Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek niepolityczny - gra okolicznościowa

Staram się nie wypowiadać w sprawach polityki, trochę się na tym znam i mogłabym uderzyć w ton przemądrzalski a tego nie chcę. Od pewnego czasu jednak towarzyszy mi natrętna myśl, że niektórzy ludzie władzy, boleśnie dotknięci przez los, za wszelką cenę szukają winnego swojego stanu i niesprawiedliwie traktują nawet bliskie osoby, a co dopiero mówić o podwładnych.

Blisko 30 lat temu miałam szefową, wyjątkowo wredną i podstępną osobę. Szpiegowała nas, ceniła donosy, oceniała nieuczciwie naszą pracę, jej racja była najważniejsza, nie było sensu podejmować dyskusji, ponieważ ona wiedziała lepiej i automatycznie stawało się w ten sposób po stronie jej wrogów.

Prowadziła gruby czarny notes, w którym spisywała wszystko, czego mogła użyć przeciw pracownikom. Nie cofała się przed podsłuchiwaniem, judzeniem ludzi wzajemnie na siebie, biegała również na skargi do instancji nadrzędnych. Potrafiła zostać na noc w swoim gabinecie, zamknąć się od środka, spać na fotelu a wszystko po to, żeby rano podsłuchiwać, co się o niej mówi w sekretariacie.

Jeżeli zorientowała się, że ktoś planuje rodzinną uroczystość, robiła wszystko, by te dni przed faktem zepsuć tej osobie, doprowadzić ją do łez. Krytykowała naszą odzież, fryzury, nasze dzieci i rodziny. Nie było na nią sposobu, miała swoje chody we władzach. Jeżeli się uśmiechała, to tylko gdy udało się jej komuś dopiec.

Przyszedł jednak taki moment, że szefowa pękła psychicznie i to w mojej obecności. Skończyłam swoją pracę i chciałam iść do domu, ona jednak wyszukiwała powody, żeby mnie w pracy zatrzymać. Pomyślałam sobie - raz kozie śmierć - i wypaliłam, że może ona nie lubi swojego domu i rodziny ale ja bardzo i naprawdę nie widzę powodu, żebym miała się pozbawiać przyjemnego wieczoru w domu dla jej kaprysów. I wtedy się usłyszałam:

"A do czego ja się mam spieszyć, co mnie tam niby ma ciągnąć" i dalej wyrzucała z sibie:

- straciła pierwszego męża z powodu choroby nowotworowej,

- tak dominowała nad córką, że ta w końcu wyjechała za granicę i ograniczyła kontakty,

- syn nie spełnia jej oczekiwań - nie jest dzieckiem genialnym ani idealnym, jest za to chorowity i zamknięty w sobie,

- jest chora i nie ma postępów w leczeniu,

- nienawidzi ludzi zadowolonych, uśmiechniętych ("wszystkie macie takie głupie,zadowolone miny"), nie znosi naszych uczniów ("te bachory mi tylko na nerwy działają"), obwinia cały świat o swoje problemy ("każdy tylko czeka na moje potknięcie"), nie widzi swoich wad ("jestem tu najlepsza i to was boli"), wszędzie widzi wrogów ("nikomu z was nie wierzę"), wszędzie wietrzy podstęp ("tylko planujecie jak mnie wygryźć")")...

"A teraz niech pani idzie w cholerę i napawa się tą rodzinną atmosferą. Jeszcze ta rodzinka pani bokiem wyjdzie" - tak zakończyła swój monolog

Przypomniałam sobie tę szefową i tę dramatyczną rozmowę, patrząc wczoraj na zawziętą twarz prezesa pewnej partii politycznej. Stracił wszystkich bliskich, otoczył się pochlebcami, wszędzie widzi wrogów i wietrzy spiski, upokarza i obraża inaczej myślących, prawie nigdy się nie uśmiecha, wieść gminna niesie, że podobno jest chory...

 

 

 

niedziela, 19 lutego 2017, atojaxxl
Tagi: ludzie

Polecane wpisy

Komentarze
2017/02/20 16:17:43
Jakby się tak przyjrzeć pakietowi objawów, to jednostki chorobowe się nasuwają same. Ale Bożena absolutnie od takich wniosków oficjalnie stawianych jest daleka, poniewaz psychiatria to nie jej dziedzina jednak. ;)
-
2017/02/21 11:39:39
Tylko dlaczego ci wszyscy ludzie milczą i udają, że wszystko jest w porządku? Dlaczego brak odwagi cywilnej do wypowiedzenia głośno: król jest nagi?
Niestety, za odwagę cywilną płaci się często niewspółmiernie wysoką cenę. A król spokojnie nadal jest nagi.
-
2017/02/22 17:32:44
Obawiam się, że ewentualny następca może być jeszcze paskudniejszy...
-
2017/08/06 10:17:36
Czy wy nie jesteście czasem tą szefową? Chorobliwie wredną.