Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek wspomnieniowy - gry "wojenne"

Wielu blogerów dzieli się dziś wspomnieniami i refleksjami dotyczącymi rocznicy stanu wojennego. To ja też. W dniu 13 grudnia 1981 roku byłam szczęśliwą mężatką, miałam 21 miesięcznego synka i córeczkę, która w tym dniu skończyła właśnie 3 miesiące. I w tym dniu kończył mi się urlop macierzyński i miałam wrócić następnego dnia do pracy. Obydwoje z mężem pracowaliśmy w zakładzie, który ze względu na specyfikę wyrobów podlegał całkowitej militaryzacji zgodnie z dekretem o wprowadzeniu stanu wojennego. 

Mąż zebrał moje dokumenty, zawiózł do firmy i zamiast w pracy wylądowałam na urlopie wychowawczym. Jak się potem okazało i tak nie miałabym co robić, ponieważ moje miejsce pracy zostało zapieczętowane, wcześniej tzw. służby wywiozły zawartość naszych biurek i szaf, szefa internowano a pozostali koledzy zostali poddani przesłuchaniom i oceniono negatywnie ich dalszą przydatność w naszym zawodzie. Mnie zostawiono w spokoju, odpowiednie organa wzięły prawdopodobnie pod uwagę, że jako matka malutkich dzieci nie będę podskakiwać (widziałam później swoje "papiery" i adnotację "karmi piersią dwoje dzieci" hahaha). 

W domu panowała napięta atmosfera, obawialiśmy się, że mąż - podobnie jak wcześniej szwagier - zostanie wzięty w kamasze. Uzgodniliśmy więc naiwnie, że gdyby ONI przyszli z nakazem stawienia się do wojska, to ja otwieram drzwi i z płaczem informuję, że mąż właśnie mnie porzucił z dwojgiem małych dzieci i mieszka na Zamkowej i żeby go tam szukali albo w pracy. 

Życie napisało inny scenariusz. Był wieczór, właśnie wykąpaliśmy dzieci, ja dokarmiałam jeszcze córkę, gdy ktoś zapukał. Zgodnie z naszą naiwną umową, otwarłam drzwi a tam stał nasz przemiły, młody sąsiad z klatki obok. "Dobry wieczór, pani Bożenko. Ja tylko na chwilkę, jest mąż?" No to ja uśmiech sąsiedzki nr 5 i zaprosiłam do mieszkania. Mąż tarzał się z synkiem na kocu. Sąsiad wszedł i wypalił: "Obywatel Jan G.? Mam tu dla obywatela wezwanie do stawienia się...."

Szczęka mi opadła, mąż zbladł, moi Rodzice stanęli jak wryci. Już widziałam męża w mundurze szlifującego nocami ulice... Sąsiad jak się okazało pracował w wojsku. Dzięki temu udzielił mężowi porady - należało wziąć z zakładu pracy zaświadczenie, że jest niezbędny w zakładzie zmilitaryzowanym i ma odpowiedzialną pracę, coś tam coś tam, już nie pamiętam dokładnie. Zakład z produkcją zbrojeniową, mąż w kontroli technicznej. Pomogło, nie został umundurowany:)

PS Dziś po 35 latach spełniło się tylko jedno, mąż nie mieszka z nami i nie możemy razem wspominać tamtego okropnego czasu. 

wtorek, 13 grudnia 2016, atojaxxl

Polecane wpisy

  • Przystanek powrotny - gra o życie

    Oj, nie było mnie tu dłuuuugo i mogło mnie już całkiem nie być. Jak to w życiu bywa - dobre potrafi w ułamkach sekund przekształcić się w dramat. Zacznę od dobr

  • Przystanek blokowy - gry sąsiedzkie

    Mieszkam w tym samym miejscu już 34 lata i pewnie tu doczekam końca. Gdy wprowadzaliśmy się do świeżo wybudowanego bloku, znaliśmy już kilka rodzin. Nasze dziec

  • Przystanek wielkanocny - gra z jajami

    Dawno mnie tutaj nie było, zakręcona jestem jak słoik z korniszonami. Ale myślę serdecznie o wszystkich moich bliskich, przyjaciołach i znajomych i wraz z życze

Komentarze
2016/12/14 09:51:41
To "P.S" raczej pozytywnie zabrzmiało. :)
-
2016/12/18 14:18:57
To były straszne czasy i oby się nie powtórzyły.
-
2016/12/23 23:21:00
Z pewnością to były straszne czasy, ale ja wtedy byłam bardzo młoda, mężatka od 2 miesięcy, szczęśliwa i uskrzydlona - wspomina tamten czas, jako czas bardzo dobry. Kiedy strach minął, kiedy oswoiło się z tym stanem wojennym - było OK. A dzięki żołnierzom na ulicach człowiek, paradoksalnie, czuł się bezpieczniejszy. Wśród moich bliskich nie było działaczy politycznych, ani nawet związkowych, nikogo nie aresztowano, nie internowano itd. Ne mogę powiedzieć, że było strasznie, bo dla mnie... Nie było ;)