Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
niedziela, 07 lutego 2016

Doroczna kolęda czyli wizytacja duszpasterska wywołuje u wielu moich znajomych zupełnie skrajne i niepotrzebne emocje. Z przeszłości pamiętam rzeczywiście "dziwne" kolędy, księży przesłuchujących mnie nieletnią z wiedzy religijnej i modlitw, sprawdzających mój zeszyt do religii, upominających mojego ojczyma (lubił niestety iść w tango i nie taniec mam tu na myśli), wypytujących o życie sąsiadów - rozumiem, że sąsiadów wypytywał o nasze sprawy.

Gdy mieszkałam u Dziadków, cała wieś przygotowywała się do kolędy jak do wielkiej uroczystości. Sąsiedzi ustalali, kto pojedzie saniami po księdza, kto go potem odwiezie - do plebanii 4 kilometry i zaspy po pas. Sąsiadki uzgadniały, u kogo ksiądz zje obiad, u kogo podwieczorek a jeszcze gdzie indziej kolację. Biegało się z plackami, każda miała ambicję dołożyć się do posiłku wielebnego. Pamiętano o odśnieżeniu obejścia u starszych i mniej zaradnych gospodarzy.

Mnie i mojego niepełnosprawnego wujka najbardziej interesowały obrazki. Dostawaliśmy ich zawsze po kilka, a na jednym ksiądz pisał kilka słów osobistych typu "Drogi Józefie G. pamiętaj zawsze, że jesteś dzieckiem Bożym i wszystkie swoje sprawy powierzaj Najlepszemu Ojcu" albo "Mała wesoła Bożenko (to ja :) ), bądź zawsze grzeczna i posłuszna Dziadkom, pamiętaj o kwiatkach przed obrazem Matki Bożej". Zawsze mnie to zastanawiało, skąd on wiedział, że ja się zajmuję podlewaniem kwiatków w domu, a Babcia miała ich dziesiątki w doniczkach.

Ofiary przyjmował ksiądz w naturze, podobnie jak w "Chłopach" Reymonta, mało kto dawał gotówkę. Dobra zebrane podczas kolędy pomocnik księdza potem po prostu sprzedawał na targu.

W poprzednią niedzielę czyli 31 stycznia księża z naszej parafii mieli zawitać do naszego bloku od godziny 14.00. Zapytałam więc syna, czy przyjmujemy księdza,  wiele decyzji teraz konsultuję z synem, czuje się wtedy odpowiedzialny za dom. G. powiedział, że przecież zawsze przyjmowaliśmy (mój jeszcze mąż jest/był fanatycznym katolikiem), to brak ojca nie jest przeszkodą.

Natomiast u moich sąsiadów trwały dyskusje i kłótnie, przyjmą, nie przyjmą, co ksiądz sobie wyobraża - w niedzielę przychodzić, i to jeszcze w porze obiadowej, tu mają mieć gości, tamci jadą po dzieci.

Ksiądz miał zaczynać, od naszej klatki, obliczyłam sobie, że u nas będzie ok. 14.45. Tymczasem o 14.30 już byli ministranci z pytaniem i z informacją, że ksiądz idzie od góry, czyli zaliczył już 12 mieszkań !!! W pół godziny !!! Gdy rozgryzałam tę informację, z impetem otwarły się drzwi sąsiadki z naprzeciwka i ksiądz wypadł wypadł jak torpeda, prawie wbiegł do naszego mieszkania, pochwalił Stwórcę i zaczął dziwny monolog "No proszę, no można, no może być jak należy, no proszę chłopcy, macie porównanie jak jest tu a jak było tam. Wszystko jest: i woda, i kropidło, i krzyż, i pani czekała, prawda?'

No to ja nieśmiało, że nie bardzo rozumiem wzburzenie księdza, a on na to huknął "Módlmy się". G. przyglądał się tej scenie dziwnym wzrokiem, ministranci jacyś zawstydzeni. No dobrze, "Ojcze nasz" przeleciało jak peleton w Tour de France, kropidło aż furkotało. 

Ksiądz wreszcie usiadł i wyjaśnił, że jest u nas tak szybko, ponieważ kilka mieszkań było zamkniętych a niektórzy tłumaczyli się, że nie wiedzieli albo zapomnieli i nie byli przygotowani, pani naprzeciwko w szlafroku, pani na 3 piętrze dopiero z wodą święconą z kościoła wracała: "Co za klatka, proszę pani, co za ludzie, a państwo zza ściany to dlaczego nie otwarli, wie pani? Ja tu nie mam odnotowane, żeby oni dawniej kolędy nie przyjmowali".

Czułam się zażenowana. Starsza pani od wody święconej ma 87 lat i męża z Alzheimerem, który wpuścił księdza nie bardzo kumając o co chodzi. Sąsiadka z naprzeciwka wróciła w nocy z wyjazdu z dziećmi na zimowisko, nie było jej 2 tygodnie w domu, może odsypiała. Za ścianą wiem co się dzieje, ale nie mam obowiązku o tym informować. 

Po chwili fala nerwów opadła, o dziwo, ksiądz spokojnie i z wielkim taktem rozmawiał z nami o naszej nowej sytuacji rodzinnej, udzielił kilku naprawdę mądrych rad, i jak za moich dziecięcych lat, napisał synowi na obrazku "Pamiętaj - teraz mama". Cokolwiek to znaczy, jestem wdzięczna za te 20 minut, zatarły poprzednie niedobre wrażenia.

PS 1. Sąsiadki z parteru oczywiście najbardziej zainteresowane były, dlaczego ksiądz u nas tak długo siedział.

PS 2. Nadal jestem zdania, że kolęda powinna być inaczej zorganizowana, kto chce przyjmować, powinien zgłosić w kancelarii i ustalić termin.

Tagi: ludzie
17:02, atojaxxl
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 lutego 2016

No to mi panowie fachowcy hydraulicy zrobili siurpryzę. Dziś wykorzystałam ich wysiłek i zamknęłam pierwszy raz zawory. I co? I co? 

W naszych blokach rury wodociągowe i zawory umieszczone są w kuchniach, w takich wysokich, wąskich wnękach zamykanych równie wysokimi a wąskimi drewnianymi drzwiczkami. 

I co???

Po przesunięciu wajchy zaworu w pozycję "zamknięte" te właśnie wajchy elegancko sterczą na zewnątrz skutecznie uniemożliwiając zamknięcie drzwiczek :) Fakt, nie zwróciłam na to uwagi, gdy panowie mnie szkolili w zamykaniu i otwieraniu zaworów. Drzwiczki były szeroko otwarte, zawory pozostawili w pozycji "otwarte", no to i drzwiczki się potem dało zamknąć:)

Niedomknięte na szerokość 15 cm drzwiczki nie są czymś uniemożliwiającym normalne funkcjonowanie w kuchni. Tym bardziej, że wajchy będą zamknięte podczas naszej nieobecności. Ale też są świadectwem dziadostwa, do jakiego schodzą nasi usługodawcy.

No szlag mnie trafi!!! Na samą myśl, że znowu muszę iść do administracji i znowu wysłuchiwać "Pani, nie da się"

A pamiętacie słynny dialog Tuwima o droselklapie, która była tandetnie zablindowana i ryksztosowała? I trzeba było pufer lochować czyli dac mi szprajc, żeby tender udychtować ? I bez holajzy tego nie dało się zrobić, bo trychter był krajcowany i we flanszy culajtungu nie było... 

No to ja miałam mniej więcej tak samo:)

Pozdrawiam cierpliwie czytających:)

11:12, atojaxxl
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 01 lutego 2016

Moi panowie fachowcy hydraulicy poszli do piwnic zamknąć dopływ wody w pionie. Za nimi pomknął sąsiad, który lubi wszystko wiedzieć. Jest przy tym człowiekiem niezwykle pedantycznym, dbającym o porządek w domu i w strefach wspólnych.

Po kilku minutach sąsiad wrócił i po drodze (miałam cały czas otwarte drzwi) poinformował mnie, że fachowcy z zasępionymi minami patrzą na zawór i coś tam próbują ale zawór ani drgnie. No to po balu - myślę sobie. 

Panowie wrócili do mnie i stwierdzili nie pierwszy raz zresztą, że "się nie da", no nie da się zamknąć zaworu i co tu pani robić, bo tu u pani to jeszcze czasu zejdzie przy robocie, że hoho, a woda nadal płynie w rurach. Coś tam poszeptali, postukali i powiedzieli, że idą zamknąć dopływ wody do całego bloku - bagatela  90 mieszkań, hulają pralki, gotują się obiady. Poszli, nie było ich ze dwa kwadranse.

W tym czasie przybył fachowiec od domofonu i pod czujnym okiem sąsiada z 4. piętra naprawiał zniszczony przez menela panel przywołujący. Podpisałam wykonanie naprawy, pan podziękował i poszedł sobie. Naprawa trwała może z 15 minut wliczając czas kontroli, gdy dzwonił do każdego mieszkania i sprawdzał połączenia.

Wrócili hydraulicy i przystąpili wreszcie do pracy. 

Narzekali, że te moje zawory skur....ny takie zapieczone, zakamienione, no dramat hydraulika po prostu. Po schodach zaczęły biegać sąsiadki pytając wzajemnie czy mają wodę i zaglądając do mnie z pytaniem, ile to potrwa jakbym ja była prorokinią.

Po jakiejś godzinie nastąpił upragniony finał. Nowe, nowocześniejsze zawory, nowe plomby. Przywrócono obieg wody. To co popłynęło z rur to był szaro-buro-rudy ściek po prostu. Panowie powoli zbierali swoje narzędzia,  a ja zapytałam grzecznie, czy mogliby mi jeszcze założyć nowe uszczelki.

Nie mogli, ponieważ byli u mnie w ramach pracy i nie mieli zlecenia, a prywatnie w godzinach pracy nie mogą tego zrobić, bo mógłby ktoś na nich donieść (no pewnie ja, albo oni wzajemnie na siebie). Zapytali z kolei, czy mogliby dostać coś do picia, bo się okrutnie zmachali. Odmówili: kawy, herbaty, soku, wody mineralnej, kompotu, lemoniady i wyraźnie zawiedzeni opuścili moje metry kwadratowe. No to czego oni chcieli ???

PS Dalszego ciągu ... no właśnie nie mogę obiecać, że nie będzie, ponieważ spod moich nowych, nowoczesnych zaworów spływa co mniej więcej 10 minut kropelka wody. Ale może to tylko spracowane rury tak się pocą?

20:51, atojaxxl
Link Komentarze (5) »