. Wysyłali smsy, pili napoje energetyzujące, popychali się. Puszki i butelki wrzucali na pobliski skwerek pracowicie porządkowany przez ogrodnika-społecznika.

Kiedyś zapytałam znajomego chłopca, syna sąsiadów, jak to jest z tymi rekolekcjami, dlaczego przychodzą pod kościół, skoro nie mają zamiaru wejść do środka. Odpowiedział bez skrepowania: wychowawczyni i katechetka sprawdzają obecność przed i po nauce, to nie opłaca się nigdzie dalej odchodzić. A notatkę z rekolekcji zrobi koleżanka i wszyscy od niej odpiszą... Ot, katolicki kraj...

niedziela, 11 marca 2012

Dwa dni nigdzie nie jeździłam. Bo i po co, wszystko mam na miejscu.

Za to kolejny dzień podśpiewuję "Party for Everybody" - refren rosyjskiej kandydatki na festiwal Eurowizji. Urocze staruszki "Buranovskiye Babooshki" śpiewają  w swoim narodowym języku udmurckim należącym do grupy języków ugrofińskich. Refren piosenki wykonują... po angielsku bardzo miękko co brzmi mniej więcej tak "parti for eribadi" :) Mają zbożny cel - śpiewają, żeby zebrać pieniądze na budowę cerkwi w swojej rodzinnej wsi.

Nigdy nie głosowałam w konkursach Eurowizji, ale w tym roku oddam swój głos sms-owy właśnie na te panie. To nie są podrasowane technicznie laski ani celebrytki, nie towarzyszą im roznegliżowane chórki i wybuchy, mgły i schody, one śpiewają, ponieważ kochają to robić, są autentyczne. Martwi mnie tylko jedno; oglądałam archiwalne nagrania Babuszek i jest ich niestety coraz mniej. Mam nadzieję, że w dobrym zdrowiu dotrwają do maja...

Babuszki, ja was podrawljaju !!! A cerkiew wybuduje Wam nowy stary prezydent Putin w podzięce za bezpłatną reklamę dla Rosji :) Przynajmniej powinien to zrobić :)

11:09, atojaxxl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 marca 2012

Tu najczęściej wsiadam, gdy wybieram się na działkę.

Przystanek ma przedziwne usytuowanie. Trochę historii: przed laty krzyżowały się tu dwie ulice : główna - nazwijmy ją A, i podporządkowana - nazwijmy ją B. Główna miała w tym miejscu dość trudny zakręt, postanowiono więc ją zmodernizować. Uczyniono to w sposób zaiste szatański : zakręt ulicy A wyprostowano kosztem kilku wyburzonych domów a ulicę B...zaślepiono, to znaczy dawne przejścia przez nią zabudowano chodnikiem. Ulica B istnieje więc w dwóch częściach ale dostać się z jednej części do drugiej jest trudno, ponieważ  przejścia przez ulicę A usytuowano po ok. 100 - 150 m dalej na prawo i na lewo.

Na chodnikach zaślepiających ulicę B zbudowano przystanki a przy jednym z nich od lat stoi kiosk z prasą i biletami, dawny "Ruch". Mieszkańcy jednej części ulicy B idą więc do kiosku na drugiej części a miedzy nimi ruchliwa jezdnia. Również prawie nikt z pasażerów wysiadających na obydwu przystankach nie idzie pokornie na przejście, tylko próbuje się przedostać do swojej części ulicy B. przechodząc w miejscu jak najbardziej niedozwolonym czyli z jednego przystanku na drugi.

Tymczasem ruch w tym miejscu jest piekielny. Na przystanku 133 zatrzymuje się ok. 20 autobusów różnych linii, również prywatne busy. Na jezdni są 4 pasy dla samochodów. więc łatwo sobie wyobrazić, jakich cudów muszą dokonywać kierowcy, by nie potrącić na przykład matki z dwójką dzieci - jedno w wózku a drugie za rękę, starszej pani z zakupami czy tego starca wygrażającego laską kierującym a czasem stukającym nią po karoserii. Uczniowie pobliskich szkól przechodzą stadami pokazując kierowcom środkowy palec.

I tak się zastanawiam, czy naprawdę musi dojść w tym miejscu do wypadku, żeby ktoś pomyślał o bezpiecznym rozwiązaniu tego węzła komunikacyjnego. Na razie zabawa pieszych i kierowców w kotka i myszkę trwa w najlepsze.

17:22, atojaxxl
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 marca 2012

Miało być miło, przedwiosennie i świergotliwie. I wszystko zapowiadało, że tak będzie, słońce, szalejące sikorki, punktualny i prawie pusty autobus . Wysiadłam na 87 i cieszyłam się zapowiedzią fajnego dnia. Przy wejściu na działki czekała jak zawsze czereda kotów maści wszelakiej. Szły za mną jakby wiedziały, że ciężka torba kryje i dla nich jakieś łakocie.

Z daleka zobaczyłam naszą altankę, stała cała, zima i wiatry nie dały jej rady. Podchodzę bliżej a tu ... tadaaammmmm !!!! .... "brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza , że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza " - tak pewnie poeta* opisałby zastaną sytuację. Ktoś ukradł nam bramkę od naszej działki !!!

Rozejrzałam się i stwierdziłam, że i nasza sąsiadka została pozbawiona bramki. Rzuciłam jedzenie kotom, wzięłam aparat i przeszłam po alejkach. Aparat nie próżnował, co kilka numerów brakowało bramek. Wot siurpryza !!! W siedzibie zarządu nikogo , na działkach pusto.

Prawdę mówiąc, te bramki stanowią raczej symboliczną przeszkodę, średnio wysportowana osoba po prostu przeskoczy a taka jak ja też się przegramoli. to był bardziej taki sygnał, że oto wchodzisz w cudze włości. Głupio tak bez bramki...

Trochę posprzątałam, nacieszyłam się pogodą i postanowiłam wracać . Na przystanku 87 czekałam na autobus podziwiając zdolności plastyczne jakichś "drapaków", którzy wiele wysiłku musieli włożyć, żeby wydrapać swoje uczucia pod adresem stróżów prawa w twardej pleksie, z jakiej zbudowano wiatę.

Godzina odjazdu minęła, potem kolejny kwadrans, autobusu nie ma, w końcu przyjechały...dwa !!! Zrozumiałabym, że jeżdżą stadem, gdyby między nimi było 5 minut , ale one jeżdżą co pół godziny !!! Nasz kierowca coś mętnie tłumaczył,że miał korki, że wszędzie światła go łapały... W sumie w domu byłam godzinę później niż planowałam.

I tak sprawdziło się stare porzekadło "Nie chwal dnia przed zachodem słońca". Złodzieje i kierowcy wspólnymi siłami zepsuli mi pięknie zapowiadający się dzień.

*PT, k1, w.39-40

wtorek, 06 marca 2012

Tu najczęściej wsiadam.

Przystanek jak przystanek, przezroczysty wypukły dach, pomysł jakiegoś domorosłego architekta małych form miejskich. W upalne dni nie do wytrzymania, zamiast osłaniać - wzmaga uczucie gorąca, w zimie niebezpiecznie gromadzi się na nim i przymarza śnieg. Boczne ścianki wiaty z przezroczystej pleksy, wcześniej było tu eleganckie grube szkło, ale nie oparło się naporowi miejscowych wandali. Ławeczka na 4-5 osób i ON - rozkład jazdy. Niby jest dla niego specjalne miejsce - oszklona, obszerna gablotka, ale tradycyjnie przywieszony został nad ławeczką. Żeby więc coś przeczytać, trzeba przechylać się nad siedzącymi osobami.

Ot, taki drobny przykład przywiązania do bylejakości. Po co otwierać gablotkę, do której jest łatwiejszy  dostęp, skoro można rozkład przywalić byle gdzie i byle jak. W gablotce można kartę rozkładu wsunąć w przygotowane zaczepy i po prostu gablotkę zatrzasnąć. Dla pracownika ZKM jednak wygodniej było wiercić dziury w podporach wiaty i na nich montować rozkłady. A gablotka stoi pusta.

A niech się pasażer gimnastykuje.

Kilka tygodni temu w naszej sieci komunikacyjnej nastąpiła rewolucja: zniknęły niektóre połączenia, wprowadzono nową numerację linii. Nie każdy ma dostęp do internetu, czasem trzeba coś sprawdzić na przystanku. Sprawdzamy więc, naruszając osobistą przestrzeń osoby siedzącej pod rozkładem . Inaczej się nie da.

Siedzę sobie na ławce, w samym kącie wiaty i czekam na mój autobus, pozostała część ławki pusta, zmieszczą się przynajmniej cztery osoby. A jednak pewnej paniusi spodobało się moje miejsce i dość kategorycznym tonem zażądała, żebym się przesunęła w prawo, bo ona chce usiąść. Na moje stwierdzenie, ze jest dość wolnego miejsca, pańcia oświadczyła, że ona nie może siadać na zimnej ławce, bo ma słabe nerki, a ja siedzę już chwilę, to miejsce pode mną się rozgrzało i ona może usiąść bez obaw o swoje cenne zdrowie.

Na moje (a może i jej) szczęście przyjechał autobus... Zgodnie z rozkładem .

poniedziałek, 05 marca 2012

Podróżowanie komunikacją miejską może być źródłem wielu nowych doznań. Możesz obserwować współpasażerów, ich zachowania i relacje z innymi, możesz podziwiać zmiany zachodzące w Twoim mieście, możesz czytać, możesz (a czasem musisz)* słuchać muzyki. Możesz prawie wszystko. Pod warunkiem, że zajmiesz strategiczne z Twojego punktu widzenia miejsce, z którego nie zostaniesz wyrzucony/a przez uprawnionych z tytułu wieku, choroby, stanu błogosławionego, kombatanctwa, ciężaru zakupów, "bo ja nie lubię tyłem" albo "pani siedzi na moim ulubionym miejscu".

Jestem w tzw. słusznym wieku i w zasadzie nie muszę już nikomu ustępować. Do niedawna mój kontakt z miejskimi środkami transportu był ograniczony do wypraw na działkę. Z miejsca, gdzie mieszkam, wszędzie mam blisko - do licznych sklepów, na pocztę, do przychodni, na plac targowy mniejszy, również do pracy przemieszczałam się spacerem, podobnie z powrotem. Jestem typem piechura, mogę bez zmęczenia przemierzać znaczne odległości.

Jednak gdy niedawno urodziła się nam wnuczka i podjęłam się opieki nad nią, względy czasowe przeważyły i musiałam się przeprosić z komunikacją miejską. Codzienna piesza wędrówka z krańca miasta na drugi  zajęłaby mi około godziny w jedną stronę. Zakupiłam więc bilet pięciomiesięczny na wszystkie linie. I odkryłam nowy świat :)

A w tym świecie: republika przystanków stale odnawianych i stale dewastowanych przez Obcych, pulsująca rzeka sieci komunikacyjnej pełna Obywateli P., Władcy Pierścienia Kierownicy, tajemniczy Wielcy Bracia Kontrolerzy i Siostry Kontrolerki, nowe doznania węchowe i słuchowe.

Przekonałam się też, że do walk dotychczas toczonych przez ludzkość (walka o ogień, o chleb powszedni, o sprawiedliwość społeczną) dołączyła walka o miejsce siedzące.

Jeżeli więc nie boisz się cudzych łokci wbitych pod Twoje żebra, torby z nieznaną zawartością wiszącej Ci nad głową, jesteś odporna/y na wyjącą przez siedem przystanków przyszłość narodu i nie przeszkadza Ci prowadzony podniesionym głosem wykład pana X na temat zmian ekologicznych na atolu Bikini, to zapraszam Cię w podróż ze mną autobusami Zarządu Komunikacji Miejskiej w moim mieście. Pokażę Ci urokliwe zakątki, odnowione zabytki, moje ulubione knajpki i parki. Poznasz nowych ludzi, nie zawsze pięknych, nie zawsze mądrych, najczęściej niezamożnych.

A jeśli podróż Ci się nie spodoba lub znudzi - następny przystanek już blisko, zawsze możesz wysiąść...

*Nie wiem dlaczego, ale w naszych autobusach zawsze z głośników słychać muzykę nadawaną przez dwie komercyjne stacje radiowe. Najczęściej tak głośno, że własne myśli uciekają w najdalsze zakamarki mózgu.

1 ... 31