Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"Czarny Piotruś" albo sam 'Piotruś' to jak wszystkim zapewne wiadomo gra karciana dla dzieci. Zawiera 25 kart: 12 par (w każdej parze dwie karty jednakowe) i jedna karta z numerem 13 bez pary zwana właśnie "Piotrusiem". W skrócie największym - przegrywa ten, komu właśnie zostanie w ręku tylko ta 13 karta. "Piotruś" może też służyć do gry Memo.

Moja wnuczka Mała Zu uwielbia "Piotrusie", ma już całkiem pokaźną kolekcję, gra bardzo dobrze i potrafi zachować tzw. pokerową twarz w finałowej rozgrywce. A ja z kolei powiększam jej kolekcję, ostatnio trafiłam na niewyczerpane źródło "Piotrusiów" w cenie 2,50 za komplet, więc przy każdej okazji kupuję kilka sztuk. Nigdy nie sprawdzam zawartości pudełeczek, bo zwykle są one zafoliowane.

               Piotruś

Ostatnio mnie coś podkusiło i otwarłam pudełko z "Piotrusiem" o nazwie 'ZOO" . Na dwunastu parach kart dwanaście zwierząt typowych dla ogrodów zoologicznych: krokodyl, słoń, małpka, marabut, lew, zebra, wielbłąd, papuga, żyrafa, struś, wąż, hipopotam.  Na 13 - zwierzątko o nazwie...

                Piotruś2

No właśnie, stąd ten wpis - na 13 jest człowiek, stereotypowo przedstawiany mieszkaniec dawnej Afryki: czarny, nagi (tylko z "fartuszkiem" na przyrodzeniu), z wydętym brzuchem,  z dzidą w ręku i wełnistej fryzurze. Zwracają uwagę przeraźliwie chude nogi i patykowate ręce. Wszystkie zwierzęta na kartach mają jakieś smakołyki lub zabawki, "Piotruś"- Afrykanin wcina wielką porcję kolorowych lodów.

                Piotruś3

No i czego ja się czepiam ? Przecież to tylko dla dzieci, dzieci nie zwrócą uwagi na takie szczegóły. Zwrócą, zwrócą... i wygłodniały Afrykanin z gry będzie im się kojarzył ze zwierzętami a niektóre w ZOO zechcą oglądać Murzyna

My Polacy jesteśmy przewrażliwieni na punkcie naszego wizerunku w świecie. To wyobraźmy sobie takiego "Piotrusia" - 12 par kart:

1.Austriak - Mozart

2.Francuz - Voltaire,

3.Anglik - Szekspir,

4.Niemiec - Goethe,

5.Włoch - Leonardo da Vinci,

6.Grek - Homer,

7.Hiszpan - Picasso,

8. Rosjanin - Tołstoj,

9. Szwed - Nobel,

10. Czech - Hrabal,

11. Norweg - Grieg

12. Węgier - Liszt

13. Polak - żaden tam Mickiewicz , Szopen czy Wajda. Stereotypowy aczkolwiek satyryczny wizerunek Polaka przedstawia wąsatego jegomościa w kapeluszu i z fioletowym nosem, mocno przerzedzonym uzębieniem,  ze słomą wystającą z gumiaków i półlitrówką sterczącą z kieszeni.

Już sobie wyobrażam te protesty, te obrażone miny prawdziwych patriotów...

Ciekawe, czy producent "Piotrusia ZOO" pozwoliłby bawić się takimi kartami swoim dzieciom. Raczej nie. Ale Murzyna zaliczył do zwierząt i jeszcze umieścił w ZOO... Mała Zu, przykro mi, nie dostaniesz tego "Piotrusia".

Tagi: ludzie
19:10, atojaxxl
Link Komentarze (6) »
piątek, 24 kwietnia 2015

W niedzielę 26 kwietnia nasz okręg wyborczy idzie znowu do urn. Po wyborach samorządowych okazało się, że na karcie wyborczej zabrakło nazwiska jednego z kandydatów. Ani jego ugrupowanie ani on sam nie mieli szansy na sukces wyborczy, ale prawo jest prawem i sąd uznał wybory za nieważne i nakazał ich powtórzenie. Radni wpadli w niezły popłoch, już byli w ogródku, już witali się z gąską, a tu bach ! Zagrożone diety, sukcesy i wzajemne powiązania.

Po licznych odwołaniach sąd wyższej rangi nadal wybory uznał za nieważne ale już nie w całym mieście, tylko w jednym okręgu - pechowo w naszym :) I nakazał powtórzenie. Niektórzy kandydaci na posłów poczuli drugą szansę. Zaczęła się kampania przedwyborcza, mniej może spektakularna, bo i kasy już nie wszyscy mają tyle ile trzeba. Zawisły więc banery zapowiadające świetlaną przyszłość dla miasta, dla dzielnicy i dla mnie :) Na słupach, ogrodzeniach i latarniach zawisły plakaty a w skrzynkach pocztowych zaległy stare-nowe ulotki. Kogo było stać - drukował nowe, komu zostały zapasy z jesieni - skreślał starą datę i mazakiem wpisywał 26 kwietnia.

Swoje obietnice podpierali a to długopisem, a to kalendarzykiem , któremu już prawie 4 miesiące się zdezaktualizowały. Dziś jednak pewien kandydat przebił wszystkich. Do skrzynek pocztowych trafiły czekolady owinięte ulotką z jego konterfektem.

I tu krótka dygresja. Blok, w którym mieszkam, a szczególnie nasza klatka to bastion partii prawych i sprawiedliwych. Na 15 mieszkań, tylko ja i sąsiadka nade mną mamy inne zapatrywania polityczne. Natomiast nasi sąsiedzi wierzą w parówkę smoleńską i zabójczy hel, w zamach i bruzdy na czołach dzieci z in vitro, w swoim prezesie widzą proroka i spijają każde słowo z jego ust korali, biegają porządnie do kościoła i tresują swoje żony. Ich poglądy polityczne sprowadzają się do przypisywania żydowskiego pochodzenia każdemu, kto myśli inaczej, do opluwania (również dosłownie) polityków innych opcji. Rano biegną po "Nasz Dziennik", w każdej dyskusji podpierają się argumentem "a ksiądz mówił, że....

Do dziś ulotki kandydatów nie-PiS w najlepszym razie lądowały w koszu, były darte, wyrzucane do pudła na zwroty reklamowe.

A dziś ? Wszyscy wzięli czekolady promujące kandydata PO i nikomu nie przeszkadzała jego przynależność. "Wreszcie coś porządnego - skomentowała inna z sąsiadek - a nie tylko ten papier". A jeszcze kilka dni temu życzyła śmierci jednemu z kandydatów PO, bo po gębie widać, że to żydzisko wstrętne. I ona by go własnymi rękami...

Ponieważ NIE LUBIĘ czekolady kokosowej mlecznej składającej się w 75 % z częściowo utwardzonego tłuszczu roślinnego palmowego, shea, rzepakowego, słonecznikowego i kokosowego , oddałam ją z przyjemnością tejże sąsiadce. Była zadowolona, a jutro ? Jutro nie bacząc na ciszę wyborczą zedrze plakat autora słodkiej niespodzianki...

 

Tagi: ludzie
18:28, atojaxxl
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Im jestem starsza, tym częściej wydaje mi się, że mnie już nic nie zaskoczy. Jednakże dziś lekko mnie zatkało i nie wiem co zrobić.

Sąsiadka chciała mi się jakoś odwdzięczyć za pomoc w załatwieniu pewnej nieskomplikowanej ale czasochłonnej sprawy. Zaprosiła mnie na kawę, pogadałyśmy, wspomniałam, że na działce czeka mnie kupa roboty, a tu akurat pogoda się załamała, niebezpieczny wiatr i w ogóle... I w tym momencie ona radośnie klasnęła w dłonie i zaczęła czegoś szukać w szkatułce :

- Jak to dobrze, że się zgadałyśmy o działce. Mam coś dla ciebie...

I tu podała mi malutkie białe ziarenko z brązową plamką wokół tzw. znaczka (czyli miejsca, gdzie ziarenko było przyczepione do strączka).

- Co to jest ? Jakaś nowa odmiana ?

- Nie wiesz ???? Naprawdę nie wiesz ? To jest fasolka eucharystyczna

- Oooooooo !!! Aaaaaaaaa!!! Że co proszę ???

I tu popłynęła opowieść rodem z Francji, gdzie to gospodyni proboszcza ukryła na grządce fasoli Najświętszy Sakrament przez bandytami, a potem okazało się, że na ziarnach pojawiły się takie właśnie plamki , w których proboszcz pod natchnieniem Ducha św. będący zobaczył monstrancję z białą hostią.

Ziarenko, które otrzymałam, pochodzi z ogrodu jednego z pobliskich sanktuariów, gdzie zostało poświęcone i jako takie nie jest wprawdzie sprzedawane ale rozdawane wiernym za tradycyjne "co łaska".

- No i co ja mam z tym jednym ziarenkiem zrobić ?

- Musisz je posadzić, a potem jak urośnie i dojrzeje i będą strąki, to je wysuszyć, zebrać starannie i ziarenka rozdać innym.

- No fajnie, a jak mi nic nie wyrośnie ?

- Musi wyrosnąć, każdemu rośnie. Tylko wielkim grzesznikom nie wyrośnie....

No i proszę, kochane Czytelniczki i Czytelnicy, jak niewiele wystarczy, by zbadać poziom grzeszności sąsiada. Dać mu fasolkę eucharystyczną  i zachęcić do sadzenia. Jak mu nie wyrośnie...

Tylko wiecie co, taką fasolkę uprawiał mój Dziadek. I jedliśmy ją bez specjalnego nabożeństwa.Zdarzały się też plamki w kształcie rozłożonych skrzydeł, co podobno w latach niewoli ludziom przypominało orła i wolność.

Na razie moja fasolka leży w szklanej kuli i czeka na moją decyzję. Doradźcie mi, co robić: sadzić - nie sadzić ? A jak mi nie urośnie ???

PS Od razu przypomniała mi się historia z lodówką eucharystyczną z powieści Natalii Rolleczek "Drewniany różaniec".

PS bis Ja naprawdę nie kpię z wierzących w fasolkę eucharystyczną, jestem po prostu zaskoczona. Zresztą,  sami sobie wyguglajcie to zobaczycie, jak to wygląda....

Tagi: ludzie
18:13, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
środa, 01 kwietnia 2015

Lubię czytać nazwy firm, sklepów, zakładów usługowych. Ludzka pomysłowość w tym zakresie bije rekordy. Wprawdzie chyba minęły już czasy, gdy do polskich nazw dodawano " - ex" i powstawały takie dziwolągi jak Trumnex, Wędlinex, Butex, Miłex itp

Ostatnio fascynują mnie nazwy firm fryzjerskich.

Dawno, dawno temu na szyldach widniał po prostu napis "Fryzjer damski" albo "Fryzjer męski", a na witrynie informacje typu "Golenie, strzyżenie, ondulacja trwała jest u nas wspaniała".

Był też czas usług, więc pojawiały się nazwy typu "Usługi fryzjerskie", tak jak usługi kaletnicze czy kominiarskie.

Potem jednak w okresie PRL wszystkiemu nadawano nazwę zakładu, bo to jakby miało nobilitować i pracodawcę i pracowników. Więc skończył się czas usług, powstawały "Zakłady fryzjerskie damsko-męskie".

Z czasem jednak władze złagodniały i do 'zakładu" pozwalano dodawać "salon". I w ten sposób mieliśmy na rogu "Zakład fryzjerski. Salon damski. Salon męski".

Przy malutkiej uliczce powstał nawet malutki "Salonik fryzjerski" z jednym stanowiskiem :)

Modne też zaczęły być gabinety - na przykład łączono usługi fryzjerskie i kosmetyczne i powstawał gabinet fryzjersko- kosmetyczny.

Jednak dopiero wraz z transformacją ustrojową można było popuścić wodze fantazji. I tak na przykład powstało "Studio fryzur", gdzie ta sama co 10 lat temu pani Kasia strzyże, modeluje, ale już pod powyższą nazwą.

Poczciwe salony, gabinety przekształcały się np. w Atelier Fryzjerskie, gdzie oczywiście modeling, wizaż i inne nowoczesności.

Od atelier niedaleko do ...akademii. Tak, "Akademia fryzury"  to nie szkoła fryzjerska wyższego stopnia, tylko dawny poczciwy fryzjer damsko - męski pań R.  Te same dwa pomieszczenia i w zasadzie niezmienione wyposażenie, ale za to akademia - jak to brzmi !!!

Na pewno brzmi lepiej, niż "Galeria fryzur", niewielki salonik wciśnięty między biuro rozrachunkowe i prywatny sklep masarski.

Ale to wszystko nic !!!!

Od pewnego czasu bije w oczy szyld ... uwaga, uwaga ... to naprawdę nie prima aprilis... "AMBASADA METAMORFOZY FRYZUR" !!! Kocham po prostu autora tej nazwy . Jakże muszą się czuć dowartościowane osoby opuszczające tę ambasadę, wyczesane przez samego ambasadora. Nie, wróć, poddane metamorfozie oczywiście.

I gdy myślałam,że w zakresie fryzjerskim już mnie nic nie zdziwi, zobaczyłam nazwę "Kuźnia fryzjerska".

Od 30 lat chodzę do pani Małgosi. Pani Małgosia i jej personel jeżdżą na szkolenia, biorą udział w konkursach fryzjerskich, zmieniają wyposażenie i metody pracy,  przyjmują i szkolą praktykantki. I wszystko pod tym samym szyldem "Fryzjer damsko-męski". Nie wiem, czy miałabym odwagę oddać moją siwiejącą głowę pod nożyce w Ambasadzie, Galerii a tym bardziej Kuźni, która bije wszystkich nie tylko nazwą ale i cenami :)

20:48, atojaxxl
Link Komentarze (4) »