Podróż przez życie z licznymi przystankami, w tym również autobusowymi
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek ...* - gra ze wspomnieniem

Ten przystanek znajduje się przy ul. Jana Pawła II, w pobliżu kościoła pw. Bł. Karoliny Kózki.  A dziś już 34 rocznica wyboru kardynała Wojtyły na papieża. Dla mnie tamten dzień wiąże się z bardzo przykrym wspomnieniem.

Podobnie jak dziś było chłodno i mokro, szef nie dość, że zatrzymał nas w pracy po godzinach, to jeszcze zlecił mi wysłanie korespondencji, która musiała mieć datę wysyłki właśnie 16 października. Przypominam, to były czasy, gdy nikomu się nawet nie śniło o e-mailach, a poza tym wszystko musiało mieć pieczątki i podpisy. Sekretarka cieszyła się szczególnymi względami i załatwianie czegokolwiek po pracy było poniżej jej godności.

Byłam zła jak osa, ponieważ mieszkałam na drugim końcu miasta, a o tej porze autobusy kursowały spod mojego zakładu rzadziej niż w ciągu dnia. Na szczęście poczta obok mojego bloku czynna była do 20.00. Stanęłam więc w dziwacznie pozakręcanej kolejce , głodna, zmarznięta i wściekła,że jak zwykle czynne jedno okienko a pozostałe panie pilnie pracują na zapleczu. Kolejka warczała na każdego, kto próbował ominąć jej tajemnicze meandry.

Byłam już blisko okienka, gdy do wnętrza budynku wszedł starszy siwy mężczyzna, w ręku nabożnie trzymał kapelusz i miał bardzo rozradowaną twarz. Stanął, rozejrzał się i powiedział "Proszę państwa, państwo pewnie nie wiecie, nasz Karol Wojtyła został papieżem"... Zapadła cisza, pani w okienku przerwała rejestrowanie listów poleconych, a mnie w tym momencie chyba sam diabeł podpuścił i po prostu wybuchłam:"Co pan tu opowiada, papieżem może być tylko Włoch, Wojtyła może był wymieniany albo coś ogłaszał, ale na pewno nie został papieżem, pewnie pan coś źle zrozumiał, nas tu nerwy ponoszą a pan jeszcze przeszkadza w pracy".

Kolejka jakby złapała drugi oddech "Tak, tak, pan źle zrozumiał, szybciej tam, ile można stać "

Starszy pan stał jeszcze chwilę, nawet nie próbował podejmować dyskusji, radość zniknęła z jego twarzy, zgarbił się, wyszedł... Oddałam listy, zabrałam książkę korespondencyjną i poszłam do domu, blisko miałam, jakieś 40 metrów. Weszłam do mieszkania. Moi rodzice stali na środku pokoju, z kominka watykańskiego leciał biały dym, spiker powtarzał dobra nowinę...

Czuję do dziś głęboki wstyd i zażenowanie, zepsułam temu człowiekowi może jedyną chwilę w samotnym życiu, gdy mógł być kimś ważnym, kimś, kto ogłosił zdenerwowanym i skłóconym ludziom "Habemus papam !!!" Przepraszam...

Na zdjęciu nieco kosmiczny w formie pomnika Błogosławionego Jana Pawła II przy kościele pw. Bł. Karoliny Kózki

 

wtorek, 16 października 2012, atojaxxl

Polecane wpisy