Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek teatralny - gra z Wyspiańskim

Do Warszawy daleko, więc wszystko, co wiem na temat nowej "Klątwy" - wiem na podstawie doniesień medialnych (z tym, że telewizji nie oglądam poza programami przyrodniczymi i sportowymi). Zastrzegam więc z góry, że wypowiadam się, choć nie widziałam. 

Tradycyjnie dwie strony sporu obwarowały się w swoich Okopach Świętej Trójcy: z jednej strony czciciele reżysera i jego podobno genialnego przedstawienia, z drugiej oburzeni, dotknięci i obrażeni zarówno formą jak i treścią tegoż dzieła. Obie strony są na tyle daleko od siebie, by nie słyszeć argumentów przeciwnika, i na tyle blisko, żeby się wzajemnie obrażać. W ruch poszły różańce, krzyże, malowane w domowych warunkach plakaty i hasła, zaangażowano już prokuraturę, tzw. autorytety wypowiadają się podobnie jak ja: nie widzieli, ale wiedzą...

A ja piszę i zabieram głos, ponieważ pytam: gdzie w tym wszystkim jest Wyspiański i jego genialna "Klątwa"? Czy obydwie strony konfliktu znają dramat Wyspiańskiego, dramat tkwiący swoimi korzeniami w autentycznym wydarzeniu w podtarnowskim Gręboszowie?

"Klątwa" Wyspiańskiego niesie tak wielki ładunek emocji, tak ważne uniwersalne przesłanie, że wszelkie manipulowanie i kombinowanie przy jej tekście i formie jest dla mnie (podkreślam - dla mnie) wielkim i niedopuszczalnym nadużyciem. Nawet białe gołąbki z pierwowzoru zostały sprowadzone na plakacie do białego gołębia sr....go na wszystko. Skoro to przedstawienie, które chyba tylko przez przypadek  odwołuje się do twórcy "Warszawianki" i "Wesela", jest tak genialne, jak chcą i widzą niektórzy recenzenci, to dlaczego chorwacki reżyser nie napisał swojej własnej sztuki bez podpierania się nazwiskiem wielkiego polskiego malarza, poety i dramaturga?

Tak, akurat w kwestii manipulowania klasycznymi sztukami teatralnymi jestem konserwatywna, choć daleko mi do obydwu stron afery wokół "Klątwy". Nie widziałam - więc się nie zachwycam, nie widziałam - więc nie czuję się obrażona. 

piątek, 24 lutego 2017, atojaxxl

Polecane wpisy

  • Przystanek powrotny - gra o życie

    Oj, nie było mnie tu dłuuuugo i mogło mnie już całkiem nie być. Jak to w życiu bywa - dobre potrafi w ułamkach sekund przekształcić się w dramat. Zacznę od dobr

  • Przystanek blokowy - gry sąsiedzkie

    Mieszkam w tym samym miejscu już 34 lata i pewnie tu doczekam końca. Gdy wprowadzaliśmy się do świeżo wybudowanego bloku, znaliśmy już kilka rodzin. Nasze dziec

  • Przystanek szachowy - gra z chustami

    No wkurzyłam się dziś jak rzadko kiedy. Czytam, że ludzie w necie hejtują polską szachistkę, która gra na szachowych mistrzostwach świata w Teheranie. To, że gr

Komentarze
2017/02/24 15:00:40
Bardzo mi się podoba zakończenie Twojej notki: nie widziałam, więc się nie zachwycam, nie widziałam, więc nie czuję się obrażona. Podpisuję się pod tym. Dodam jeszcze tylko, że nikt nie zagania widzów do teatru na siłę. Idą tylko ci, którzy kupią bilet i chcą taki czy inny spektakl obejrzeć.
-
2017/03/01 00:00:16
A ja jestem stanowczo przeciwna takim spektaklom, szczególnie teraz, kiedy Europę zalewa wrogi nam islam. A tu artykuł, z którym zgadzam się w 100%: bialyrasizm.pl/spektakl-klatwa-zyda/
-
2017/03/03 09:58:49
Podpisuję się pod tym, co napisałaś Ty i co napisała Babciabezmohera. Jeśli nie akceptuję sztuki tak wystawionej, to na nią nie idę, ale ta sztuka nie obraża żadnych moich uczuć. Po prostu nie jest to moje spojrzenie na sprawę i tyle. Każdy ma prawo do własnych wyborów. Tak uważam.
-
2017/03/16 11:16:08
Zawsze wolałam i dotychczas wolę tradycyjne wystawienia sztuk.Nie chodzi o tradycjonizm, tylko o autycjoniam.