Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
sobota, 30 marca 2013

Przygotowania świątecznie skutecznie odciągnęły mnie od blogowania, więc tylko na chwilę wpadam i życzenia wszystkim składam: Wszystkiego co najlepsze na te wielkanocne święta !!!

20:46, atojaxxl
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 marca 2013

Jutro Niedziela Palmowa, a za oknem minus 8 stopni, świerki pokryte grubymi poduchami śniegu a z każdej gałęzi zwisa kilkunastocentymetrowy lodowy sopel. Widok przepiękny i budziłby zachwyt, gdyby nie okoliczności- podobno to wiosna...

I znowu sięgam pamięcią do dzieciństwa. W sobotę przed Niedzielą Palmową u moich Dziadków robiliśmy palmy. Wcześnie, z wujkiem J. wędrowaliśmy nad potok i znosiliśmy do domu pęki bazi, z lasy bukszpan, w ciemnej komorze czekały pęki trzcinowych kitek, a Babcia w wolnych chwilach wykonywała przepiękne i skomplikowane bibułkowe kwiaty.

Po zakończeniu wszelkich czynności w gospodarstwie zasiadaliśmy wokół dużego stołu i w skupieniu wykonywaliśmy kilka palm, niedużych, takich do ręki: dla Babci, dla mnie i każdej kobiety, która była wtedy w domu. Wujek dodatkowo przygotowywał wielki bukiet  złożony z bazi, gałązek i trzcinowych kitek, obwiązany wstążeczkami. Po poświęceniu w kościele, z tego bukietu wykonywało się w Wielki Czwartek krzyżyki, wbijane przed świtem w Wielki Piątek na rogach pól uprawnych.

Było wiele czynności, do wykonywania których zapraszano sąsiadów: kiszenie kapusty, darcie pierza, wykonywanie ozdób na Boże Narodzenie, wspólne czytanie książek, łuskanie grochu. Ale palmy wykonywało się w tajemnicy, ponieważ wszyscy konkurowali ze sobą, czyja będzie ładniejsza. Już w drodze do kościoła porównywaliśmy wysokość i urodę poszczególnych palm. Po procesji z palmami i mszy, zostawiało się w kościele jedną palmę a pozostałe wracały do domu.

Babcia odrywała kilkanaście "kotków" z bazi i dodawała do paszy dla zwierząt. Z literatury wiem, że gdzieniegdzie łykano "kotki" dla ochrony przed chorobami gardła, u nas tego zwyczaju nie stosowano, natomiast jako najmłodsza w domu byłam symbolicznie uderzana palmą przez Dziadka, żebym rosła zdrowo i była grzeczna.

Dziś zwyczaj wykonywania rodzinnych palm praktycznie zanika. Gotowe, różnokolorowe, niewiele kosztują. Do niedawna miałam kilkadziesiąt palm zbieranych przez lata małżeństwa. Niestety, dobrały mi się do nich mole i musiałam wszystko spalić.

20:28, atojaxxl
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 marca 2013

Odwiedziłam dziś księgarnie w poszukiwaniu ciekawych książeczek dla wnuczki. I trafiłam na taki oto kwiatek: "Doda i Donek witają wiosnę". Jak pisze wydawca: jest to interaktywna książeczka edukacyjna, w której młody czytelnik towarzyszy sympatycznemu rodzeństwu w poznawaniu sekretów wiosny.

Czy tylko mnie się wydaje, że wiem, gdzie autor szukał inspiracji do postaci: Donek jest w koszulce podobnej do stroju reprezentacji Polski, w dodatku jest hmmm... no cóż, rudy :) i trzyma w ręku palmę (tylko nie wiem, czy palmę zwycięstwa, czy tę, która "odbija"). A Doda w różowościach i fioletach urocza blondynka :) dźwiga kosz z pisankami czyli jajami, a jak wiadomo pewna blond Doda lubi robić jaja...

Z neta dowiedziałam się, że Doda i Donek witali też zimę, co daje wskazówkę, że jeszcze im zostało lato i jesień do powitania .

Dzieciom dużym i małym życzę udanej zabawy z Dodą i Donkiem

Tagi: książka
13:54, atojaxxl
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 marca 2013

Jak na pierwszy dzień wiosny przystało - za oknami zwały śniegu, porywisty wiatr, ciemne chmury od czasu do czasu przepuszczają promienie słońca. 

Jak na pierwszy dzień wiosny przystało - bez czapki, rękawiczek i ciepłego płaszcza ani rusz.

Jak na pierwszy dzień wiosny... Zebrało mnie na wspomnienia i sięgnęłam do kroniki rodzinnej, w której zamiast wstępu opisałam jedno mgnienie wiosny.

"Z najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam nadejście wiosny: łaty pleśni pośniegowej na polach, grząskie błoto, kot wylegujący się na kamiennym progu. Dziadek oglądał szkody, jakie ujawniły sie po zejściu śniegów - jakieś połamane nie wiadomo kiedy sztachety, przemarznięte drzewka, wyjedzona przez zające ozimina. Jeszcze za wcześnie, żeby wyjść z robotą na pola, jeszcze nie zazieleniły się łąki, do których porykiwały uwięzione w oborze krowy.

Tylko kurom nie przeszkadzały kałuże, coś tam już wydziobywały i coraz chętniej ulegały zapędom koguta. Kilka z nich zasiadało statecznie w koszach wysłanych owsianą słomą ochraniając zalęgnięte jajka. Kosze stały w ciepłej sieni, więc nic nie groziło przyszłemu potomstwu, gdy kwoka wyskakiwała na chwile, by rozprostować skrzydła i czymś się pożywić.

Wujek J. kręcił się w szopie i w oborze, przeglądał narzędzia, ostrzył pług, czyścił brony. Starannie przygotowywał szczotki i zgrzebła, żeby jego muczące podopieczne mogły niebawem opuścić oborę czyste i wyczesane zgrzebłem. Już widział, że potrzebne też im będzie przycięcie i wyrównanie racic. Przez otwarte wrota obory nieśmiało wyglądało kilka owczych łebków, to owce-rezydentki zostawione jesienią przez górali oczekiwały na powrót do swoich baców, a potem na redyk i letni popas na górskich halach.

W czarnych za dużych kaloszach, człapałam po kałużach pogryzając mój przysmak: pajdę świeżego chleba obłożoną gęstą śmietaną i posypaną cukrem.

Nadejście wiosny oznaczało, że w kąt  pójdą na pewien czas moje zabawki: drewniane klocki wykonane w zimowe wieczory przez dziadka, obszarpany misiek i dwie celuloidowe lalki z wytrzeszczonymi oczami. Teraz zaczynał się czas przygody. Wspólnie z innymi dzieciakami wypatrywaliśmy pierwszych bocianów, czekaliśmy na trzepot jaskółczych skrzydeł, penetrowaliśmy krzewy i drzewa w poszukiwaniu ptasich gniazd.

A później nasze wyprawy nad pobliski potok: łany kaczeńców i niezapominajek, gorzko pachnące liście tataraku... Wracaliśmy przemoczeni i brudni ale szczęśliwi. Nawet klaps w tyłek lub przejechanie ścierą przez plecy nie robiły na nas żadnego wrażenia. Jeszcze byliśmy za mali, żeby zapędzić nas do pracy, ot, kręciliśmy się po podwórkach i łąkach, a dorośli przypominali sobie o nas, gdy przychodziła pora posiłku."

Mój, Boże ile to już lat... Przedwczoraj minęła rocznica śmierci Dziadka, dziś rocznica śmierci kuzyna Bogdana, mojego towarzysza dziecięcych dni. Gdzie ten dom, te pola, ten kamienny próg dla kota, ten stary, podarty misiek.

15:13, atojaxxl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 marca 2013

Dokładnie tak jak w tytule. Lubię skoki narciarskie, lubię tę atmosferę sportowego święta nieskażonego kibolstwem. W domu wszyscy oglądamy transmisje, trzymamy kciuki za naszych i cieszymy się z ich sukcesów. Na topie jest Kamil Stoch i od niedzieli Piotr Żyła.

Gdzie więc miejsce na moje nerwy ? Posłuchajcie sprawozdawców TVP, każdy skok Stocha okraszony jest odwołaniem do Adama Małysza, nawet niedzielny sukces Żyły musiał być porównany do skoku Małysza na tej samej skoczni i rozwodzeniem się dziennikarza nad tym,że Żyła ustał a Małysz się przewrócił . Stoch - drugi Małysz, Żyła - trzeci Małysz, tu Małysz zajął 9 miejsce, a tam Małysza zdyskwalifikowali za nieprzepisowe narty ( to a propos dyskwalifikacji Huli), rekord skoczni kiedyś należał do Małysza.

Cenię Adama Małysza za sportowe zachowanie, za sukcesy, za pasję, za skromność, za to,że zrobił dla dobrego imienia Polski więcej niż niejeden polityk. Ale czas Małysza jako skoczka już minął. Jak czują się ci młodzi sportowcy, gdy w każdym wywiadzie muszą wysłuchiwać, że oto oni odnieśli sukces, ale przecież Adam Małysz...

Podobnie rzecz się ma z nowym papieżem, nowym idolem świata. Natychmiast zaczęły się polskie porównania z Janem Pawłem II: a bo z kraju dalekiego, a podobne doświadczenia z władzą, a poliglota, a bezpośredni, a łamie konwenanse, a na pewno będzie pozdrawiał Polaków.

Jeden z dziennikarzy tak się zagalopował, że powiedział mniej więcej coś takiego: Benedykt XVI po swoim wyborze na papieża, zanim wyszedł na słynny balkon, modlił się przy grobie Jana Pawła II. Zapewne i papież Franciszek będzie się modlił przy grobie swojego wielkiego poprzednika. Hmmm... Intencje dziennikarz miał może i dobre ale efekt niekoniecznie mądry: poprzednik Franciszka żyje i ma się podobno całkiem dobrze.

Tymczasem Franciszek nikogo nie pozdrawia w innym języku poza włoskim, do grobu JPII się nie śpieszy, ogranicza rolę ceremoniarzy, teatru ani karnawału religijnego nie uznaje. Ale dziennikarze wiedzą lepiej i drążą i wtykają imiona JPII w każdy wątek związany z wyborem nowego papieża.

Cenię Karola Wojtyłę za renesansowy umysł, wiedzę, umiejętność rozmowy z każdym człowiekiem. Ale DżejPiTu przeszedł do historii, patrzy z obrazów i ołtarzy i niech tak zostanie.

13:16, atojaxxl
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 marca 2013

Za miesiąc będzie już po świętach, będziemy dojadać smakołyki i z troską spoglądać na wagę i do portfeli. Teraz jest czas kartkowania. Ja tradycyjnie iris folding uskuteczniam, choć na drugim stoliku rozłożyłam też swój warsztat pergaminowy. To, co pokazuję poniżej, to kartki w fazie produkcji, jeszcze bez ozdób i napisów :)

Iris folding z wykorzystaniem wstążek - bardzo pracochłonne ze względu na czas suszenia poszczególnych warstw.

 

Figura Zmartwychwstałego, szata wykonana z cieniutkich serwetek :)

 

 

Kosze z jajkami

Pocieszny rumiankowy zajączek