Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
RSS
środa, 30 stycznia 2013

O tym,że będzie znacząca podwyżka cen biletów za przejazdy autobusami miejskimi wiedzieliśmy od dawna. Od kilku dni przypominają o tym liczne plakaty i ulotki rozwieszone na przystankach i w autobusach. Podwyżka rzeczywiście jest dokuczliwa: mój bilet ulgowy pojedynczy będzie kosztował 2 zł, co oznacza wzrost ceny o ponad 45 %, normalny 3 zł ( wzrost 20 %), mój sieciowy na wszystkie linie i dni ze 186 na 195 zł. No cóż, do podwyżek powinniśmy się już przyzwyczaić, ale to co zrobiono w moim mieście to jakieś odwrócenie zasad janosikowych: najbardziej odczują uprawnieni do ulg renciści i emeryci.

I nawet nie biłabym piany, gdyby nie działania poprzedzające dzień obowiązywania podwyżki. Wchodzi ona w życie 1 lutego, w piątek. A tymczasem od poniedziałku 28 stycznia nie można kupić biletów w cenach dotychczas obowiązujących, nie ma ich, po prostu nie ma !!! Wczoraj obeszłam w sumie 17 punktów sprzedaży , kioski, saloniki prasowe, wszędzie usłyszałam to samo - mamy tylko bilety w nowej cenie.

Wieczorem zięć zdobył jeszcze dwa bilety tzw strefowe, więc miałam na dziś. A intryguje mnie jedna sprawa: gdybym kupiła bilet na samolot na 1 lutego, to przecież nikt by mnie nie wpuścił na pokład samolotu 28 stycznia !!! Podobnie z biletem do teatru czy kina !!! Zmuszanie pasażerów do korzystania z biletów w nowej cenie kilka dni przed wprowadzeniem podwyżki w życie jest najnormalniejszym łamaniem prawa !!!

Interwencja w tej sprawie niewiele dała - dowiedziałam się, że przecież mogłam sobie kupić bilety na zapas albo mogę za każdym razem kupić bilet u kierowcy. Jakby nie patrzeć - d..a zawsze z tyłu.

Gdy już złość we mnie opadła, przeliczyłam zasoby i pojechałam - posługując się ostatnim biletem strefowym - do punktu sprzedaży biletów okresowych. Po starej cenie kupiłam bilet pięciomiesięczny i doszłam do wniosku, że jestem wygrana na tym interesie.

Zakładając, że będę codziennie jechać gdzieś tam i z powrotem, wydałabym w ciągu tych 5 miesięcy (151 dni) 604 złote. Moje 186 złotych wystarczyłoby na 46,5 dnia czyli 93 bilety pojedyncze po 2 zł.  Oznacza to, po prostym przeliczeniu, że od dnia 17 marca jeździć już będę za darmo !!! A kiedy przyjdzie sezon działkowy bywa i tak, że jadę na działkę 2 razy dziennie, a dodatkowo na plac targowy lub do ogrodnika po sadzonki :) Mogę się przesiadać ile chcę i nie muszę pamiętać o kasowaniu biletu.

Chyba więc w sumie wygrałam na tej podwyżce :)

13:10, atojaxxl
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 stycznia 2013

No, wreszcie się wszystko skończyło : przedświąteczne zamieszanie, zakupy, gotowanie, smakowanie, strojenie choinki, budowanie szopki, ale przede wszystkim może wreszcie skończyło się pasmo chorób, które popsuły nam święta i czas przed Nowym Rokiem.

Przed Wigilią zachorowała wnuczka i jej rodzice. Najpierw leczyli się wszyscy domowymi sposobami, a kiedy nie pomogły, prosto od wigilijnego stołu pojechali z gorączkującym dzieckiem na dyżur 24-godzinny do przychodni. Lekarka, zła jak osa, że musi tam siedzieć, postawiła diagnozę z sufitu wziętą, wypisała serie antybiotyków m.in. na zapalenie spojówek , którego - UWAGA!!! UWAGA!!!! - dziecko jeszcze nie ma, ale może mieć, jak zatrze oczy katarem !!! Kolejny antybiotyk - na zapalenie zatok, którego - UWAGA!!! UWAGA!!! - dziecko też jeszcze nie ma, ale będzie miało, bo katar jest ropny !!! Autorytatywnie orzekła, że oskrzela są czyste, choć mała kaszlała okrutnie i gardło ją bolało. Jednak zapisała kolejny antybiotyk, dopiero z neta dowiedzieliśmy się, że stosowany jest najczęściej przy chorobach gardła, krtani, oskrzeli i płuc.

O jakości pomocy świadczonej przez te panią doktor niech świadczy fakt, że kolejni pacjenci po usłyszeniu kto przyjmuje, wycofywali się z poczekalni i jechali na SOR.

Młodzi wykupili na szczęście tylko jeden antybiotyk, z jego pomocą dziecko przetrwało święta i tuż po udało się dziadkowi zapisać małą do jej pediatry, ona wreszcie ustawiła leczenie i teraz wnusia dochodzi do formy, jeszcze ze 3 dni i będzie mogła wrócić do żłobka. Dopiero teraz zaczęła się cieszyć choinką, dekoracjami i prezentami.

W nocy skończyło się też sylwestrowe szaleństwo. No cóż, taką mam naturę, że nie lubię balów, imprez, wrzasków, petard, strzelających korków od szampana. Nie rozumiem tej powszechnej euforii i radości,że znowu się starzejemy o kolejny rok. Te przerażające tłumy w sklepach, wózki wypełnione jakby kolejny raz świat się miał kończyć.Te wystraszone, z obłędem w oczach uciekające zwierzęta...

Na szczęście wszystko to się skończyło i spokój na następne 12 miesięcy !!! Lepszego !!!

10:06, atojaxxl
Link Komentarze (1) »