Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
sobota, 15 grudnia 2012

No co ja zrobię, wchodzę do swojej norki a tam patrzy na mnie pudło z formami i pyta: zabrakło ci pomysłów ? Szpilek ? Wstążek ? Nie, nie zabrakło, tylko palce mnie już bolą.

Ostatni mój nabytek szpilkowy okazał się niewypałem. Od sprawdzonego dostawcy, z porządnej hurtowni, dostałam toporne chińskie szpilki, bez połyku, z zadziorami, część bez ostrza, a między szpilkami 14 mm cała garść pogiętych szpil 40 mm - nawet nie wiedziałam, że są takie długie w sprzedaży. Panu dostawcy powiedziałam przez telefon co o nim myślę, tłumaczył się mętnie...

No cóż, zawsze się coś z tego badziewia udało wybrać. I w tej sposób dłubię dalej :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Pamiętacie, jak dzieci z Bullerbyn piekły pierniczki świąteczne ? Każde dostało kawał ciasta piernikowego, mogły z niego upiec co chciały, a ich ulubioną foremką był mały prosiaczek. Ja też uwielbiam piec pierniczki, mam blisko 300 foremek, ale długo nie mogłam kupić foremki- świnki. Na naszym ubogim jeszcze kilka lat temu rynku foremkowym dominowały gwiazdki, dzwonki, księżyce itp.

Dopiero przy pomocy zięcia i jego siostry udało się sprowadzić z USA  kilkanaście foremek, w tym świnkę, krówkę, dinozaury, różne gwiazdki-śnieżynki, anioły. Więc mam świnkę i jak dzieciaki z Bullerbyn od niej zaczynam doroczne pierniczenie :)

Poza tym "zachorowałam" na bombki piernikowe, od kiedy zobaczyłam je na blogu namiotle.pl. Też nie mogłam nigdzie kupić foremek w kształcie półkuli, autorka bloga kupiła je w Czechach i ja postanowiłam zrobić sobie takie foremki tzw. systemem gospodarczym ( tu się kłania PRL-owska szkoła zapobiegliwości i robienia czegoś z niczego). Kupiłam w sklepie gospodarczym 6 małych chochelek aluminiowych (mina kasjerki - bezcenna), mąż odciął od nich uchwyty, wypolerował miejsce po nitach i mam foremki :) i robię bombki piernikowe.

Teraz wszystkie foremki są dostępne w Polsce, ale ja jestem przywiązana do swoich :)

 

niedziela, 09 grudnia 2012

Druga niedziela adwentu... Dwa tygodnie do świąt.

Tradycyjnie odczuwam ból kręgosłupa na odcinku karkowym i ból pokłutych palców :)

Od wielu lat staram się wykonać nowe ozdoby  choinkowe i przygotować wystrój domowej szopki. Od lat też odgrażam się,że szopki budować nie będę, towarzyszy temu bowiem kompletna demolka pokoju przez przynajmniej 3 dni, a potem przez półtora miesiąca brak dostępu do wielu książek :)

Odgrażam się ... i robię, ściubię, upinam, naprawiam. Wykonuję liczne bombki choinkowe i inne ozdoby techniką karczochową i technika patchworku bez szycia. Obydwie techniki wymagają cierpliwości, precyzji i pewnego wyczucia estetycznego.

Gdy tak siedzę i przypinam wstążeczki, przypominam sobie adwenty mojego dzieciństwa. Na roraty chodziliśmy rzadko, prawie 6 km do kościoła zaśnieżonymi drogami to jednak dla dziecka była trudna wyprawa. Ale ozdoby wykonywaliśmy w domu.

Dziadek zostawiał mi dużo niemłóconej żytniej słomy, którą cięłyśmy z Babcia na kawałeczki, służyły nam one do wykonywania łańcuchów, gwiazd słomkowych itp. Z wydmuszek i kolorowego papieru robiłyśmy kogutki, dzbanuszki, a nawet pamiętam łabędzia. Ze zbieranych pracowicie cały rok papierków po cukierkach, czekoladkach i ze staniolu przywożonego z Krakowa robiłyśmy dodatki do łańcuchów. Z kolorowych bibułek powstawały delikatne jeżyki. A wszystko klejone masą z mąki i wody.

Często przychodziły do nas sąsiadki ze swoimi pociechami, ile było radości z takiej wspólnej pracy.

Na zdjęciach moje bombki karczochowe i koty wykonane dla wnuczki

czwartek, 06 grudnia 2012

Święty Mikołaju,

przynieś mi coś z raju,

Albo jabłko, albo gruszkę

włóż mi pod poduszkę...

No, masz jeszcze jedną szansę Ty wielki czerwony krasnalu !!!

Na zdjęciach dwie z wielu kartek zrobionych w tym roku przeze mnie .

środa, 05 grudnia 2012

Chyba będę musiała zmienić formułę mojego bloga - rzadko teraz gdzieś jeżdżę, nie zapisuję sobie numerów przystanków, utkwiłam w domu wśród wstążek, szpilek, kartonów i brokatów.

Jutro przychodzi św. Mikołaj, w szafie ukryta wielka paczka dla wnuczki, symboliczne prezenty dla bliskich (piernikowe mikołajki i choinki). A ja wspominam dzień, kiedy przestałam wierzyć w świętego Mikołaja.

Dzieciństwo spędziłam u moich Dziadków na wsi, oni mnie wychowali i dali podstawy do późniejszego życia, oni też byli moimi Mikołajami. Nie pisałam listów, nie kładłam ich na oknie ani do buta - po prostu pewnego grudniowego poranka budziłam się a koło poduszki leżała paczuszka. W niej nowe, wydziergane przez Babcię rękawiczki, szalik, czapka, skarpety, garść cukierków, kilka ulubionych batoników "marasca" (kto pamięta, ten zna magiczny ich smak), jakaś książka, drewniana zabawka zrobiona przez Dziadka.

W drugiej klasie szkoły podstawowej, na tzw. robotach ręcznych uczyliśmy się lepić torebki z papieru pakunkowego. Moja torebka była wyjątkowo udana, równo przycięta, bez śladów kleju (najprostszy klej wykonany z mąki i wody). W dodatku pani M. pozwoliła mi ozdobić ją przy pomocy prymitywnego dziurkacza. Wymarzyłam sobie,że gdy przyjedzie na święta Mama, to do tej torby zapakuję jej trochę jabłek i orzechów na drogę powrotną.

Przyniosłam torebkę do domu, pochwaliłam się Babci otrzymaną piątką, mój skarb położyłam na półce Dziadka z ważnymi dokumentami.

6 grudnia 1961 roku obudziłam się rano i poczułam pod poduszką pakiecik. Jest, przyszedł, nie zapomniał !!! Wyjęłam paczkę i z żalem stwierdziłam, że to MOJA TOREBKA . Tak, ta sama, wycięta z szarego papieru, sklejona mącznym klejem, z ozdobnymi dziurkami. Teraz zmięta, obwiązana tasiemką.

Pobiegłam do Babci i zaczęłam pytać. Babcia akurat piekła chleb i lepiej jej było w drogę nie wchodzić, gdy kolejny raz zaczęłam zawodzić nad zniszczoną torbą, Babcia się wkurzyła i wypaliła : a ni miałam do cego zapakować, tom wziena com chciała. I dej mi teroz spokój, bo cie wytrzaskom po rzyci....

I wtedy dotarła do mnie ta tragiczna wiadomość : nie ma świętego Mikołaja, prezenty dają dorośli. Płacząc poszłam do szkoły a tam wszystkie dzieci chwaliły się prezentami, równie skromnymi jak moje. Kierowniczka szkoły wypytała mnie o moje zapłakane oczy, przytuliła, wyjaśniła, obdarowała czekoladą i poprosiła,żebym nie mówiła dzieciom, że Mikołaja nie ma.

Nie powiedziałam... A podarta papierową torbę mam w swoich szpargałach do dziś.