Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
czwartek, 26 lutego 2015

Od kilku miesięcy wnusia zmaga się z chorobami. W grudniu - miesiąc z głowy, zapalenie płuc. Obeszło się bez szpitala, ale trwało zanim lekarka dopasowała lekarstwa i zaczęły działać. Potem kilkanaście dni spokoju i od nowa. Teraz są u nas ferie i Mała Zu dochodzi do formy pod opieką babć i dziadków. Codziennie wychodzimy choć na godzinkę spaceru, żeby trochę powietrza zażyła . Mała uwielbia jazdę miejskim autobusem ( na co dzień jeździ samochodem z rodzicami), więc wsiadamy sobie na mniej obciążoną linię i odwiedzamy ciekawe miejsca, ot np. nasze miejscowe "Trojaczki" czyli trzy wielkie głazy narzutowe stanowiące pomnik przyrody.

            Kamienie

Kamień, na którym siedzi Mała Zu waży tylko 28 ton :) i liczy sobie jakieś 1,9 miliarda lat, jest częścią granitoidu Arno i przybył w nasze okolice razem z topniejącym lądolodem aż ze Skandynawii :) Obok niego leżą dwaj mniejsi bracia, z którymi przed milionami lat stanowił jedną całość.

Wnuczka bardzo lubi to miejsce, przytula się do tych kamieni i mówi, że one są dla niej dobre:) Cokolwiek to znaczy - ja wierzę w mądrość dziecka, ale jednak biorę ze sobą pled i podkładam, żeby nie siedziała na zimnym granicie.

Ale co robić, gdy zimno, pada deszcz, albo utrzymuje się stan podgorączkowy ? Wtedy można działać plastycznie. Można na przykład zrobić bałwanka Olafa z "Krainy Lodu"

            Plastycznie

Ta ozdoba na drzwi wykonana jest z kolorowych kawałków pianki EVA (spieniony kopolimer etylenu i octanu winylu w postaci elastycznych arkuszy) i czarnego kartonu. EVA jest bardzo wdzięcznym materiałem do prac z dziećmi, można z niej cuda wycinać.

Ale Olafa można zrobić też...ze skarpety, czystej skarpety dodajmy i białej. Jak wiadomo skarpety żyją własnym życiem i czasami biorą ze sobą rozwód, jedna znika w otchłaniach wszechświata a co z drugą ? Jeśli jest biała i świeżo wyprana - można nasypać do niej ryżu, przewiązać w 3 miejscach, przykleić oczy, buźkę z eva, węgielki i gałązki imitujące ręce i Olaf gotowy:)

            Plastycznie

Można też nasypać soli, ale jeśli Olaf jest za bardzo miętoszony to sól lubi uciekać ze skarpety.

Zanim Mała Zu zaczęła chorować obiecałam jej, że będziemy chodzić do naszej miejskiej biblioteki na warsztaty tworzenia laleczek z łyżek drewnianych i do łyżeczkowego teatrzyku. Niestety, choroba zniweczyła nasze plany, wobec czego zrobiłyśmy sobie własne postacie do "Królewny Śnieżki".

Łyżka, szmatki i gotowy nasz teatrzyk łyżeczkowy. Tu niżej królowa macocha w dwóch wersjach - jako królowa i jako starowina, która otruła Śnieżkę

            laleczki

A tu "strasny smok" i król wykonany z drewnianej łopatki do przewracania kotletów, na tarczy herb naszego miasta

            laleczki

Na tym zdjęciu widać, jak bardzo chora była Mała Zu. Normalnie temu dziecku uśmiech z buzi nie schodzi. Tu pokazuje myśliwego i księcia

            laleczki

Królewna Śnieżka i lustereczko "powiedz przecie"... i kolejna łopatka do kotletów :)

            laleczki

Niżej uśmiech troszkę wymuszony ale już lepiej. Pozuje z jednym z siedmiu krasnoludków i ptakiem - dziwakiem wykonanym z mątewki :)

            laleczki

Na szczęście choroba minęła i teraz możemy już spacerować, zwiedzać i zaglądać w ciekawe miejsca :)

            Kamienie

wtorek, 17 lutego 2015

Hm... zwykle nie piszę notek okazjonalnych. No bo jak pączki - to wszyscy piszą o pączkach, jak mazurki - to o mazurkach, pierniki - o piernikach itp. Ale dziś zrobię jeden z wyjątków, bo podobno dziś mają swoje święto koty.

                 Działka

I tu się większości narażę - ja kotów nie lubię :) Pozostał mi uraz z dzieciństwa, kiedy to kot moich Dziadków mnie solidnie ugryzł. Nie ciągnęłam go za ogon, nie głaskałam, po prostu usiadłam obok niego na ławie, a to bydlątko mnie mocno capnęło, do dziś mam bliznę na nadgarstku. Rana się źle goiła, a ja unikałam kotów jak ognia.

Tymczasem dziwnym trafem koty do mnie lgną. U koleżanki dwa koty walczą o prawo mruczenia na moich kolanach. Na działce niemoje koty towarzyszą mi od bramy, rozkładają wokół mojego leżaka a nawet pozwalają się pogłaskać.

                  Działka

Każdy ma swoją "zastawę"

                  Dzialka

                  Działka

                  Działka

Każdy śledzi moje ruchy wokół torby ze smakołykami

                  Działka

Pozornie wszystkie bure są jednakowe, ale te na moich zdjęciach to każdy inny

                  Działka

Te maluchy 3 lata temu ukociły się pod winoroślą na dachu altanki, Było ich 4 sztuki: 2 rude, 2 szaro-bure. Matka wyprowadzała je na spacery po działkach. Zagrożone - uciekały sprytnie po winorośli na dach.

                 Działka

Niestety, jeden z nich nie przeżył: był najmniejszy, słaby, nie spacerował za matką, tylko czekał na dachu, żeby go nakarmiła. Porwały go sroki...

Rude kotki miały szansę na dom - zostały złowione, zabrane do mieszkania pewnej pani w bloku, w ciągu jednego dnia zdemolowały kompletnie pokój i zostały przywiezione z powrotem na działkę. I tu żyją już czwarty rok, ale na widok swojej niedoszłej właścicielki uciekają na ten dach :)

                 Działka

Moja wnuczka kocha koty miłością bezwarunkowa i to moja wina, bo na spacerach zawsze jej pokazywałam kociaki i jej pierwsze słowo to był: koteeeeek, miał-miał :)

Ukochaną przytulanką Małej Zu też był rudy kotek (maskotka oczywiście), a w książeczkach najbardziej interesowały ją strony, na których był jakiś kotuś. No to babcia zrobiła stado kotków na choinkę :)

             Bombki

 WSZYSTKIM KOTKOM I ICH WŁAŚCICIELKOM ŻYCZĘ PRZYJEMNEGO, POGODNEGO ŻYCIA :) 

16:11, atojaxxl
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 lutego 2015

Dzień Św.Walentego dla mnie jest dniem urodzin mojego śp. Ojczyma (wczoraj ukończyłby 80 lat) . Jako  Valentine's Day jest mi tak obojętny jak Święto Tańczącej Kukurydzy. Już bliższy mi jest Międzynarodowy Dzień Tygrysa.

Po pierwsze 'kupiliśmy" to rzekome święto miłości jako wydarzenie komercyjne porównywalne z innymi okazjami do wciśnięcia klientowi czerwonego misia, serduszka lub małpki z napisem LOVE, słodkiej poduszki (sieć Stokrotka), lizaka-serduszka z napisem "Jestem sexy" lub "Poliż mnie"( sieć Centrum).

Po drugie nijak ono się ma do patrona świętego Walentego, tradycyjnie patrona epileptyków, chorych psychicznie i nerwowo. Ale trudno, przyszło, jest, młodzi się cieszą i traktują Walentego jako swojego orędownika w sprawach miłości.

Powstała jednak jeszcze jedna idea związana z tym dniem, która mnie bardzo się spodobała - idea tańca kobiet przeciw przemocy.

Bo tak naprawdę, gdy przyjmujesz od męża, narzeczonego, przyjaciela, kolegi kartkę walentynkową, bukiet, bombonierkę lub tego nieszczęsnego misia,  w tym samym momencie gdzieś na świecie kobieta jest zabijana, bita, gwałcona, poniżana, upokarzana, porywana, sprzedawana, okaleczana, podpalana, oblewana kwasem, zmuszana do prostytucji, do samobójczego zamachu terrorystycznego, pozbawiana prawa do nauki, pracy, zdrowia, wolności i miłości.

Wiem, to nie Twoja i nie moja wina. Ale możemy wyrazić solidarność z ofiarami przemocy i pokazać światu, że o nich pamiętamy.

Kobiety w tańcu parami też nie są wolne. To mężczyzna prowadzi. Nawet gdy lepiej tańczysz od niego, to on, "prowadzący" 2 na 1, ma prawo deptać Ci po palcach, mylić rytm, fałszywie nucąc przy okazji.

Akcja "Nazywam się Miliard" (One Billion Rising) w tym roku przypominała o problemie przemocy wobec dziewczynek i kobiet niepełnosprawnych. Do melodii piosenki "Break The Chain" w głównych punktach wielu miast świata zatańczyły tysiące kobiet, młodych i starszych, tysiące dziewczynek. Stawały obok siebie i tańczyły trzy pokolenia:babcie, córki i wnuczki. Tańczyły same jak im dyktowało serce, bez prowadzącego mężczyzny.

I w moim mieście na jego cudownym renesansowym rynku, pod okiem maszkaronów Jana Marii Padovano, o godzinie 15.00 zatańczyły kobiety a wśród nich moja córka. Tańczyli też mężczyźni, ale nie jako prowadzący. Najpierw nieśmiało powtarzali ruchy, a potem włączyli się do tańca na obrzeżach grupy. Zauważyć się dało reprezentantów samorządu miejskiego.

W tym roku nie mogłam wziąć udziału, opiekowałam się chorą wnuczką. Ale jeżeli tylko zdrowie pozwoli i dożyję przyszłego roku, to zatańczymy we trzy.Bo wierzymy, że możliwy jest świat jak w tej piosence:

          "I can see a world where we all live

                    Safe and free from all oppression

                             No more rape or incest, or abuse,

                                        Women are not a possession"

 

czwartek, 12 lutego 2015

Dziś prawie wszyscy o pączkach, faworkach, kaloriach i skutkach. Ja też spędziłam pół dnia twórczo - planowałam lekki obiad rodzinny a potem właśnie te smakołyki. Ale życie pisze swoje scenariusze, Mała Zu jest znowu chora (wirusowe zapalenie oskrzeli i płuc), więc część tych planów zrealizowałam u niej w domu.

Zawiozłam już gotowe ciasto na róże i faworki, na miejscu zrobiłam ciasto na pączki klasyczne i na pączki hiszpańskie. Mała Zu może już chodzić, więc garnęła się jak to dziecko do pomocy: wycinała, posypywała cukrem, lukrowała, dekorowała wisienkami... i wcinała ile wlezie, co dla mnie jest oznaką powrotu do zdrowia :)

A potem wracałam do domu z pudełkami wypełnionymi częścią tłustoczwartkowego urobku. Gdy się tak wędruje nieśpiesznie przez całe miasto (pogoda boska, słonecznie, ciepło) to mimowolnie wchodzi człowiek w różne osobliwe interakcje.

W sklepie spożywczym oglądałam kostki smalcu w promocyjnej cenie 0,70 zł za sztukę. Kupuję od czasu do czasu dla psa mojej koleżanki - piękne zwierzę chętnie zjada kaszę z resztkami mięsa i omaszczoną smalcem. Gdy wkładałam 10 szt do koszyka, jakaś pani spytała czy to na pączki i nie czekając na odpowiedź wyznała, że ona ma w lodówce...olej z ubiegłorocznego smażenia. Nie pytana opowiedziała w drodze do kasy, jak oczyszcza ten olej i jaki on jest po roku dobry. Normalnie mowę mi odjęło...

Potem weszłam do poradni naszego G. oddać pani doktor upoważnienie do odbierania recept dla syna. To jest historia godna osobnego wpisu, ale przy okazji odkryłam osobliwość toaletową. Otóż w tej poradni toaleta jest koedukacyjna: wchodzi się do łazienki, z niej do kabiny męskiej z pisuarem a dopiero z niej jest wejście do toalety dla kobiet!!! Jak żyję takiego układu nie spotkałam nigdzie: gdy wchodzi kobieta, musi za sobą zamknąć drzwi od męskiej kabiny a potem od damskiej. Mężczyzna w tym czasie nie skorzysta, tylko czeka aż dama opuści swój przybytek, co w zimie przy konieczności wciągania, zapinania, zasuwania i poprawiania trwa długo.

Gdy z kolei pan jest w kabinie pisuarowej, to kobieta musi czekać w łazience i widzieć pana przez matową szybę zajmującą połowę drzwi :) No i przebierać nogami. I zastanawiać się, gdzie panowie idą, gdy przyciśnie ich większa potrzeba, bo w tej kabinie jest tylko pisuar. Zapewne okupują damską... XXI wiek !!!

W autobusie, do którego w końcu wsiadłam, kolejna osobliwość - kontrolerka biletów ma zepsuty czytnik, druga nie ma wcale, a kasowniki są stare . Ja mam kartę 5-miesięczną, ale informacja o terminie ważności jest wpisana w chip. Panie kontrolerki nie mają możliwości sprawdzić czy moja karta jest ważna. Debatują więc, jak tu mnie sprawdzić. Ułatwiam im życie i pokazuję dowód opłaty do końca maja. Odetchnęły z ulgą. Nie musiałam, ale dziś mam dobry humor czego i Wam wszystkim życzę :)

18:04, atojaxxl
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 lutego 2015

      Pisałam onegdaj, że zmieniam się raz w roku w Ciasteczkowego Potwora. Odbywa się wtedy doroczny bal Warsztatu Terapii Zajęciowej, na który uczęszcza nasz G. Bal w doskonałej restauracji, ze wszystkimi bajerami typu kelnerzy, serwetki, półmiski, orkiestra. Restauracja sponsoruje obiad (bagatela - 200 osób w tym roku), a my rodzice dostarczamy przetwory na sałatki, pieczemy ciasta, torty i ciasteczka, Warsztat kupuje wędliny. Ja od zawsze specjalizuję się w ciasteczkach. Uwielbiam to robić i podejrzewam, że w którymś wcześniejszym wcieleniu byłam Czeszką.

Przez kilka dni obiady w domu są na szybko" czyli zupa samogotująca się i makaron ze serem :) Stolnica nie schodzi ze stołu. Mąż donosi brakujące drobiazgi ze sklepu, a znajomi wiedzą, że lepiej wtedy ze mną nie zaczynać.

Na poniższych zdjęciach pokazuję przykładową część urobku, większość innych pokazywałam rok temu

1. Kruche ciasteczka przekładane czekoladą i drobne kruche serduszka na jeden kęs

                

2. Migdałowo-czekoladowe serduszka łączone

                              

3. Spiralki waniliowo-czekoladowe otoczone mleczną czekoladą i mielonymi orzechami laskowymi

               

4.Tzw wyśmienitki (wg mojej Teściowej) zwane potocznie klawiszami, z ciasta listkującego przełożone masą kawową

              

5. Tureckie półksiężyce z polewą pomarańczowo-spirytusową i posypką w gwiazdki

              

 

6. Kwiatki waniliowe z konfiturą własnej roboty

              

Nie mam zdjęć gwiazdek na bazie masła orzechowego z nutellą, kokosanek, serduszek z napisem "Bal WTZ 2015". Syn mówił, że wszystko smakowało i szybko znikało ze stołów.

21:00, atojaxxl
Link Komentarze (8) »
wtorek, 03 lutego 2015

Przepraszam wszystkie osoby, którym nie podziękowałam za komentarze i nie podjęłam dyskusji.

Jak co roku o tej porze zamieniam się w Ciasteczkowego Potwora.

Zapewniam Was, że przygotowanie i upieczenie kilkunastu rodzajów drobnych ciasteczek dla 200 osób skutecznie odbiera chęć do robienia czegokolwiek innego :)

Poprawię się , bo na razie nie czuję stawów barkowych od wałkowania :)

18:52, atojaxxl
Link Komentarze (5) »