Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
czwartek, 13 sierpnia 2015

Przygotowywałam się starannie. Wygodny fotel, kawa, owoce, silna lornetka, lista życzeń. Chciałam jechać na działkę, bo tam egipskie ciemności i gwarancja pełnego widoku na czyste niebo. Ale G. nie chciał a ja bałam się zostawiać go samego w nocy. Balkon też się nadawał do obserwacji, okolica nie jest tak naszpikowana światłami jak centrum.

Po 22.00 zainstalowałam się na balkonie i czekałam jak zaczną spadać. Z odgłosów dochodzących z innych balkonów wnioskowałam, że przynajmniej część sąsiadów również na to czeka. Zapomnieliśmy, że nad naszymi głowami krzyżują się korytarze powietrzne lotnictwa cywilnego: z północy na południe i ze wschodu na zachód i zarówno w dzień jak i nocy korytarzami tymi podążają dziesiątki samolotów.

Co jakiś czas na niebie ukazywał się błyszczący punkcik wywołujący najpierw euforię ("patrz, patrz, leci, pomyśl życzenie") a później rozczarowanie, gdy okazywało się, że to tylko samolot, bo mu "pod ogonem świeci na czerwono" jak orzekł autorytatywnie sąsiad z lewej.

Po 23.00 u sąsiadki z góry zapaliła się całoroczna iluminacja balkonu rozpraszając nam niepotrzebnie ciemności. Później zaczęły opadać... Nie, nie gwiazdy !!! Sąsiadka z góry chcąc sobie widocznie urozmaicić oczekiwanie rozwiesiła mokre, długie zasłony, które przesłoniły mi część MOJEGO nieba. Noż kurde mol, myślę sobie, co ja zobaczę ? Delikatna interwencja pomogła ("wiesz, nie pomyślałam o tym").

Czekamy. Pierwsza Perseida - pierwsze życzenie. Piękna, rzekłabym:soczysta, wyraźna linia. Ale i tak wiem, że spełnienie zależy tylko ode mnie. Ale co tam.

Przed naszymi oczami przeleciał sypiąc iskrami pet z czwartego piętra. Pechowo (a może celowo) wpadł w kopkę siana po koszeniu trawy, suchego jak pieprz. Zaczęło się tlić, co nas wszystkich zmobilizowało do akcji gaśniczej. Udanej. Wystarczyło wiadro wody chluśnięte z parteru.

Następne Perseidy - następne życzenia. Niewiele ich miałam, ale też i spadające gwiazdy pojawiały się rzadko. Po 2 w nocy upewniwszy się, że G. śpi jak suseł wyszłam kilkaset metrów dalej na wolną przestrzeń. Boże mój, jaki to był widok. Jakby nagle niebo wysypało na nas wszystkie swoje skarby. Stało nas tam ok. 40 osób wpatrzonych w górę. Taka fajna wspólnota ludzi.

Gwiazdo ostatnia, najpiękniejsza, spełnij to moje jedyne życzenie, którego realizacja nie zależy ode mnie. Z każdym innym sobie poradzę :)

Tagi: wydarzenia
14:02, atojaxxl
Link Komentarze (6) »
wtorek, 11 sierpnia 2015

Jestem bliska popełnienia zbrodni, niedoskonałej, bo na oczach wielu osób. Skoro inne, pokojowe metody nie skutkują, to może takie rozwiązanie w afekcie przyniesie pozytywny efekt.

Niedaleko od mojego bloku jest sklep, nieraz tu przeze mnie zachwalany. Zewnętrzne ściany sklepu są obłożone aluminiowymi płytami, pomalowanymi na ciemny, zielony kolor. Do sklepu prowadzą schody i podejście dla mniej sprawnych, dla wózków itp. Przy obecnych upałach temperatura w przy tych nagrzanych ścianach przekracza w pełnym słońcu 50 stopni, skoro w cieniu wynosi 34 - 36. Sklep od mniej więcej 10 godziny rano jest nasłoneczniany do wieczora. Barierek nie da się dotknąć. Od nagrzanych ścian bucha wręcz żar.

W czym problem, powiecie. Teraz wszędzie tak jest. Ano problem w tym, że sklep upodobały sobie starsze panie, posiadaczki i miłośniczki psów. Przywiązują te nieszczęsne zwierzęta do barierki, pies musi siedzieć na nagrzanych płytkach podjazdu, obok rozgrzanych ścian. Pańcie wchodzą do klimatyzowanego sklepu i robią niby-zakupy. Obmacują każdy owoc, studiują napisy na każdej torebce mąki, cukru, zagadują personel - robią wszystko, by usprawiedliwić swój pobyt w przyjemnym chłodzie. A w koszyku jakiś proszek do pieczenia.

Tymczasem pozostawiony przed sklepem pies zaczyna się niespokojnie kręcić, podnosi po kolei każdą łapkę (płytki są gorące, wiem coś o tym, spadł mi tam klapek), poszczekuje, próbuje się uwolnić, napręża smycz, wpatruje w wejście do sklepu, wreszcie zaczyna rozpaczliwie ujadać.

Niekiedy dwa, trzy psy szczekają na kilka głosów. Szczekanie przechodzi w skowyt... Interweniują mieszkający nad sklepem ludzie. Interweniują inni klienci. Właściciel sklepu odpowiada, że próbował zabronić przywiązywania psów, to kartka każdorazowo była zdzierana. Sama kilka razy wchodziłam i pytałam o właściciela pozostawionego na skwarze psa. Zawsze spotykałam się z oburzeniem: "to nie pani sprawa, zaraz kończę zakupy", "nic mu nie będzie, przyzwyczajony" itp.Wczoraj zawiadomiłam odpowiednie służby, przyjechali, zobaczyli, pouczyli...

Dziś ten sam pies próbował siedzieć przywiązany do barierki, przy rozgrzanej ścianie i szczekał jak oszalały. Co mogę jeszcze zrobić ? Odwiązać i puścić wolno ?

Miałam psa 16 lat. Pamiętam, jak podczas upałów z własnej woli wchodził do łazienki i kładł się na zimnej posadzce. Z jaką radością kładł się na działce na mokrym ręczniku. W każdej chwili miał dostęp do misek z wodą zmienianą na chłodniejszą, gdy się nagrzała. Na dłuższe spacery chodziliśmy wczesnym rankiem i wieczorem. Nigdy nie brałam psa na zakupy, a gdy okazało się, że tak robi moja Mama, ostro się przemówiłyśmy.

Już nie mogę słuchać tego wycia i szczekania. Przecież pies to też żywe stworzenie. I podobno najwierniejszy przyjaciel człowieka.

Tagi: ludzie
21:02, atojaxxl
Link Komentarze (6) »