Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
wtorek, 04 października 2016

Dziś święto zwierząt i ich opiekunów, dzień św. Franciszka. Moje ostatnie zwierzątko pożegnałam siedem lat temu i nie zdecydowałam się na wzięcie kolejnego. Gdybym się jednak zdecydowała, to na pewno nie wzięłabym zwierzęcia od jakiejkolwiek fundacji. 

koty

Fundacji opiekujących się kotami lub psami lub obydwoma gatunkami jednocześnie powstało mnóstwo. Powstają, działają krócej lub dłużej i znikają. Mają najczęściej milusie nazwy, oczywiście konto bankowe i hasło mantrę "pomóż nam pomagać". 

Jedna z takich fundacji wspieram ile mogę, bo znam człowieka, który za nią stoi. Działa już ponad 10 lat, jest niezwykle skuteczny w pozyskiwaniu pomocy, nie przebiera w słowach, gdy trzeba napiętnować jakieś patologiczne zachowania wobec zwierząt, przeznaczył część własnego domu na azyl i koci szpitalik. W azylu wszelka kocia bieda: bez łapek, niedowidząca, z nowotworami, ale i zdrowe koty, których nikt nie chciał. W szpitaliku leczy się skutecznie kilkanaście kotów. Byłam, widziałam, popieram. Dodatkowo fundacja dokarmia ponad 300 kotów bezdomnych w mieście, sterylizuje bezdomne kocice, nawiązuje kontakt i wspiera tzw. karmicielki na osiedlach.

Z pewnych względów jednak na kota w domu nie mogę się zdecydować, więc dokarmiam sierściuchy na działce.

O co mi więc chodzi z tymi fundacjami? Otóż prawie każda z nich ma opracowaną procedurę adopcyjną dla swoich podopiecznych. Nie możesz ot tak przyjść i poprosić o zwierzaka. Najpierw musisz wypełnić i przesłać ankietę przedadopcyjną. Ankiety mają różną objętość: od 6 do nawet 14 stron. Zawierają pytania o wszelkie aspekty Twojego życia i Twoje relacje z przyszłym pupilem. Oczywistością wydają się pytania o dane osobowe, o świadomość konieczności karmienia, opieki weterynaryjnej, bezpieczeństwa itp. Ale jest też grupa pytań, która budzi mój opór. Przykłady:? A proszę bardzo:

"Czy pies/kot będzie miał dostęp do wszystkich pomieszczeń w domu/mieszkaniu" - odpowiedź "nie" dyskwalifikuje ochotnika, bo "zwierzę to członek rodziny i ma prawo przebywać wszędzie"

"Czy zabezpieczysz okna i balkon siatkami" - odpowiedź "nie, ponieważ musiałabym mieć zgodę spółdzielni i innych lokatorów" również mnie zdyskwalifikowała, gdyż "bezpieczeństwo zwierzęcia jest wyższą wartością niż względy estetyczne". Hm... miałam psa 16 lat i jakoś nigdy nie miał ochoty popełniać samobójstwa skokiem z balkonu. Znam w moim i sąsiednim bloku 9 osób, które mają koty i też żaden siebie nie defenestrował.

"Co stało się z Twoim poprzednim zwierzęciem?" - odpowiedź " zeszło ze starości" jest niewystarczająca, trzeba dokładnie opisać okoliczności zejścia, podać nazwisko lekarza weterynarii, który zajmował się zwierzakiem, a wszystko w celu sprawdzenia prawdomówności. 

"Określ typ własności domu/mieszkania - lokatorskie, wynajmowane, własnościowe" - preferowane są mieszkania i domy własnościowe, są fundacje, które żądają kopii aktu notarialnego, co jest już dla mnie szczytem ingerencji w moją prywatność.

"Czy jesteś gotów/gotować zwrócić fundacji poniesione koszty utrzymania zwierzęcia, leczenia i sterylizacji" - niestety, nie mam ot tak od ręki półtora tysiąca, mogę wesprzeć, ale bez przymusu... dyskwalifikacja:(

"Czy zgodzisz się na przedadopcyjną wizytę przedstawiciela fundacji" - wizyta ma na celu rozeznać warunki, w jakich zwierzę będzie żyło. No dobrze, zgodzę się, nie mam nic do ukrycia.

Itd, itp - na 4 wysłane przeze mnie ankiety do fundacji zajmujących się psami, z trzech miejsc otrzymałam odmowę, na jedną ankietę brak reakcji, zresztą fundacja już nie działa.

Ponadto zauważyłam, że wiele z tych fundacji jest ze sobą skłóconych, obrażają się wzajemnie, oskarżają o chęć dorobienia na cierpiących zwierzętach. A przecież powinny się wzajemnie wspierać.

Dlatego, jeżeli już zdecyduję się na pieska, to sama znajdę. Moje poprzednie psy żyły 17 i 16 lat. Źle u nas nie miały.

W Światowym Dniu Zwierząt życzę wszystkim kudłatym i łaciatym, pręgowanym i skrzydlatym, tym co skaczą i fruwają, niech szczęśliwe życie mają, ciepłe domy, pełne miski, głaski, mizie i uściski:)

14:14, atojaxxl
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 października 2016

Wała wam wszystkie Kuźmiuki, Terlikowscy, Cejrowscy, Klawitery, Waszczykowscy,  wszyscy faceci w czerni, wszystkie nawiedzone nawrócone z wynicowanymi macicami.

Wała wam!!!

Przyjdzie i na was czarna godzina.

Aż się wam czarno w oczach zrobi i czarne myśli po pustych czerepach będą się tłukły.

I będziecie szukać pomocy na czarno.

Wała wam!!!

To mówię do was ja, matka niepełnosprawnego syna i matka dziecka zmarłego przy porodzie.

Urodziłam, bo chciałam.

Bo, ku... wasza mać MIAŁAM WYBÓR!!!

I tego prawa do wyboru domagam się dla mojej córki, mojej wnuczki, moich młodych sąsiadek.

Tylko tyle.

 

 

14:10, atojaxxl
Link Komentarze (5) »
niedziela, 02 października 2016

Należę do pokolenia 60+, które jak widać z licznych wypowiedzi i zdjęć, ma najwięcej do powiedzenia w kwestii cudzej płodności.

Kiedyś tam urodziłyśmy dzieci, z pomocą żłobków, przedszkoli, babć i dziadków odchowałyśmy je pracując jednocześnie bez obawy, że po macierzyńskim wyleją nas na bruk. Antykoncepcja sprowadzała się do gry w rosyjską ruletkę, najczęściej był to problem kobiety, męska filozofia antykoncepcji sprowadzała się do "nie będę lizał cukierka przez papierek", stosunek przerywany czasami zawodził. Skrobanki więc się zdarzały, lekarze nie mieli większych skrupułów a niektórzy wręcz pytali "rodzimy czy skrobiemy". Kościół wprawdzie potępiał, ale bez jakichś akcji z wychodzeniem na ulice, publicznym piętnowaniem czy modłami na skrzyżowaniach ulic.

I teraz to pokolenie stanęło okoniem wobec swoich córek i wnuczek. Niektóre z tych zacietrzewionych bab mają macice jak durszlaki, a swoje grzechy młodości chcą odkupić krzykiem, wymachiwaniem krzyżami, różańcami, nachodzeniem klinik patologii ciąży itp. Mając poparcie takiego elektoratu rząd poprzez swoich przedstawicieli w organizacjach prolife próbuje eskalować napięcie poprzez propozycję całkowitego zakazu antykoncepcji: kto produkuje, importuje, wprowadza do handlu, przekazuje bezpłatnie pigułki antykoncepcyjne może być ukarany więzieniem do lat dwóch. Karierę robi słowo: antynidacyjny

No to ja bym poszła jeszcze dalej. 

Na pierwszy ogień oczywiście prezerwatywy. Kto to w ogóle widział takie bezeceństwo. Leży toto przy każdej kasie, dzieci na to patrzą. Niektórzy użytkownicy po wykorzystaniu tegoż wyrzucają przez okno... Jeszcze na dodatek w niektórych szkołach uczą, jak to zakładać, na bananie... Sodoma i Gomora, panie, sodoma...

Zakazać. Kto produkuje, importuje, sprzedaje, przekazuje bezpłatnie - dowalić mu 2 lata bez zawiasów. A te, które już są na rynku i w magazynach - wywalić na wielki stos, podpalić, w świetle pochodni odśpiewać pieśni bogoojczyźniane i fertig.

Na drugi ogień - testy ciążowe. Tu wprowadziłabym obowiązkową spersonalizowaną rejestrację zakupu. Kupujesz test - na dowód osobisty, podajesz dla kogo. Użytkowniczka w terminie 48 godzin po użyciu dostarcza test do apteki wraz z wynikiem badania potwierdzającego, że to swoim moczem to badanie wykonała. Oczywiście, aptekarze nie będą mieć na to czasu, więc ustanowi się nowy urząd: Ogólnopolski Specjalista Od Badań Antyaborcyjnych (w skrócie OSOBA). Instytucja ta będzie działać poprzez przedstawicieli wojewódzkich, powiatowych, parafialnych itp. Każda apteka zatrudni OSOBA'ę. Wiecie, ile miejsc pracy powstanie? Tysiące!!!

A co, gdy któraś nie dostarczy? Wiadomo, dwa lata paki bez zawiasów. Ileż to więzień będzie można zbudować, ilu ludzi w nich zatrudnić. Rynek pracy nam nagle opustoszeje, bezrobocie zniknie... Kiedyś te puste miejsca zajmą nowi obywatele. I zrobią swoim babkom jesień średniowiecza.

PS. Dla mnie szczytem chamstwa i absurdu jest wypowiedź niejakiego K., że domaganie się przez kobiety prawa do decydowania o własnej płodności... obniży w przyszłości nasze szanse na paraolimpiadach!!! Jak czytam, że ten facet jest doktorem nauk ekonomicznych, byłym posłem i marszałkiem województwa, aktualnym deputowanym do Parlamentu Europejskiego, to szlag mnie trafia. A nie mnie trafić powinien... 

12:41, atojaxxl
Link Komentarze (2) »
sobota, 01 października 2016

Ależ się wczoraj wkurzyłam. Pojechałyśmy z córką do ogromnego supermarketu (polska marka z tradycjami, a jakże!) po znicze. Jest ich tam zatrzęsienie, do wyboru, do koloru, w sklepie jeszcze spokój, klientów niewielu. Za tydzień - dwa zacznie się szaleństwo zakupów zniczy i dekoracji nagrobnych. I ceny się zmienią, w górę.

Wybrałyśmy wszystko, co nas interesowało, plus trochę zakupów spożywczych, i do kasy. A tam niespodzianka: jedne z moich zniczy "nie wchodzą", akurat te, które mi najbardziej się spodobały. Na kasie wyświetlała się uparcie cena ... 188,00 zł za sztukę. Porażka, w dodatku kasjerka zaproponowała mi zmianę, ponieważ "czerwone wchodzą, a te nie". Zwykle jestem uprzejma i spolegliwa, ale tym razem skończyło się tylko na uprzejmej odmowie. 

Kasjerka wreszcie znalazła odpowiedni kod, skasowała te niebotyczne kwoty, podliczyła - wyszło ponad 200 zł. Zapłaciłam kartą, ale coś nie dawało mi spokoju. Sprawdzam paragon a tam jak byk: 43 znicze "anioł" po 3,29 - w rzeczywistości wzięłam tylko 3. No to maraton zaczął się od nowa. Już dwie panie usiłowały mi wmówić, że przecież ta pomyłka już została wycofana, że wszystko jest w porządku. No to ja pytam: gdzie niby mam te 43 znicze w wózku, ponieważ na paragonie owszem jest odnotowane dwukrotne wycofanie ceny 188,00 natomiast żadnych operacji wokół 43 zniczy typu "anioł" nie wykonano poza pobraniem pieniędzy z karty. 

Panie myślały, uznały moją reklamację, zwróciły mi ponad 122 zł. Jeszcze tylko dwa moje podpisy na paragonie i protokole reklamacji i mogłyśmy kontynuować wyprawę.

W kolejnym sklepie kupowałam stożki styropianowe do wyrobu moich choinek karczochowych. Myślałam, że już dziś nic mnie nie zaskoczy, a jednak:) Stożki nie miały kodów, kasjer musiał przypisać cenę do ich wysokości. I mierzył wysokość stożka po boku!!! Dwa razy tłumaczyłam młodemu człowiekowi, jak mierzy się wysokość stożka o podstawie koła a młodzieniec nadal patrzył na mnie wzrokiem łani trafionej drobnym śrutem. Wreszcie podeszła sprzedawczyni, dwa razy kliknęła w klawiaturę, dane stożka się wyświetliły razem z ceną, dodała ją do reszty zakupów i było "po ptokach".

O pomyłce sprzedawczyni w sklepie mięsnym już nawet nie warto się rozpisywać: to była pomyłka na jej niekorzyść, a pani nie chciała uznać mojej uwagi. Więc wzięłam zakupy a wtedy panią coś oświeciło i z krzykiem za mną, że za mało zapłaciłam. Żadnego dziękuję, żadnego przepraszam...

Nie wiem, skąd w sklepach teraz biorą się tacy specjaliści od handlu. Z łapanki? Z przymusu? Moja Matula pracowała dość długo w sklepie. Najpierw ukończyła szkołę handlową, potem pracowała na zapleczu i przy rozpakowywaniu towaru tudzież sprzątaniu sklepu. Dzień, w którym dopuszczono ją do bezpośredniego kontaktu z kupującymi był świętem. A teraz?

PS w  supermarkecie kupiłam też pakiet tzw. zniczy patriotycznych. Małe, zgrabne, po 2 zł. Producent wyszedł naprzeciw oczekiwaniom pewnych grup czy co? 

Tagi: ludzie
10:33, atojaxxl
Link Komentarze (2) »