Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
czwartek, 15 sierpnia 2013

W dniu 15 sierpnia 1953 roku była sobota i Dziennik Polski nr 194 (cena 20 groszy) donosił:

- o depeszach Zawadzkiego i Bieruta skierowanych do bohaterskiego narodu koreańskiego w ósmą rocznicę wyzwolenia,

- o strajku francuskich mas pracujących i szykowanych przez rząd francuski represjach,

- o szczegółach tragicznego trzęsienia ziemi na wyspach greckich,

- o poważnym spadku cen warzyw i owoców dzięki sprawnej akcji zaopatrzeniowej (np 10-krotnie wzrosły dostawy ogórków a ceny pomidorów spadły też 10-krotnie)

- o ogniskach stonki w Krakowskiem i jak ze stonką walczyć,

- o braku słojów do robienia przetworów na zimę,  (narzekały gospodynie domowe)

- o  sile i jedności obozu demokracji,

- o potrzebie zwiększenia ilości miejsc w przedszkolach

- o złotych medalach Drogosza i Piórkowskiego na Igrzyskach Przyjaźni i Braterstwa w Bukareszcie

Słońce wzeszło wtedy o 4.30, zaszło o 18.58.Pogoda była słoneczna, temperatura w dzień dochodziła do 30 stopni.

W dniu 15 sierpnia 1953 r małej mieścinie na Dolnym Śląsku urodziłam się ja i nikt tego faktu nie zapisał w kronikach:)

sobota, 03 sierpnia 2013

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że mam zawyżone poczucie humoru i mimo różnych klęsk życiowych pozostaję niepoprawną optymistką. Niestety, od kilku dni mam ochotę kląć, wyć i zrzucać wszystko na bandę złodziei (jak pewna znajoma osoba nazywa pracodawców, bankowców, służbę zdrowia i wszelkie władze na każdym szczeblu).

Po kolei więc. Otrzymałam grubą kopertę z mojej firmy ubezpieczającej (dalej FU) mnie na życie. Z FU związana jestem od 53 lat czyli od pierwszego dnia nauki w szkole podstawowej, gdy ubezpieczenie było obowiązkowe i istniała tylko jedna FU. Niestety, gdy w wieku 12 lat doznałam skomplikowanego złamania lewej ręki, wskutek czego ręka jest krótsza i nie prostuje się mimo licznych zabiegów rehabilitacyjnych, nie otrzymałam żadnego odszkodowania, ponieważ lekarze i FU nie dopatrzyli się trwałego uszczerbku na zdrowiu: nie boli, funkcjonuje jako tako, znaczy zdrowa.

Gdy zmarł mój ojczym, którego nazwisko miałam i z którym mieszkałam blisko 35 lat, odszkodowania mi nie wypłacono, ponieważ FU domagała się dowodów, że nie wzięłam odszkodowania po śmierci biologicznego ojca. Tyle, że ten ostatni żył wtedy jeszcze i nie wybierał się na tamten świat, i podobnie jak ja nie chciał mieć ze sprawą nic wspólnego.

I teraz FU proponuje mi nowe warunki ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków, oczywiście pod warunkiem,że podniosę składkę. Przeczytałam i uznałam sprawę za zakończoną.

Kilka dni później udałam się do FU opłacić dotychczasową składkę oraz pobrać blankiety na nowy okres składkowy. Najpierw, tuż przy wejściu zostałam zaatakowana przez panienkę wciskającą mi kalendarzyk firmowy FU ( 31 lipca !!!!) na ten rok i informującą mnie,że skracają na stałe czas pracy oddziału, w związku z tym wydłuży się czas obsługi !!!

Mamy podobno 21 wiek, ale w mojej FU trzeba odstać swoje w kolejce, żeby wpłacić składkę i odsiedzieć swoje, żeby otrzymać nowe blankiety. No dobra, skoro już tu jestem to odstałam i siedzę, jest 15.00, dwie osoby przede mną a panienka mnie informuje,że być może nie będę obsłużona , bo wszystko zależy od tego, ile czasu zajmą te dwie osoby przede mną. Zaryzykowałam, siedzę, klimatyzacja jest, upał został za drzwiami.

Wreszcie zlitował się nad nami jakiś dodatkowy urzędnik, gdy przyszła moja kolej i wyłuszczyłam swoja prośbę o blankiety, pan kliknął tu i kliknął tam i rzekł :

 - Ale przecież pani dostała od nas taką grubą kopertę, tam były nowe blankiety

 - Dostałam (inteligentnie odpowiadam ja)

 - No i ? (inteligentnie zapytał pan)

  - Przeczytałam, a teraz proszę o nowe blankiety z dotychczasową składką

 - Ale dlaczego ? (nadal inteligentnie zapytał pan)

 - Proszę o nowe blankiety, nie będę zmieniać składki.

 - Ale my pani przecież wysłaliśmy nowe blankiety i nową umowę.

 - A czy ja o nową umowę prosiłam ? Szanuję pana, więc nie powiem, co o tych nowych warunkach sądzę.

 - No pewnie jeszcze pani będzie żałować.

 - Proszę mnie nie straszyć, proszę mi wydać nowe blankiety, tracimy tylko czas.

 - Jak sobie pani życzy ( z wyraźnym przekąsem odpowiedział pan)

Po wydrukowaniu (kilkanaście sekund) wyszłam z klimatyzowanego biura na 35-stopniowy upał. Od razu poczułam się lepiej. cdn

13:02, atojaxxl
Link Komentarze (2) »