Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek dentystyczny - gra z widokiem na broń

Kilka miesięcy temu rozpoczęłam batalię w sprawie leczenia zębów syna i opisywałam, jakie musimy spełnić warunki, m.in. uzyskać zgodę sądu na leczenie w znieczuleniu ogólnym. Sąd był uprzejmy podjąć decyzję dopiero w dniu, na który mieliśmy wyznaczony termin zabiegu a treść decyzji dostarczono nam dwa dni później. Oczywiście, termin nam przepadł a następny wyznaczono nam dopiero za dwa miesiące.

Jakoś przetrwaliśmy po to tylko, żeby otrzymać telefon z informacją, że jednak zabieg został przesunięty o następny tydzień, bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Po tygodniu historia się powtórzyła i panie z rejestracji z wyraźnym zażenowaniem mnie o tym poinformowały. Koniec końców pierwszy zabieg w pełnym znieczuleniu syn miał tuż przed świętami Bożego Narodzenia. A ja miałam portki pełne strachu, co zrobię, gdy podczas świąt wystąpią jakieś komplikacje...

Termin drugiego zabiegu wyznaczono nam na dziś. Wyposażeni w odpowiednie badania, zaświadczenia i na czczo stawiliśmy się karnie o godz. 6.45 pod odpowiednimi drzwiami. Zgodnie ze staropolską tradycją medyków nikt nie miał zamiaru zacząć pracy punktualnie. Korytarz wypełniał się kolejnymi niepełnosprawnymi pacjentami z obstawą rodziny, a lekarzy nadal nie było. 

W pewnym momencie na końcu korytarza, przy windach powstał jakiś ruch, brzęk, mocne męskie kroki i oczom zgromadzonych ukazała się scena jak z finału filmu kryminalnego: trzech mocno zbudowanych funkcjonariuszy Służby Więziennej w pełnym bojowym rynsztunku, z bronią, pałkami (paralizatorami?), w kamizelkach kuloodpornych przyprowadziło więźnia skutego łańcuchami na rękach i nogach. Obok dreptała dziewczyna z dokumentacją stomatologiczną delikwenta, który zasiadł dokładnie naprzeciw mnie i syna.

Pomyślałam sobie, że będzie kolejna obsuwa czasowa, bo wiem, że tacy pacjenci mają pierwszeństwo. Ale i ten musiał czekać, przecież nie było lekarzy. W dodatku jak się okazało, nawet nie został zarejestrowany. Dopiero dziewczyna z dokumentacją musiała zjechać do rejestracji i załatwić formalności.  Więzień siedział otoczony funkcjonariuszami i bawił się swoimi łańcuchami. Pacjenci obserwowali rozwój sytuacji...

Wreszcie na horyzoncie pojawił się szef i machina ruszyła. Więzień został przyjęty w zwykłym gabinecie, oczywiście w pełnej obstawie, a syn poddał się procedurom usypiania, leczenia i wybudzania. I wszystko dobrze.

I tylko ja się tak zastanawiam, czy to tak powinno wyglądać. Nie kwestionuję absolutnie prawa więźnia do specjalistycznego leczenia, jest człowiekiem. Ale czy powinien siedzieć w korytarzu pełnym pacjentów, dodajmy: niepełnosprawnych umysłowo, z różnymi deficytami neuro- i psychiatrycznymi, z lękami, fobiami. Czy konieczna jest ta demonstracja siły, broni i innych rekwizytów władzy więziennej. A gdyby mimo wszystko coś temu człowiekowi strzeliło do głowy? Co zrobiliby funkcjonariusze SW? Strzelaliby? Użyli gazu lub paralizatora? Nie znam się, może wymyślam sobie scenariusze nierealne, ale gdyby tak... to co?

PS Nie mam najmniejszych zastrzeżeń do samego procesu leczenia syna. Pełny profesjonalizm, wyczucie, delikatność i szacunek dla niepełnosprawnego pacjenta. Jedynie ta punktualność, a raczej jej brak...

środa, 11 stycznia 2017, atojaxxl

Polecane wpisy

  • Przystanek powrotny - gra o życie

    Oj, nie było mnie tu dłuuuugo i mogło mnie już całkiem nie być. Jak to w życiu bywa - dobre potrafi w ułamkach sekund przekształcić się w dramat. Zacznę od dobr

  • Przystanek blokowy - gry sąsiedzkie

    Mieszkam w tym samym miejscu już 34 lata i pewnie tu doczekam końca. Gdy wprowadzaliśmy się do świeżo wybudowanego bloku, znaliśmy już kilka rodzin. Nasze dziec

  • Przystanek wielkanocny - gra z jajami

    Dawno mnie tutaj nie było, zakręcona jestem jak słoik z korniszonami. Ale myślę serdecznie o wszystkich moich bliskich, przyjaciołach i znajomych i wraz z życze

Komentarze
2017/01/12 19:06:10
Rozumiem Twoje wątpliwości, są w pełni zasadne.
-
2017/01/12 22:12:53
Ja także Ciebie rozumiem. Sama miałam mocno niepokojącą przygodę. Lekarz rehabilitacji skierował mnie do Szpitala Psychiatrii i Neurologii na ul. Sobieskiego w Warszawie na konsultację. Pojechałam. Zostałam zapisana do lekarza neurologa i kazano mi czekać w poczekalni. W pewnej chwili karetka pogotowia przywiozła młodego chłopaka, który zachowywał się co najmniej dziwnie. Sam ze sobą rozmawiał, coś wykrzykiwał itd. Odsunęłam się i z niepokojem patrzyłam na to, co on wyprawiał. W poczekalni siedzieliśmy tylko my dwoje jako pacjenci. Za ladami były panie rejestratorki, ale na nas nie zwracały uwagi. Byłam podenerwowana i niespokojna. Po jakimś czasie przyszedł ochroniarz i zaczął go pilnować. Później wszedł z nim do gabinetu lekarza. Ze szpitala wyszłam z uczuciem ulgi.
-
2017/01/13 17:28:59
O rety, toż to jak z filmu sensacyjnego o.O Scenariusze "a co by było..." mnożą się same, ale pewnie nie było chętnego na kombinowanie innych rozwiązań.
Na całe szczęście, że Wam się powiodło w tym bałaganie. :)