Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
czwartek, 21 sierpnia 2014

Przepraszam za zwłokę, już mi trochę przeszło i przynajmniej nie będę bluzgać.

Zaczęło się prozaicznie: przewlekłe schorzenie, wykorzystane wszystkie możliwości leczenia u rodzinnego i specjalisty, poważne zagrożenie. Moja "rodzinna" postawiła diagnozę i wystawiła skierowanie do szpitala.

Telefon pierwszy: nie mamy miejsc na tym oddziale, proszę pytać za kilka dni.

Telefon drugi: jak wyżej.

Telefon trzeci, piątek: oni - nie mamy miejsc, ja - dziś i jutro na pewno macie wypisy, ja naprawdę nie mogę czekać, oni - proszę przyjść w poniedziałek, bo w sobotę i niedzielę i tak niewiele z panią zrobimy.

Poniedziałek, izba przyjęć - podchodzę do kontuaru, za którym siedzą trzy osoby. Podaję skierowanie. Pani I od razu : nie mamy wolnych żeńskich miejsc w ogóle , w ogóle.

Ja: Przecież pani nawet nie przeczytała...

Pan I : Nie mamy miejsc , no cóż poradzimy...

Pani: Ma pani tydzień skierowanie i dopiero dziś pani przychodzi?

Ja: Przecież dzwoniłam (i pokazuję wykaz rozmów z Izbą Przyjęć w telefonie)

Pani II: ale nie mamy żeńskich miejsc na tym oddziale

Ja : Czy wobec tego mam wyjść, położyć się na podjeździe do szpitala i wezwać karetkę ?

Pan I: (czyta uważnie skierowanie) A niech nam pani powie, co pani tak NAPRAWDĘ dolega?

Ja: Na miłość boską, przecież ja nawet nie wiem, kim państwo jesteście ? Mam się tak publicznie wywnętrzać  z dolegliwości ?

Chór zza kontuaru: Przecież my jesteśmy lekarzami Izby Przyjęć !!!

Ja: A to przepraszam, skąd mogłam wiedzieć ?

I w krótkich, żołnierskich słowach zreferowałam swoją sprawę.

Popatrzyli na siebie, na mnie..

Pan I: Położymy panią na SORze, zrobimy badania i podejmiemy decyzję, może się okazać, że pójdzie pani na oddział, ale na korytarz na razie, bo nie mamy miejsc. Są upały, mamy mnóstwo pacjentów z zasłabnięciami na ulicy, często starszych, samotnych, rozumie pani... Jak prześwietlenie wykaże powiększenie mięśnia sercowego, to zostaje pani bez względu na warunki.

Zgodziłam się z panem, poszłam na SOR. Badania typu mierzenie ciśnienia, ekg, wykonywały praktykantki, po I roku studiów medycznych w Olsztynie. Robiły to tak "fachowo", że każde musiała powtórzyć pielęgniarka, ponieważ panienki nie potrafiły np prawidłowo podłączyć kabli ekg. Mam dla nich wiele wyrozumiałości - okazało się, że to był ich pierwszy dzień praktyk i ja byłam...pierwszą ich pacjentką :)

Taż sama wesoła młodzież w liczbie 6 sztuk zawiozła mnie na prześwietlenie. Krew pobierał mi fachowiec, chylę czoła - jedyny w moim długim życiu, który nie narzekał, że nie mam żył. Zrobił to perfekcyjnie i w dodatku bez śladów.

Kroplówka - wisi, kapie, a ja muszę do WC. Nikogo na horyzoncie, lekarze i pielęgniarze siedzą dość daleko i rozmawiają o nietoperzu. Zdjęłam kroplówkę, do kieszeni, przemknęłam do łazienki, wróciłam , nikt nie zauważył.

Leże sobie drugą godzinę i czytam książkę Barbary Labudy "Poszukiwania" (polecam!!!). Mijają kolejne dwie godziny i pies z kulawą nogą (czytaj: lekarz, lekarka, pielęgniarka) do mojego zakątka nie zagląda. Kroplówki spłynęły, no to je zdjęłam, do poszłam do pielęgniarki, która lekko się zdziwiła ("jakoś wyszła mi pani z głowy").

Wróciłam za parawan, czytam a tu nagle awantura. Jakaś kobieta przywiozła ciężko chorego męża, po chemii, i piekli się, że mąż MUSI się położyć. A tu już na SORze nie ma łóżek. I słyszę swoje nazwisko "przygotuj kartę dla pani G". Po chwili przyszedł lekarz, ten Pan I z Izby i stwierdził, że badania nie wykazały choroby, z którą przyszłam, objawy zewnętrzne wskazują na inne schorzenie, wobec tego idę do domu.

Ja: Panie doktorze, przecież nikt mnie nawet nie zbadał, nie zapytał o historię choroby, nie zajrzał do dokumentacji ...

Pan I: Proszę pani, zrobiliśmy pani komplet badań, ma pani zdrowe serce, niech się pani cieszy. A pani doktor chyba po to tylko panią do nas skierowała, żebyśmy te badania zrobili ? Dam pani na cito skierowanie do specjalisty, który już zajmie się naszym rozpoznaniem.

Zza parawanu dobiegł rozjuszony głos : czy mój mąż wreszcie się położy, on już ledwie siedzi

Pan dr I: No sama pani widzi, co się tu dzieje, łóżko jest nam potrzebne.

Poszłam więc do pielęgniarza, żeby mi zdjął wenflony,potem do łazienki. W tym czasie kobieta wjechała wózkiem do mojego boksu, zrzuciła moje rzeczy na podłogę i jej mąż wreszcie mógł się położyć...

Post scriptum I: od 20 lat żyję życiem darowanym :) jestem po stanie śmierci klinicznej, ciężkim zawale serca i obustronnym obrzęku płuc

Post scriptum II : skierowanie na cito do specjalisty zostało wyśmiane w kolejnych przychodniach, jest sezon urlopowy, lekarzy nie ma, terminów nie ma do połowy przyszłego roku

Post scriptum III: dowiedziałam się ,że źle zaczęłam, należało najpierw iść na prywatną wizytę do lekarza pracującego na tym oddziale, na który miałam skierowanie..

Post scriptum IV: wczoraj specjalistka diabetolog postawiła trzecią diagnozę i chyba ona wreszcie jest prawdziwa.

Zastanawiam się, jak lekarze stawiali diagnozy i leczyli to schorzenie choćby 50 lat temu, bez tych wszystkich maszyn, badań komputerowych, tomografów. Mój Dziadek leczył to u wiejskiego lekarza wszechnauk medycznych i to z pozytywnym skutkiem. A lekarz miał stetoskop, WIEDZĘ, DOŚWIADCZENIE i SZACUNEK dla pacjenta.

 

 

10:58, atojaxxl
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Moi drodzy, od kilku dni się zbieram, żeby coś tu napisać.

Na razie nie mogę otrząsnąć się po próbie dostania się do szpitala, z legalnym skierowaniem, z rzeczywistym schorzeniem.

Minął tydzień, a ja to nadal przeżywam.

Zwróćcie uwagę na słowa "próba dostania się do szpitala".

Pozdrawiam serdecznie :)

15:34, atojaxxl
Link Komentarze (2) »