Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
poniedziałek, 02 lipca 2012

Ten przystanek znajduje się przy ul. Koszyckiej, jeden z tych, które nie mają zadaszenia ani ławki, ponieważ tu się najczęściej tylko wysiada.

I tu właśnie nasunęła mi się refleksja a nawet cała seria refleksji, ponieważ złożyłam czytaną w autobusie gazetę, w której znalazłam artykuł o planach ministerstwa pracy wobec emerytów. Otóż wzmiankowane wyżej ministerstwo planuje ni mniej ni więcej tylko aktywizację tej sporej grupy społecznej, ponieważ rzekomo polscy emeryci na tle europejskich są daleko w tyle np w podejmowaniu działań wolontariackich. A w ogóle to polscy emeryci są bierni, siedzą przed telewizorem, chodzą po lekarzach, bawią wnuki, czasem uprawiają działkę i nic już z życia nie korzystają.I ministerstwo postanowiło ten problem rozwiązać i zachęcić emerytów, by działali jako wolontariusze w rozmaitych instytucjach niosących pomoc bliźniemu.Przeznaczy na ten cel rocznie ok.20 milionów złotych.

Artykuł zilustrowany został zdjęciem przedstawiającym grupę leciwych niewiast pląsających w wiankach na głowie - panie na zdjęciu to uczestniczki zajęć Uniwersytetu Trzeciegp Wieku .

Po powrocie do domu, dla pewności, sprawdziłam definicję wolontariatu i zasad jego działania. No tak, wolontariat dotyczy działań z własnej i nieprzymuszonej woli, poza kręgiem rodzinno-przyjacielsko-koleżeńskim.

Oznacza to, że opiekując się z własnej i nieprzymuszonej woli wnuczką, emerytka nie jest wolontariuszką. Jeżeli zaś będzie raz w tygodniu czytała bajki dzieciom w parku, to już na zaszczyt bycia wolontariuszką zasłużyła...

Jeżeli emerytka uprawia działkę i leży sobie od czasu do czasu na dowolnie wybranym boku pod dowolnie wybraną wiśnią (tak, to ja) to aktywna nie jest !!! Ale gdy zapisze się na U3W i będzie uczęszczała na kurs lepienia glinianych garnków lub kurs tańców słowiańskich z wiankami na głowie, to już aktywna będzie !!!

Kilka lat temu w delikatny i kulturalny sposób wysłano mnie na wcześniejszą emeryturę. Mogłam jeszcze pracować, ale do żywego dogryzły mi szepty za plecami: może iść na emeryturę, to tylko młodym miejsce zajmuje. Podpytywano mojego szefa, naszą kadrową i sekretarkę (tu serdecznie dziękuję za niezwykłą w obecnych czasach lojalność - pani D. odsyłała wszystkich do diabła czyli ...do mnie), niecierpliwie oczekiwano mojej decyzji.  Odeszłam... Miedzy innymi dlatego, że to właśnie wyżej przywołane ministerstwo pracy stworzyło takie warunki prawne.

Zanim podsumuję dzisiejszy wpis, opiszę mój zwykły dzień nieaktywnej emerytki ; wstaję o 5.00, po ablucjach i porcji leków robię śniadanie dla syna, żeby zjadł przed wyjazdem na WTZ. Piję kawę i jadę z przesiadką do wnuczki, u której jestem ok 6.15. Po jej śniadaniu pakujemy się i jedziemy autobusem do mojego mieszkania. Tu zajmuję się nią do 15.30. Po oddaniu całej i zdrowej matce, jadę na działkę lub robię zakupy, piorę, prasuję, czytam książki, wykonuję drobne precyzyjne  ozdoby, wieczorem wychodzę z kijkami, porządkuję moje kolekcje. Nie oglądam telewizji. Sprawdzam przygotowanie syna do WTZ. Kładę się spać ok.23.00.

W czerwcu przeczytałam 18 książek, w tym sześć wielkich biografii. Uczestniczę w zajęciach Dyskusyjnego Klubu Książki. Od czasu do czasu chodzę na zajęcia w Pracoffni i tak, nauczyłam się lepić figurki z glinki szamotowej :)

Żyję tak jak lubię. I bardzo proszę, żeby wszystkie panie ministry i panowie ministrowie odpieprzyli się od mojej emerytury. To ja decyduję o mojej aktywności, a nie urzędas za ministerialnym biurkiem. Niech minister pracy zajmie się aktywizacją bezrobotnych, motywowaniem pracodawców do tworzenia nowych miejsc pracy, niech się przyjrzy pracy tzw. urzędów pracy, a odczepi od grupy społecznej, która ma dość ustawiania jej życia pod dyktando urzędników.