Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
wtorek, 26 kwietnia 2016

Pamiętacie?

Najpierw jakieś niejasne informacje, jakieś zapewnienia, że wszystko gra, że nas to nie dotyczy, że daleko...

A potem narastał strach, bo wiatr przywiał dziwne chmury i mgłę...

I picie roztworu Lugola, gorzkiego wstrętnego jak rozpuszczona jodyna. On miał być lekiem na całe zło.

Najbardziej pamiętam jedną z koleżanek w pracy, która w gabinecie lekarskim natarczywie domagała się tego płynu dla siebie, chociaż przewidziany był na razie tylko dla dzieci. Akurat byłam tam z moją klasą, na którą przyszła kolej picia tego świństwa. A ta starsza już wówczas kobieta przepychała się przez dzieci i wręcz wyrywała pielęgniarkom*plastikowe pojemniczki z Lugolem. Dopiero dwaj woźni pomogli ją wyprowadzić...

Dziś mija 30 lat od czarnobylskiej tragedii. Na półce w moim pokoju leży książka Swietłany Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa". Jeśli ktoś miał wątpliwości, dlaczego Swietłana otrzymała Nagrodę Nobla, to po przeczytaniu tej książki powinien tych wątpliwości się wyzbyć. "Czarnobylska modlitwa" należy do tych lektur, które czyta się ze ściśniętym gardłem i z narastającym w człowieku bezsilnym gniewem, że tak potraktowano ludzi, domy i zwierzęta, żywych i umarłych.

Oto fragment:

"..całą wieś zakopali. Mój tato był kierowcą, jeździł tam i potem opowiadał. Najpierw kopią wielki dół...Głęboki na pięć metrów... Podjeżdżają strażacy... Sikawkami myją dom od fundamentów aż po komin, żeby nie wzbijać radioaktywnego kurzu. Wszystko myją - okna, dach, próg. A potem dźwig podnosi dom i opuszcza do tego dołu... Poniewierają się słoiki, książki, lalki... Spychacz to wszystko wyrównuje... Zasypują całość piaskiem, gliną i ubijają ziemię. Ze wsi robi się szczere pole. Tam lezy nasz dom. I szkoła, i rada wiejska... Jest tam też mój zielnik i dwa albumy ze znaczkami, a tak chciałam je zabrać."

Autorka rozmawiała z setkami świadków, z wysiedlonymi, z dziećmi i z żołnierzami, którzy szli na reaktor wierząc w potęgę swego kraju i w dezynfekującą moc wódki. Opisuje umieranie "na Czarnobyl". I niewyobrażalne akty miłości, walki o życie ukochanych osób. I strach przed odwiedzeniem grobu czarnobylca, bo może promieniuje... Przejmujące wypowiedzi dzieci, które utraciły swój pierwszy w życiu rowerek i widziały zabijanie ukochanych zwierząt domowych (na żółwia najeżdżało się buldożerem, szkoda było pocisku).

W takie dni, jak dziś, ogarnia mnie wielki smutek. To wszystko, co chciałam powiedzieć...

Swietłana Aleksijewicz: Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012

*Tak, tak, były takie czasy, gdy w szkołach pracowały pielęgniarki, tzw. higienistki szkolne, na pełny etat

Tagi: ludzie
09:18, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
środa, 13 kwietnia 2016

Dla wielu Węgrów moje miasto jest celem wycieczek. Przyciągają ich tutaj miejsca i pamiątki związane z postacią bohatera czterech narodów generała Józefa Bema. Najważniejszym jednak punktem każdej wycieczki jest Mauzoleum gen.Bema w parku miejskim. 

Nie będę tu przytaczać pełnej niespodziewanych zwrotów biografii wielkiego stratega, który jeszcze za życia owiany był legendą i opiewany w wierszach i pieśniach. Dla Polski, dla jej wolności walczył na różnych frontach zdobywając serca Polaków, Węgrów, Rumunów, a nawet Turków. Decyzja o przejściu Bema wraz z grupą oficerów węgierskich na islam w celu walki w armii sułtańskiej zaważyła na wydarzeniach, które rozegrały się w Tarnowie, gdy podjęto decyzję o sprowadzeniu do wolnej Polski jego prochów.

Bem zmarł w 1850 roku jako Murad Pasza i pochowany został w obrządku nakazanym przez islam. W 1929 nastąpiła ostateczna realizacja starań o powrót prochów wielkiego generała do miasta jego urodzenia. Pokonana została bowiem największa przeszkoda - stanowisko hierarchów Kościoła katolickiego odmawiających Bemowi prawa do pochowania w poświęconej ziemi. Był przecież innowiercą i to z własnej woli.

Znaleziono salomonowe wręcz rozwiązanie: trumna z ciałem Bema nie została pochowana na cmentarzu, w ziemi, ale została umieszczona nad powierzchnią pięknego stawu, w sarkofagu wyniesionym w górę na sześciu kolumnach korynckich. Kolumnadę, osadzoną na żelbetowej podstawie, otaczają kule symbolizujące ukochaną przez Bema artylerię. Kule połączone są łańcuchami, do których użyto metalu z przetopionych armat. 

               Bem

Każde inne miasto dbałoby o ten piękny zabytek jak o szlachetną perłę w swojej koronie. Niestety, czas, woda, gołębie i kaczki powoli doprowadzają mauzoleum do ruiny. Deszcze i odchody gołębi niszczą sarkofag - te zielone zacieki są już utrwalone i z każdym opadem się powiększają, niebawem nie będzie można odczytać napisu w języku węgierskim, gdzie Bem nazwany jest Apó - Ojczulek

              Bem

Odpadają do stawu kolejne płyty z obudowy podstawy, a to co się odsłania, natychmiast pokrywa zielona pleśń. Woda w stawie jest stale zanieczyszczana przez liczne kaczki, bo przecież nie przez dwa łabędzie. Kaczek przybywa, dokarmiane niepotrzebnie przez ludzi nawożą staw swoimi odchodami i przy każdym ociepleniu staw zakwita glonami i cuchnie jak kloaka.

               Bem

Podest podstawy jest wręcz śliski i pokryty grubą warstwą odchodów, które litościwy deszcz spłukuje do stawu.

               Bem

Na koronie sarkofagu i na jego podstawie przesiadują z upodobaniem gołębie wypatrujące karmicielek, które przynoszą worki suchego chleba i rozsypują na alejkach. Warstwa odchodów na bezpośredniej podstawie sarkofagu jest tak duża, że kiełkują tam rośliny !!! Miedziane zwieńczenie sarkofagu ulega w szybkim tempie zniszczeniu pod wpływem kwaśnych deszczów (mamy przecież słynne Azoty), kwaśnych odchodów i nagromadzonych warstw liści.

               Bem

 Od dawna się mówi o potrzebie generalnego remontu mauzoleum i udrożnienia stawu tak, aby zapewnić przepływ świeżej wody. To miejsce odwiedzają codziennie setki ludzi, w tym i ja robię liczne kółka z kijkami wokół stawu. Obawiam się, że obietnice remontu spełzną przy obecnej władzy na niczym, ponieważ dla niej Bem był heretykiem i w herezji wytrwał do końca. Wiernym pozostał tylko Polsce. Podobno jego ostatnie słowa brzmiały: 'Polsko, Polsko! Ja cię już nie zbawię..."

16:46, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
wtorek, 12 kwietnia 2016

Wczoraj minęła 22 rocznica urodzin i śmierci naszego Synka, zwanego do dziś Małym. I właściwie nie miałam zamiaru o tym pisać tu na blogu, ponieważ kilka razy już wspominałam o tym traumatycznym dla nas wszystkich wydarzeniu. Ale do powstania tego wpisu zachęciła mnie brutalna dyskusja wokół propozycji zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i penalizacji wszelkich przypadków utraconych czy poronionych ciąż.

Mój przypadek był szczególnie dramatyczny, późny wiek - 40 lat to już trochę późno na kolejną ciążę, ciężka choroba podczas drugiego trymestru połączona z obrzękiem płuc, zawałem serca i stanem śmierci klinicznej. Konsylium lekarskie podjęło w nocy decyzję o terminacji ciąży. Nie miałam w tym udziału, ponieważ byłam  nieprzytomna. O decyzji lekarzy dowiedziałam się, gdy wyrwano mnie wreszcie ze stanu nieświadomości. Ordynator OIOKu powiedział mi, że nie ma innej możliwości ratowania mojego życia, ale ponieważ zaczęłam prosić - poczekają do rana.

Rano mój stan na tyle się poprawił, że konsylium zebrało się ponownie i postanowiono terminację zawiesić. I tak sobie żyliśmy z synkiem 4 miesiące, z czego połowę w szpitalu, otoczeni opieką, na jaką wówczas szpital było stać. Leżałam na kardiologii i codziennie, dwa razy przychodziły położne i lekarz położnik, by mnie zbadać. Przeniesiono również specjalistyczną aparaturę monitorującą nasz stan. A jednak synek zmarł, po prostu zanikło tętno tuż przed rozwiązaniem... Lekarze spytali mnie, czy zgodzę się na sekcję. Zapytałam z kolei, czy to naprawdę jest potrzebne, czy to dziecko musi jeszcze po śmierci być poniewierane. Okazało się, że nie. Usłyszałam też słowa dla mnie bardzo ważne "Pani Bożeno, to się zdarza, takie przypadki się zdarzają i nie ma tym pani winy". Zapewniono mi spokój i pomoc terapeutyczną, uszanowano żałobę.

Dlaczego o tym piszę? Gdyby weszła w życie zaostrzona ustawa antyaborcyjna, pacjentka z mojego przypadku poddana zostanie dodatkowym, okrutnym psychicznym torturom: będzie przesłuchiwana jako podejrzana o zabójstwo prenatalne, będzie badane i nicowane do kości jej życie, zachowania, posiłki, czynności. Kwestia jej życia i zdrowia zejdzie na dalszy plan, ba, w ogóle nie będzie ważna !!! Prokurator nie uszanuje jej żałoby, traumy, dostarczy jej dodatkowych negatywnych doznań. Lekarze, w obawie o zarzut współudziału w przestępstwie, będą woleli dopuszczać się zaniechania leczenia kobiety, byle nie narazić się ustawodawcy. Powstanie nowa grupa prawników specjalizujących się w sprawach o zabójstwo prenatalne, zarówno adwokatów jak i prokuratorów. Nasze córki i wnuczki zostaną sprowadzone do roli inkubatorów, bez praw i woli stanowienia o sobie. 

I nie uspokaja mnie wiadomość, że episkopat łaskawie chce uwolnić kobiety od kary. Po prostu tym panom nie wierzę.

Tagi: ludzie
10:19, atojaxxl
Link Komentarze (3) »

Zawsze o tej porze nachodzą mnie wspomnienia z dzieciństwa. Jednym z nich jest irracjonalny strach przed ... zaglądaniem do dziupli. Może to opowiadane mi przez Babcię bajki, może legendy o diable Rokicie, który mieszkał w dziuplach wierzb. W każdym razie ogromną, starą wierzbę rosnącą przy polu moich dziadków omijałam z daleka. Miała widoczną z daleka dziuplę i wyobrażałam sobie, jakież to stwory-potwory mogą w niej mieszkać. Pewnego razu babcia wzięła koszyk, poleciła mi iść i bez najmniejszych obaw zanurzyła rękę w dziupli. Wydobywała z niej próchno, które potem mieszała z ziemią do kwiatów. Poza wystraszonymi pająkami nic z wierzby nie wylazło.

W naszym pięknym, zabytkowym parku jest wiele drzew z dziuplami. Szczególnie tajemniczo wyglądają, gdy nie ma liści, jest szaro i ponuro. Zdjęcia robiłam podczas moich spacerów z kijkami, gdy zima już się skończyła a wiosna nie miała odwagi się pokazać.

Przy tej okazji miałam natrętnego rozmówcę, który nabił sobie do głowy, że jestem z jakiejś ważnej instytucji i robię zdjęcia drzew, które mają być wycięte. Łaził za mną krok w krok i ględził, że chcemy pewnie tak jak w Puszczy Białowieskiej pół parku powycinać...

Oto najfajniejsze dziuple:

1. Ta ma około 3 metrów długości

                           Dziuple

2. Ta dziupla przypomina mi - nie wiedzieć czemu - "Krzyk" Muncha

                           Dziuple

3. Tu aż się prosi, żeby dodać jakieś twarze

                            Dziuple

4. W tej malutkiej i głębokiej dziupelce jakieś zapobiegliwe stworzenie zgromadziło solidne zapasy orzechów

                   Dziuple

5. Niektóre drzewa składają sie tylko z kory i dziupli:) Tu jakby przeniesione z ogrodu zaklętych w drzewo figur.

                            Dziuple

6. Wreszcie moja dziupla (?) faworytka. Ktoś pracujący nad ocaleniem drzewa uformował ją w wyjątkowo ... hm... erotycznie

                   Dziuple

... i z profilu

                   Dziuple

To tylko drobna część moich dziuplowych okazów. Dołączam do nich tajemniczego stwora wynurzającego się z pnia:

                   Drzewne okazy

Nasz ponad stuletni park o każdej porze roku jest ciekawy.

Tagi: park
09:38, atojaxxl
Link Komentarze (4) »