Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek ogrodniczy - gra z grodzeniem

Od kilkunastu dni toczy się w mediach dyskusja o narastającej tendencji do izolowania się tzw. klasy średniej poprzez budowanie i zamieszkiwanie osiedli grodzonych. Niedostępnych dla postronnych, z bramami, kodami, wewnętrzną telewizją, ochroniarzami itp. A wszystko po to, by się bezpiecznie i dobrze czuć wśród swoich, by dzieci nie spotykały się i nie bawiły z patologią.

Właściwie nie powinno mnie to obchodzić, całe życie spędzam wśród ludzi z rozmaitych grup społecznych, podobnie moje dzieci, wnuczka też ma koleżanki i kolegów w normalnej, rejonowej szkole podstawowej.

Aliści mania odgradzania się dotarła i do nas, w miejsce, gdzie nawiązywanie serdecznych relacji z sąsiadami było do tej pory normą - do rodzinnego ogrodu działkowego. Jeszcze do niedawna było tak, że jedyne ogrodzenia ciągnęły się wzdłuż alejek ogrodowych, natomiast między poszczególnymi działkami nie stawiano żadnych płotów, siatek, najwyżej sadziliśmy pas malin albo krzewy owocowe. Normą było, że przyniesionym na działkę ciastem dzieliliśmy się z sąsiadami przechodząc do nich przez umowną granicę.

Niestety, te czasy należą już do przeszłości. Prawie wszyscy moi sąsiedzi albo umarli, albo oddali swoje działki zarządowi. Kupowali je lub dziedziczyli ludzie młodzi, często na tyle zamożni, żeby natychmiast urokliwe drewniane altanki zburzyć, wyciąć w pień wszystkie drzewa i krzewy owocowe, zatrudnić ogrodnika do wykonania trawnika, postawić nowy, murowany domek, zainstalować basen. Jednak pierwszą, najważniejszą inwestycją zawsze jest postawienie solidnego, metalowego ogrodzenia łamiącego przepisy dopuszczające wysokość takowego do 80 cm. Betonowa podmurówka, mocne wsporniki, często ręcznie kute segmenty ogrodzenia wykluczające np. możliwość przejścia dla kotów. I potężne grille, murowane, z możliwością wędzenia.

Do pewnego momentu miałam z moimi nowymi sąsiadami uprzejme relacje, ot, wymiana pozdrowień czy uwag na temat pogody. Relacje zaczęły się psuć, gdy ich dzieci wchodziły bez ceremonii na moją działkę i na przykład przykucały do sikania w moich poziomkach. Potem sąsiadom zaczęły przeszkadzać moje drzewa. Oni woleliby, żebym je wycięła, ponieważ po południu rzucają cień na część ich działki (przypominam - wyłącznie trawnik), wiosną sypią się z nich płatki kwiatów a jesienią liście. O  wymianie grzeczności mogłam zapomnieć, czyhali tylko na moje przyjście, żeby kolejny raz żądać wycięcia drzew.

Podczas moje dłuższej nieobecności wymienili swoją część siatki od strony alejki, ale przy okazji wjechali w moje ogrodzenie na ok. pól metra, bo podobno majster powiedział, że inaczej się nie da.

Zastanawiałam się, dlaczego nie odgradzają się od mojej strony, skoro zbudowali zasieki z pozostałych trzech. No i się dowiedziałam, że oczekują, iż ja im działkę sprzedam, ponieważ potrzebują więcej przestrzeni, podobną propozycję usłyszał mój sąsiad z drugiej strony. Młodzi państwo F. chcą sobie zamknąć przestrzeń trzech działek i poczuć się na swoim.

Zapytacie, gdzie w tym wszystkim jest zarząd ogrodu? Ano jest, ale składając się z samych emerytów, rencistów i inwalidów wojennych nie chce wchodzić w konflikty i udaje, że jest dobrze. 

Zaczynam się czuć jak Ślimak na swojej placówce :)

 

 

piątek, 20 kwietnia 2018, atojaxxl
Tagi: ogrody ludzie

Polecane wpisy

Komentarze
2018/04/21 14:30:09
Podobne mam doświadczenia i spostrzeżenia,
co do działkowców i ogrodzenia,
ale ja już ponad 12 lat temu,
tego doświadczyłam,
mając działkę 25 km poza miastem.
Kiedy niepełnosprawność mą zaliczyłam,
to działki się pozbyłam.
Trudno egzystować w takim kołchozie,
odpoczynek tam mieć, gdzie wszyscy głośno się sprawują,
disco polo na ful słuchają
i innych w nosie mają,
jedynie śmieci im podrzucając
gdzie wszyscy ze wszystkiego mnie okradali,
w końcu altanę nocą spalili,
wcześniej materiały budowlane zabierając.
Mój najmłodszy syn, w mieście wychowany,
stwierdził, że krzaki są wszędzie,
tym bardziej działki się pozbyłam,
za to okna nowe założyłam
i kilka razy nad morzem za to byłam.
i w sumie wszystko przejęli.
A tu w mieście taki ROD, tyle rocznie kosztuje,
że w sumie za to można gdzieś wyjechać,
za każdym w inne miejsce i cos nowego poznać.
a koty bezdomne?
No cóż, ogródek przyblokowy mam,
a tam wiele kotów w kwiatkach mi się wyleguje,
niszcząc przy okazji moje uprawy...
-
2018/04/21 16:31:26
Powiadają, że są ludzie i ludziska.Trafiłaś, niestety, na tę drugą grupę. Pozostaje Ci chyba również się odgrodzić od mało sympatycznych sąsiadów działkowych. Przykre to bardzo!