Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
piątek, 24 lutego 2017

Do Warszawy daleko, więc wszystko, co wiem na temat nowej "Klątwy" - wiem na podstawie doniesień medialnych (z tym, że telewizji nie oglądam poza programami przyrodniczymi i sportowymi). Zastrzegam więc z góry, że wypowiadam się, choć nie widziałam. 

Tradycyjnie dwie strony sporu obwarowały się w swoich Okopach Świętej Trójcy: z jednej strony czciciele reżysera i jego podobno genialnego przedstawienia, z drugiej oburzeni, dotknięci i obrażeni zarówno formą jak i treścią tegoż dzieła. Obie strony są na tyle daleko od siebie, by nie słyszeć argumentów przeciwnika, i na tyle blisko, żeby się wzajemnie obrażać. W ruch poszły różańce, krzyże, malowane w domowych warunkach plakaty i hasła, zaangażowano już prokuraturę, tzw. autorytety wypowiadają się podobnie jak ja: nie widzieli, ale wiedzą...

A ja piszę i zabieram głos, ponieważ pytam: gdzie w tym wszystkim jest Wyspiański i jego genialna "Klątwa"? Czy obydwie strony konfliktu znają dramat Wyspiańskiego, dramat tkwiący swoimi korzeniami w autentycznym wydarzeniu w podtarnowskim Gręboszowie?

"Klątwa" Wyspiańskiego niesie tak wielki ładunek emocji, tak ważne uniwersalne przesłanie, że wszelkie manipulowanie i kombinowanie przy jej tekście i formie jest dla mnie (podkreślam - dla mnie) wielkim i niedopuszczalnym nadużyciem. Nawet białe gołąbki z pierwowzoru zostały sprowadzone na plakacie do białego gołębia sr....go na wszystko. Skoro to przedstawienie, które chyba tylko przez przypadek  odwołuje się do twórcy "Warszawianki" i "Wesela", jest tak genialne, jak chcą i widzą niektórzy recenzenci, to dlaczego chorwacki reżyser nie napisał swojej własnej sztuki bez podpierania się nazwiskiem wielkiego polskiego malarza, poety i dramaturga?

Tak, akurat w kwestii manipulowania klasycznymi sztukami teatralnymi jestem konserwatywna, choć daleko mi do obydwu stron afery wokół "Klątwy". Nie widziałam - więc się nie zachwycam, nie widziałam - więc nie czuję się obrażona. 

14:26, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 lutego 2017

Staram się nie wypowiadać w sprawach polityki, trochę się na tym znam i mogłabym uderzyć w ton przemądrzalski a tego nie chcę. Od pewnego czasu jednak towarzyszy mi natrętna myśl, że niektórzy ludzie władzy, boleśnie dotknięci przez los, za wszelką cenę szukają winnego swojego stanu i niesprawiedliwie traktują nawet bliskie osoby, a co dopiero mówić o podwładnych.

Blisko 30 lat temu miałam szefową, wyjątkowo wredną i podstępną osobę. Szpiegowała nas, ceniła donosy, oceniała nieuczciwie naszą pracę, jej racja była najważniejsza, nie było sensu podejmować dyskusji, ponieważ ona wiedziała lepiej i automatycznie stawało się w ten sposób po stronie jej wrogów.

Prowadziła gruby czarny notes, w którym spisywała wszystko, czego mogła użyć przeciw pracownikom. Nie cofała się przed podsłuchiwaniem, judzeniem ludzi wzajemnie na siebie, biegała również na skargi do instancji nadrzędnych. Potrafiła zostać na noc w swoim gabinecie, zamknąć się od środka, spać na fotelu a wszystko po to, żeby rano podsłuchiwać, co się o niej mówi w sekretariacie.

Jeżeli zorientowała się, że ktoś planuje rodzinną uroczystość, robiła wszystko, by te dni przed faktem zepsuć tej osobie, doprowadzić ją do łez. Krytykowała naszą odzież, fryzury, nasze dzieci i rodziny. Nie było na nią sposobu, miała swoje chody we władzach. Jeżeli się uśmiechała, to tylko gdy udało się jej komuś dopiec.

Przyszedł jednak taki moment, że szefowa pękła psychicznie i to w mojej obecności. Skończyłam swoją pracę i chciałam iść do domu, ona jednak wyszukiwała powody, żeby mnie w pracy zatrzymać. Pomyślałam sobie - raz kozie śmierć - i wypaliłam, że może ona nie lubi swojego domu i rodziny ale ja bardzo i naprawdę nie widzę powodu, żebym miała się pozbawiać przyjemnego wieczoru w domu dla jej kaprysów. I wtedy się usłyszałam:

"A do czego ja się mam spieszyć, co mnie tam niby ma ciągnąć" i dalej wyrzucała z sibie:

- straciła pierwszego męża z powodu choroby nowotworowej,

- tak dominowała nad córką, że ta w końcu wyjechała za granicę i ograniczyła kontakty,

- syn nie spełnia jej oczekiwań - nie jest dzieckiem genialnym ani idealnym, jest za to chorowity i zamknięty w sobie,

- jest chora i nie ma postępów w leczeniu,

- nienawidzi ludzi zadowolonych, uśmiechniętych ("wszystkie macie takie głupie,zadowolone miny"), nie znosi naszych uczniów ("te bachory mi tylko na nerwy działają"), obwinia cały świat o swoje problemy ("każdy tylko czeka na moje potknięcie"), nie widzi swoich wad ("jestem tu najlepsza i to was boli"), wszędzie widzi wrogów ("nikomu z was nie wierzę"), wszędzie wietrzy podstęp ("tylko planujecie jak mnie wygryźć")")...

"A teraz niech pani idzie w cholerę i napawa się tą rodzinną atmosferą. Jeszcze ta rodzinka pani bokiem wyjdzie" - tak zakończyła swój monolog

Przypomniałam sobie tę szefową i tę dramatyczną rozmowę, patrząc wczoraj na zawziętą twarz prezesa pewnej partii politycznej. Stracił wszystkich bliskich, otoczył się pochlebcami, wszędzie widzi wrogów i wietrzy spiski, upokarza i obraża inaczej myślących, prawie nigdy się nie uśmiecha, wieść gminna niesie, że podobno jest chory...

 

 

 

Tagi: ludzie
20:10, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 lutego 2017

No wkurzyłam się dziś jak rzadko kiedy. Czytam, że ludzie w necie hejtują polską szachistkę, która gra na szachowych mistrzostwach świata w Teheranie. To, że gra, to jeszcze nic, ale gra w chuście na głowie, ponieważ taki wymóg postawili organizatorzy mistrzostw.

No i polało się na głowę biednej polskiej szachistki wredne polskie bagno. Jak śmiała ustąpić i w chuście wystąpić, to popieranie dyskryminacji kobiet, to sprzedanie się za garść srebrników itp itd.

A ja sobie przypominam wizytę naszej obecnie potłuczonej pani premierki w Watykanie. Ona i towarzyszące jej damy(?) dworu(?) wystąpiły w czarnych żałobnych garsonkach i głowy miały dokładnie zakutane w czarne chusty. Wyglądały jak żony bliskowschodnich królów ropy naftowej. Ale podobno takie są wymogi watykańskiego protokołu dyplomatycznego, chociaż z papieżem witała się też np. Angela Merkel i niczego na głowie poza własnymi włosami nie miała...

A nasz miłościwie panujący pan prezydent podczas wizyty w Izraelu paradował w jarmułce na głowie, zresztą nie pierwszy raz. Bo tego wymaga tamtejszy zwyczaj. I wszyscy mężczyźni mu się podporządkowują.

Odwiedzający meczet muszą zdjąć obuwie bez względu na wyznanie. Bo tego wymaga kultura - szanować zwyczaje gospodarza.

I jakoś nikt ich nie hejtował. A tu - fala nienawiści do dziewczyny, która musi mieć dobrze poukładane w głowie, skoro gra o mistrzostwo świata w królewskiej grze. Chyba tylko Polacy potrafią źle życzyć swoim rodakom. Ot, piekiełko narodowe.

Tagi: ludzie
09:08, atojaxxl
Link Komentarze (8) »