Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
wtorek, 06 listopada 2012

Dziś byłam u lekarza pierwszego kontaktu. Tak naprawdę to nasz piąty kontakt, ale skoro tak się to nazywa, to niech tak zostanie.

Przez wiele lat byłam pacjentką doktora Kazimierza H. , podobnie jak cała moja rodzina. Niestety, trzy lata temu odebrał sobie życie, ponieważ cierpiał na nieuleczalną postać nowotworu mózgu. Od tego czasu szukam porządnego lekarza, ale jakoś nie mam szczęścia.

Dwa razy - pierwszy i ostatni - skorzystałam z porady lekarza Z. w tej samej placówce, gdzie pracował H. Zanim się zajął moją skromną osobą, stoczył bój z grupą chętnych, którzy chcieli się dowiedzieć, czy ich przyjmie. A na liście miał ponad 40 pacjentów i jeszcze 4 godziny przyjęć. Nie zważając na moją obecność, rzucał k....i aż miło: "Ku..a, idiota jeden z drugim, leki mu się kończą, to niech sobie zapisuje matoł jeden z drugim do kiedy mu wystarczy a nie przychodzi i przyjmuj doktorze, bo się bidny dziadek przebudził z ręką w nocniku. No niech pani powie, normalni są ci ludzie ?" Chyba w ramach rekompensaty wręczył mi pakiet bezpłatnych opakowań lekarstwa, za które musiałabym zapłacić ok. 80 zł.

Zapisałam się po śmierci dra H do młodej ale bardzo rzetelnej lekarki.  Byłam bardzo zadowolona... kilka miesięcy. Najpierw pani doktor była w ciąży, potem robiła specjalizację, teraz znowu jest na macierzyńskim już od stycznia.Podobno wróci.

Przeniesiono mnie do bardzo sympatycznego i dobrze rokującego lekarza K. Rozmowa z nim to sama przyjemność, widział we mnie nie tylko przypadek medyczny, ale przede wszystkim człowieka. Byłam bardzo zadowolona...do czasu. Pan doktor wziął z przychodni urlop bezpłatny, robi specjalizację i skupia się na pracy w szpitalu. Podobno wróci.

Teraz chodzę co 2 miesiące do dra M. Jestem zadowolona. Rzetelny, kulturalny, precyzyjnie stawia pytania, oczekuje współpracy bez oszukiwania (samokontrola ciśnienia, poziomu cukru ). Recepty drukuje, nie urządza protestów z przepisywaniem leków pełnopłatnych.

Jednego tylko nie mogę pojąć. Po zbadaniu ciśnienia i tzw. przygodnego poziomu cukru, bada mnie osłuchowo...przez bluzkę :) Ma wprawdzie jakiś dziwny stetoskop, inny niż takie standardowe, ale zawsze mam wrażenie, że robi to ze względu na mój wiek i nieciekawą powierzchowność. Muszę wierzyć na słowo, że wszystko jest w porządku :) I tak sobie myślę po cichu: dr M dzieci nie rodzi, specjalizację posiada, to może zakotwiczę na dłużej w spisie jego pacjentów.

18:25, atojaxxl
Link Komentarze (1) »
niedziela, 04 listopada 2012

"W ciemnościach postać mi stoi matczyna niby idąca ku tęczowej bramie" - tak pisał Słowacki o swojej matce. Dziś moja Mama skończyłaby 80 lat, od 8 lat jest już za tęczową bramą, o wiele za wcześnie.

Ostatnie tygodnie były dla mnie trudne: jakieś fatum zagościło w naszym domu, choroba goni chorobę, jak nie angina to grypa żołądkowa, to znowu córka chora na odnawiające się zapalenie uszu, to znowu wnuczka kaszle i gorączkuje, to syn pierwszy raz od 20 lat słania się z gorączki na nogach...

Dlatego tegoroczne obchody Wszystkich Świętych jakoś tak przeszły obok nas, szybko i nie tak uroczyście jak zwykle. Groby sprzątałam w ostatniej chwili, kwiaty skromne, tylko znicze gromadziłam od kilku miesięcy, więc chociaż ten znak pamięci był u nas wyraźny.

Ale przecież chyba nie o to chodzi. Nie ma dnia, żebym o Nich wszystkich nie myślała:

o mojej Mamie tak straszliwie cierpiącej przed śmiercią,

o moich Ojcach Zygmuncie i Kazimierzu połączonych w majestacie śmierci tego samego dnia,

o moim maleńkim synku Marianku, któremu nie dane było zobaczyć świata,

o moich kochanych Teściach Janinie i Antonim,

o moich drogich Dziadkach Anieli i Stefanie,

o licznym rodzeństwie moich Dziadków: Julii, Jakubie, Michale, Stanisławie, Reginie, Wiktorii, Jadwidze, Marii, Rozalii, Wandzie, Stefanii ...

o moich Pradziadkach: Annie i Onufrym, Janie i Katarzynie,

o moich Dziadkach przyrodnich Marii i Stanisławie,

o rodzeństwie mojej Mamy - Ciotkach i Wujkach : Antoninie z Jaworzyny, Józku z Grabia, Stefanii z Brzeszcz - mojej chrzestnej, Gieni z Grabia, Staszku z Tarnowa, Kazimierzu z nieznanych dróg,

o moim chrzestnym Andrzeju,

o zmarłych krewnych mojego Męża: wujku Józku z kanady, Czesławie z Przemyśla, Tadku z Wojnicza, tragicznie zmarłym kuzynie - lotniku Mariuszu ze Świnoujścia,  kuzynie Krzyśku z Tarnowa,

o rodzeństwie mojego Ojczyma: Zofii, Adamie,

o cioci Helenie, z którą pracowałam kilka lat w gazecie,

o zmarłych krewnych mojego zięcia - zwłaszcza o jego Babci Władysławie, która wiele lat cierpiała, a którą on tak dzielnie się opiekował,

 o moich zmarłych kuzynach: Marku, Bogdanie...

o malutkim Sebastianku, synku mojej kuzynki, który niewyobrażalnie ale dzielnie znosił cierpienie,

o moich zmarłych Nauczycielach,

o moich Koleżankach i Kolegach: Basi, z którą chodziłam do LO, Marysi, z którą pracowałam i która była wychowawczynią mojej córki, Agacie ze świetlicy, Mietku, który zawsze podwoził mnie do pracy, Bogdanie - z LO,

o pani Marysi - opiekunce działkowych kotów

o wszystkich, których drogi życiowe skrzyżowały się z moimi, a którzy już są tam, za tęczową bramą.

Dla każdej i każdego z Nich płonie znicz pamięci w moim sercu.