Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek czytelniczy - gra z urnami.

Właśnie skończyłam czytać książkę Annabel Pitcher  "Moja siostra mieszka na kominku". Zainteresowałam się nią, ponieważ na okładce jest piękna urna. Jak łatwo się domyślić, w tej urnie są prochy siostry bohatera i narratora książki. Dziewczynka zginęła w wyniku zamachu terrorystów muzułmańskich podczas rodzinnego spaceru na Trafalgar Square. Znaleziono tylko 10 fragmentów kości. Rodzice podzielili szczątki między siebie; matka swój przydział pochowała na cmentarzu, ojciec skremował i  przechowuje w pozłacanej urnie na kominku.

Tragedia zamiast zbliżyć rodziców do siebie, doprowadziła do rozstania. Ojciec popadł w alkoholizm a matka odeszła z psychoterapeutą, który miał jej pomóc podnieść się z nieszczęścia. Obok nich żyje dwoje pozostałych dzieci: 15-letnia Jas bliźniacza siostra zabitej, i 10-letni James - narrator opowieści.

Ich dramat pogłębia fakt, że rodzice oczekują od nich stałego opłakiwania zmarłej tragicznie siostry, szantażują ich ( Nie kochasz Ros, nie oczekuj od nas tego czy tamtego), składają obok urny ofiary np w postaci najlepszych kąsków z urodzinowej uczty, kupują prezenty od Ros, wieszają dla niej skarpety z prezentami na Bożę Narodzenie.

Gdy rodzice wreszcie rozstają, ojciec z dziećmi i urną oraz pamiątkami po Ros wyprowadza się z Londynu. W nowym miejscu nic się zmienia poza silniejszym alkoholizmem ojca. Mały James zaprzyjaźnia się w szkole z muzułmańską dziewczynka w hidżabie. Nie przyznaje się, że Ros nie żyje, mówi tylko, że ma dwie siostry bliźniaczki.

Jego dramat dodatkowo pogłębia nienawiść ojca do muzułmanów ... Reszty nie opowiem, może ktoś się zainteresuje i przeczyta.

Gdy czytałam tę książkę, przypomniała mi się historia jednej z moich uczennic. Jej brat zginął w wypadku motocyklowym, którego zresztą był sprawcą. Już za życia był faworyzowany przez matkę, ale po jego śmierci jej postępowanie graniczyło z poważnymi psychicznymi odchyleniami. Przestała zupełnie interesować się córką, to ojciec biegał na wywiadówki i kupował pierwsze podpaski. Matka porzuciła pracę, większość dnia spędzała na cmentarzu, wydawała mnóstwo pieniędzy na upiększanie drogiego nagrobka. Od bliższej i dalszej rodziny tudzież znajomych wymagała częstych odwiedzin grobu. Gdy ojciec wykupił wczasy dla rodziny, potrafiła z dworca wrócić do domu, bo kto to widział jechać na wczasy, gdy X od kilku lat w grobie.

A dziewczynka w tym czasie kończyła szkołę podstawową, potem liceum. W kobiecych sprawach pomagała jej siostra ojca. Bal maturalny okupiła kłamstwem, bo matka nie zgadzała się, by córka "balowała", skoro brat nie żyje i nie miał swojej studniówki. Wreszcie dziewczyna dostała się na studia.

  Ten ostatni fakt zbiegł się z otrzymaniem przez ojca wysokiej nagrody pieniężnej za jakiś wynalazek. Przeznaczył je na studia córki, jednak matka miała inne plany - bez porozumienia z ojcem wydała je na nowy nagrobek dla syna, bo sąsiadka postawiła ładniejszy swojemu mężowi. To był już trzeci nagrobek, poprzednie postawiła za odszkodowanie i swoje oszczędności.

Dziewczynka skończyła studia w innym mieście i nie wracała do domu. Znalazła pracę, dobrego chłopaka, postanowili się pobrać. Ślub miał się odbyć w jej rodzinnej miejscowości na usilne prośby ojca. Po uroczystości w kościele matka zażądała, by wszyscy pojechali na cmentarz do syna i by panna młoda zostawiła tam wszystkie kwiaty. Wtedy po raz pierwszy dziewczyna się zbuntowała i nie zgodziła, by weselna kawalkada jechała na cmentarz. Obrażona matka nie poszła wobec tego na wesele.

Rodzice mojej uczennicy rozwiedli się po jej ślubie. Sprzedali dom, podzielili pieniądze.  Ojciec przeprowadził się do córki i pomaga przy wnukach, matka została pilnować grobu. Nie dojada, oszczędza, bo teraz takie nowe piękne wzory nagrobków są...

Jak widać, życie też tworzy scenariusze, o jakich pisarzom się nie śniło...

czwartek, 15 stycznia 2015, atojaxxl

Polecane wpisy

Komentarze
2015/01/15 13:17:39
O na bogów!
To są dramaty dopiero :( Bożena nie wie, czy w przypadku tragedii jej związek by wytrzymał, bo nikt nie przewidzi takich reakcji do końca. Ale takie zapętlenie, pogrzebanie za życia reszty rodziny i siebie razem ze zmarłym ...
rety.
-
2015/01/15 19:22:23
I przez lata nie znalazł się nikt, kto by ją zaprowadził do psychiatry?... :(
-
2015/01/15 20:30:32
sekretarka.bozeny - znam dwa takie przypadki, nie wiadomo który gorszy. Bo co powiesz o przyjęciu pierwszokomunijnym dla dziecka, które nie żyło od 5 lat ? A ja byłam chrzestną tego dziecka i nie mogłam się wykręcić w żaden sposób...
-
2015/01/15 20:35:13
babciabezmohera - nie znam sprawy od tej strony, w szkole mąż zawsze ją tłumaczył, że źle się czuje, że tak postanowili, że on się teraz zajmuje sprawami córki. Poza tym wiesz jak to jest : nie da się dorosłej osoby tak po prostu zaprowadzić do psychiatry, zwłaszcza 30 lat temu
-
2015/01/15 21:42:04
To przyjęcia komunijne wstrząsnęło mna jeszcze bardziej, niż inne opowiedziane przez Ciebie historie. Współczuję, że znalazłas sie w sytuacji nie groteskowej, a na granicy obłędu. Uściski.
-
2015/01/15 22:44:37
Zdarzyła się tragedia, która coś tam pewnie w kobiecie wyzwoliła. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny, jeśli kobieta czuła że już nie ma dla kogo żyć, to pewnie jakiś powód tego był, nawet jeśli niezawiniony przez najbliższych.
-
2015/01/16 07:19:03
Straszna historia. Brawa wielkie dla dziewczyny, że sobie poradziła.