Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
piątek, 05 maja 2017

Mieszkam w tym samym miejscu już 34 lata i pewnie tu doczekam końca. Gdy wprowadzaliśmy się do świeżo wybudowanego bloku, znaliśmy już kilka rodzin. Nasze dzieci razem bawiły się, dorastały i wyfruwały na swoje. Od początku ujawniły się też pewne cechy charakteru sąsiadów, które z czasem tylko się pogłębiły.

Pani X była i jest bardzo religijna, rzekłabym: pokazowo religijna. Dwa razy dziennie, przed 15.00 i przed 18.00 dostojnie zmierza do pobliskiego kościoła starannie sprawdzając, kto jeszcze idzie. Teraz, w porze nabożeństwa majowych, idzie na 17.00 na majówkę w kościele, stamtąd na majówkę w prywatnym ogrodzie, kończy dzień majówką pod figurą przy ulicy Szopena (lata temu skandal wywołał tam młody inżynier, który w desperackim akcie figurkę Matki Boskiej zdemolował).

Pani X ma niestety pewne skrzywienie: chciałaby każdego rozliczać z życia religijnego i bardzo łatwo przy każdej okazji oskarża ludzi o obrazę jej uczuć religijnych. A kto lub co może je obrazić? Ot, na przykład, mój syn G., do którego obowiązków należy m.in. wynoszenie śmieci. Ludzie tacy jak G. żyją zgodnie z pewnymi rytuałami, zgodnie z powtarzalnym planem dnia. Jeżeli coś zaburzy ten porządek, G. czuje się bezradny. Więc wynosi te śmieci codziennie i o tej samej godzinie, również w niedziele i święta. Pani X kilkakrotnie chodziła za nim do śmietnika, żeby go pouczyć, jaki to ciężki grzech popełnia i jak to obraża jej uczucia religijne. Prosiłam, żeby dała mu spokój, ale do kobiety nie docierało. Napuściłam wreszcie na nią męża - wtedy jeszcze z nami mieszkał. Co jej powiedział - nie wiem, ale dała G. spokój. Innych prześladuje nadal, na przykład za używanie w niedzielę miksera :)

Pani Y uwielbia dekorować. Wszystko. Każdy zakątek, nie tylko swoje mieszkanie. Dekorowała klatkę, okna, w każdym kącie na półpiętrach stawiała wazony z suszonymi trawami, w odpowiednim czasie stawiała na piętrze stół a na nim szopkę. Okręcała poręcze gałązkami i wstążkami, sypała konfetti jako śnieg a nawet stawiała latarenki z palącymi się w środku podgrzewaczami. Niestety, sąsiedzi nie wykazywali zrozumienia dla jej dekoratorskich zapędów, wszystko się skończyło, gdy ratownicy nie mogli wynieść noszy z chorym starszym panem i po prostu kopniakami rozwalali te wazony, stoliki, bo nie było innego wyjścia. Obraziła się i już nie dekoruje.

Pani Z sprawdza chyba z uchem przy ścianie, kto i kiedy robi pranie. Nie daj Boże w święto lub niedzielę. Bo kto to widział, bo to skandal. Nie mamy suszarni, więc suszymy na balkonach. Pani widzi więc, że np dwa piętra niżej wisi często ta sama pościel. Widzi każde załamanie na moich ściereczkach i obrusach. I komentuje, komentuje, komentuje... Bo ona wszystko pierze w rękach, a te pralki są diabła warte. Bo ona ma alergię na zapach z prania sąsiadów z góry. Bo ona wszystko lepiej....

Pan Q. lubi wszystko wiedzieć. Musi asystować każdej ekipie konserwatorów, gazowników, hydraulików. Poucza, krytykuje, próbuje pomagać. Przy okazji skrzętnie zbiera każdy kawałek niepotrzebnego kabla, śrubkę, deseczkę, styropian. Panu Q. wszystko się przyda, jak w tym wierszu Szymborskiej o męskiej szufladzie. Jest szczęśliwy, gdy ktoś robi remont, bo wtedy może się obłowić, zawinąć zdobyte skarby w gazetę i upchać w swojej przepełnionej piwnicy. Przypuszczam, że w najodleglejszym kącie są zdobycze sprzed 30 lat :)

Wszyscy się mocno postarzeliśmy, ktoś nawet nazwał naszą klatkę "dziewiąta geriatryczna". Powoli zaczynamy odchodzić, a z każdym kolejnym pożegnaniem zalety, wady, przywary przestają mieć znaczenie.

PS Prawdę mówiąc, to brakuje mi tych dekoracji :)

16:12, atojaxxl
Link Komentarze (2) »